Adam Danek: Dwa marsze
Kategoria: Opinie
wtorek, 15. maja 2007
Poniższy tekst stanowi osobisty komentarz do dwóch marszów, które w kwietniu przeszły ulicami Krakowa. 14 kwietnia, w siedemdziesiątą trzecią rocznicę ogłoszenia Deklaracji Obozu Narodowo-Radykalnego, na krakowski Rynek Główny wyruszyli współcześni uczniowie Mosdorfa, Piaseckiego i Rossmana.
Dokładnie tydzień później, 21 kwietnia, na płytę Rynku próbował wejść zorganizowany przez pomniejsze odłamy lewicy „marsz tolerancji” – i, najkrócej mówiąc, wejść nie zdołał. Oba wydarzenia wywołały krótkotrwałe burze medialne i lawinę dziennikarskich anatem. Nad ich autorami mam tę skromną przewagę, że obydwa marsze widziałem z bliska, będąc wśród uczestników pierwszego oraz tych, którzy zagrodzili drogę na Rynek drugiemu.
Marsz ONR opisywano na łamach prasy w tonie dość emocjonalnym, w czym prym wiodła niezastąpiona przy takich okazjach „Gazeta Wyborcza”. Organ Michnika aktualnie prowadzony jest przez któregoś z wice-Michników, bodajże Stasińskiego, i być może właśnie ze względu na tę kadrową zmianę wyrażał się niezwykle – jak na dotychczasowe standardy – powściągliwie. Zwłaszcza jeśli ma się w pamięci jego reakcję na uczczenie przez ONR w 2005 r. rocznicy wyprawy myślenickiej (1936) ś.p. Adama Doboszyńskiego (1904-1949). Tuba Michnika wypluła wówczas histeryczną aż do śmieszności jeremiadę p. Haliny Bortnowskiej (z „Obłudnika Powszechnego” – takiego quasi-religijnego dodatku do „Wyborczej”), w której zawodzeniu, że widma NSDAP i Ku-Klux Klanu krążą po Polsce towarzyszyły groźby powrotu szlacheckiego ucisku (sic ! I proszę mnie nie pytać, jak to się miało do sprawy.) oraz płaczliwe wezwania do tępienia „faszystów” przy użyciu fizycznej przemocy. W tym roku dziennik Wielkiego Redaktora nie zdobył się na aż tak wyrafinowaną prozę, choć oczywiście wyklepał rytualną formułkę o NSDAP i Ku-Klux Klanie, a także ponownie wezwał do rozbijania „faszystowskich” demonstracji siłą (w imię tolerancji, naturalnie). Uczestników kwietniowego marszu określono jako „wyrostków w brunatnych koszulach”, co do wszystkich dziennikarskich patologii występujących u pracowników GW dodaje jeszcze daltonizm: przedwojenne mundurowe „jasne koszule” ONR miały kolor beżowy, który współcześni oenerowcy zamieniają często na khaki. Żeby pomylić te barwy z brunatną trzeba niewątpliwie cierpieć na wadę wzroku zdiagnozowaną przez p. Stanisława Michalkiewicza jako „choroba czerwonych oczu”, a przez p. Rafała Ziemkiewicza jako „ślepota na lewe oko”. Dalej w „Wyborczej” zająknięto się na temat „faszystowskich symboli”. Jak mniemam, chodziło o widoczne na flagach i transparentach ONR celtyckie krzyże, bo flag biało-czerwonych chyba nawet organ Michnika nie uznaje (jeszcze) za „symbole faszystowskie”. Cóż, na cmentarzach polskich miast i wsi widziałem wiele nagrobków z krzyżem w kamiennej obręczy. Ale może o tym sza, bo przeczyta to ktoś niepowołany, po czym w teren wyruszą uzbrojone w młoty i łomy patrole złożone w połowie z zawodowych „antyfaszystów”, a w połowie z dziennikarzy „Wyborczej”. Z jednym zadaniem: „zdenazyfikować” nekropolie ! Przecież nie można pozwolić, żeby w „kraju Auschwitz” jacyś „faszyści” stawiali sobie na nich bezkarnie celtyckie krzyże ! Przypuszczalne hasło akcji: „Wykopmy faszyzm z cmentarzy !” …
Ponadto, jak donosi Agencja TASS … tfu ! … Agencja Gazeta, w biały dzień wznoszono w trakcie marszu ONR „rasistowskie okrzyki”, takie jak „Każdy inny – wszyscy biali !” czy „Polska cała tylko biała !”. Dożyliśmy zatem czasów, kiedy zagrożone nieznaną bliżej karą stało się publiczne twierdzenie, iż Polskę zamieszkują ludzie biali … Prawdą jest również, że uczestnicy marszu skandowali „Tu jest Polska, nie Izrael !”. Cóż, antysemityzm ONR raczej trudno zanegować; o ile przed wojną żywił się realnym problemem społecznym, o tyle brakuje mu tej podstawy współcześnie. Ale dopóki legalne pozostaje manifestowanie setki innych niemoralnych (libertynizm), destrukcyjnych (komunizm, anarchizm) i przepojonych nienawiścią (antyklerykalizm) poglądów, penalizacja samego tylko antysemityzmu zakrawa – mówiąc eufemistycznie – na niekonsekwencję, jeśli nie na obłudę. Oprócz tego rozwodzono się w organie różowych salonów nad „faszystowskimi gestami”: ilustracja poglądowa przedstawiała członków ONR wykonujących rzymskie pozdrowienie przy tablicy upamiętniającej ofiary komunistycznej bezpieki, gdzie nastąpiło oficjalne zakończenie marszu. Salut, wykonywany z okrzykiem „Sława Wielkiej Polsce !”, poprzedziło głośne przypomnienie, iż gestem tym pozdrawiali się polscy narodowcy, którzy podczas wojny ginęli w walce z hitlerowskim okupantem – co propagandziści Michnika naturalnie zbyli milczeniem. Jedno trzeba mimo to przyznać: język propagandy frontu tolerancji nieco złagodniał – jeszcze niedawno dziennikarze TVN mieli zwyczaj określać rzymskie pozdrowienie mianem „robienia ‘hajhitla’”. Nadal jednak uporczywie utożsamia się ów salut z pogańskim, materialistycznym i kryptokomunistycznym nazizmem. Fakt, że przez pewien czas pozostawał oficjalnym pozdrowieniem państwowym w katolickiej Hiszpanii gen. Franco i Portugalii Salazara nie ma znaczenia. Podobnie jak używanie go przez belgijski ruch katolicki Christus Rex (1935-1940), prawosławny rumuński Legion Michała Archanioła (1927-1941), czy (z okrzykiem „Cześć walce !”) estońskich antykomunistycznych kombatantów ze związku Wabsów (1929-1937), nie wspominając o żydowskich narodowych radykałach z organizacji Bethar (1923-1939). Nota bene, ostatni z wymienionych nosili brunatne koszule …
Na koniec tego tematu odnieść się wypada do widma fali „faszystowskiej” przemocy wyzierającej z płacht „Wyborczej”. Otóż ONR maszerował spokojnie, wznosząc swoje hasła, podczas gdy na drodze oczekiwał już na niego zwołany na tę okazję wiec lewacki, zorganizowany m.in. przez anarchistów z Komitetu „Wolny Kaukaz” oraz sekciarskich socjalistów z Pracowniczej Demokracji (jak by ktoś nie wiedział: to tacy zabawni ludzie twierdzący, że Związek Sowiecki upadł, ponieważ był państwem zakamuflowanego kapitalizmu …). W momencie zetknięcia obu demonstracji oenerowcy zachowali dyscyplinę, natomiast ze strony lewackich grupek z miejsca poleciało kilka petard, za którymi skoczyli zadymiarze uzbrojeni w pałki. Mimo to w „Wyborczej” próżno by szukać alarmistycznych doniesień o terroryzujących cały kraj hordach nowych hunwejbinów … Pewnie dlatego, że w sumie by się przydali, bo przynajmniej by skończyli z tymi przeklętymi „faszystami” …
Tydzień po tym, jak spod polskiego panteonu narodowego, kościoła na Skałce, ruszył marsz ONR, przy krakowskim Grobie Nieznanego Żołnierza zaczęli się gromadzić aktywiści Unii Lewicy, SdPl i stowarzyszeń pederastycznych. Władze miasta wydały na to zgodę, choć w ubiegłym roku ci sami ludzie sprofanowali Grób Nieznanego Żołnierza – i to w obecności setek przydzielonych im do ochrony policjantów ! Jeszcze zanim rozpoczął się tęczowy Parademarsch, po drugiej stronie ulicy czekał na niego liczący setki Krakowian komitet powitalny, na czele z transparentem głoszącym „Lepiej być ciemniakiem niż pedałem i lewakiem ! Kraków – duma Ciemnogrodu”. W znacznej części tworzyli go uczestnicy Marszu Kultury i Tradycji, który wcześniej obszedł Rynek Główny, wołając „Bóg, Honor i Ojczyzna” oraz – pod adresem złażących się przy Grobie osobników – „Kolorowa tęcza – znak zboczeńca !”. obie demonstracje zostały skutecznie rozdzielone przez oddziały opancerzonych policjantów, więc celu sięgnęło zaledwie kilka jajek. Marsz solidarności lewaków z pederastami pod potężną eskortą zdołał wreszcie ruszyć z miejsca. Jako finał jego organizatorzy zapowiedzieli wejście na płytę Rynku. Zeszłoroczni profanatorzy Grobu Nieznanego Żołnierza obwieścili więc zamiar wtargnięcia do miejsca, gdzie przechowywane są relikwie św. Wojciecha, a król Polski odbierał hołd Prus.
W drodze na Rynek „marsz tolerancji” przeciągnął pod gmachem krakowskiej Kurii Metropolitalnej, w której frontowym oknie od kilkunastu dni widniał portret Jana Pawła II. Kłębiąca się tęczowa czereda z papieskim konterfektem w tle – to ujęcie relacje TVN przedstawiały ze szczególną lubością, jakby dając do zrozumienia, że lewacka impreza czyni zadość woli Zmarłego. Oburza mnie to, lecz nie dziwi. Kiedy w ubiegłym roku Młodzież Wszechpolska, protestując przeciw zapowiedzianemu marszowi na rzecz homoseksualizmu, rozlepiła w mieście plakaty z hasłem „Kraków – miasto papieskie czy miasto promujące zboczenia ?”. „Wyborcza” zareagowała gniewnymi publikacjami, w których pracownicy Michnikowego wydziału propagandy nazwali akcję bezczelną, „bo przecież papież głosił tolerancję”. Bez komentarza … Wróćmy do tegorocznego Parademarschu, podczas którego z akcentów (anty)religijnych zaobserwowano dwie podstarzałe, korpulentne kobiety przebrane w sutanny i tęczowe stuły. (Jak widać, postęp idzie naprzód, choć daleko nam pod tym względem choćby do zachodniego sąsiada: w berlińskich „paradach tolerancji” przez lata widywano transwestytów przebranych za zakonnice, niosących transparenty z napisami w stylu „Wojtyła, p…l się !”.). Minąwszy zwycięsko pałac arcybiskupi, pod Krzyżem Katyńskim skręcił w ul. Grodzką i, idąc wzdłuż zabytkowych świątyń (trasa, jak widać, wymarzona do „promowania tolerancji”), zbliżył się do płyty Rynku. Ale na nią nie wszedł – wylot Grodzkiej zastawili przeciwnicy lewicowej ofensywy. Na barykadzie stanęli wówczas m.in. członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Narodowego Odrodzenia Polski i Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej. Tęczowi komsomolcy postali jakiś czas w wylocie ulicy, ale ponieważ skuteczna blokada zamknęła im drogę na Rynek, w końcu odeszli. Front tolerancji ocenił chyba Parademarsch jako nieudany, skoro z prasowej relacji „Wyborczej” następnego dnia wyraźnie przebijał zawód. Absolutnie nieprawdziwe jest twierdzenie, jakoby „marsz tolerancji” miał wejść na płytę Rynku, co reporterzy TVN nachalnie podkreślali, używając przy tym wyrażeń w rodzaju „symbol zwycięstwa”. Że nie wszedł, przyznała z nieoczekiwaną dozą uczciwości nawet „Wyborcza”. Kiedy jeszcze trwała wymiana zaczepek między stronami barykady, miałem pouczającą okazję obserwować, jak powstają zionące obiektywizmem relacje medialne. Operatorzy TVN filmowali tęczowych z dołu – by wywołać wrażenie, że jest ich więcej, niż w rzeczywistości – i z takich punktów, skąd nie było widać, że czambuł tolerancji nie stoi na Rynku. Kiedy od strony Rynku padały okrzyki takie jak „Pederaści, lesby, geje – cała Polska z was się śmieje !”, dźwiękowcy szybko opuszczali mikrofony, lecz kiedy wywołani w ten sposób wyzywali przeciwników reklamowania pederastii od „faszystów”, podsuwali je jak najbliżej. Mimo ich starań kilka cieniutkich głosików słyszalnych w telewizyjnym materiale nie przebijało głośnością uczestników barykady.
Na organizatorów protestów przeciw „marszom t(err)olerancji” sypią się permisywne gromy, bo „nie szanują wolności manifestowania poglądów”. Nie wiem, od kiedy pederastia to pogląd, ale ten zarzut nie należy do trafnych również z innego powodu. Ależ drodzy lewacy, manifestujcie sobie ów „pogląd” i odbywajcie Parademarsche, ile chcecie – ale nie za moje podatki ! Do Krakowa oddziały prewencji ściągnięto ponoć z całej południowej Polski, a tłumy gapiów nie mogły oderwać wzroku od tych wszystkich kolumn policyjnych ciężarówek, strzelb, miotaczy gazu, armatki wodnej i najeżonego obiektywami helikoptera, który krążył nad Rynkiem – koszt akcji musiał być ogromny, a wielu podatników z pewnością nie miało ochoty jej współfinansować. A zatem, drodzy lewacy, demonstrujcie sobie co i gdzie chcecie – ale bez państwowej obstawy. My też przyjdziemy. I wtedy powymieniamy sobie poglądy na spokojnie …
Adam Danek
Komentarzy: 3
- Ponad Podział wtorek, 15. maja 2007
tylko winny się tłumaczy...
- Kot wtorek, 15. maja 2007
Winny czego?
- Kot wtorek, 15. maja 2007
A swoją drogą to dziwne to że UPR wspołpracuje z naziolami od ONERu...

