Adam Danek: Zamach stanu - mroczne widmo
Kategoria: Opinie
piątek, 21. września 2007
Jak twierdzą Michnik et consortes, widmo krąży nad Polską. Widmo zamachu stanu. Chór lewicowych publicystów i wyświechtanych „autorytetów moralnych” pod batutą Wielkiego Redaktora Gazety niestrudzenie pieje o państwie policyjnym, sfałszowanych wyborach, faszyzmie, Berezie Kartuskiej i tym podobnych wizjach, które – jak zapewniają – nie pozwalają im spać spokojnie.
„Dzisiaj natomiast ludzie wygrażają nie tylko nieśmiertelnemu, ale i śmiertelnemu Bogu, płaszcząc się jednocześnie przed partyjnym politrukiem, dziennikarzyną, związkowym bossem czy finansowym spekulantem. I dziwią się przy tym szczerze, że moralność i duch obywatelski upada.”
Jarosław Zadencki (ur. 1958)
Mimo ich najlepszych wysiłków publiczność reaguje głównie znużeniem. Trudno jej się dziwić – trupa Wielkiego Redaktora odgrywa ten sam repertuar od dwóch lat (na co nie pozwoliłby sobie żaden inny kabaret). Od ośmiu kwartałów z siedzib redakcji „dobrze-myślących” mediów i zarządów „dobrze-myślących” partii dobywa się bez przerwy mantra wykształciuchów, hymn bojowników III RP – monotonny lament: „Aj-waj ! Rządy PiS zagrażają demokracji !” Ileż nadziei niosłyby ich zawodzenia, gdyby mieli rację …
Apologeci Republiki Okrągłego Stołu od wielu miesięcy biją na trwogę: PiS zawłaszcza państwowe służby, aparat administracyjny, prokuraturę, sądy, państwowe media etc. Skoro rządzące stronnictwo konsekwentnie koncentruje w swych rękach wszelkie instrumenty nacisku, mogłoby z nich zrobić użytek raz a dobrze. Polityczno-medialni wrogowie oskarżają ekipę p. Kaczyńskiego o bezwzględność w umacnianiu i obronie własnej władzy – niech da jej dowody. Jakiś czas temu jeden z wice-Michników, p. Jarosław Kurski, komentując rekonstrukcję gabinetu p. Kaczyńskiego, przekroczył nawet standardy „Wyborczej”. Insynuował coś o przygotowywanym po cichu coup d’etat, o obozach internowania budowanych dla przeciwników przyszłego dyktatora, o szwadronach śmierci, które wkrótce wyruszą, by na nich polować itp. – oczywiście między wierszami, bo wprost nie wolno się posuwać do podobnych bredni chyba nawet w tubie Michnika. Jaka szkoda, iż komiczne proroctwa znanego dziennikarza Salonu nie mają szans na spełnienie ! Przestrzeń publiczna od razu stałaby się czystsza. Niektórzy kamraci p. Kurskiego przechwalają się, że pewnie niedługo przyjdzie po nich w nocy ABW. Dlaczego nie ? Dobrze by im zrobiła ścieżka zdrowia według wzorów z Berezy Kartuskiej. Albo Brześcia.
Wzmiankowani publicyści i politycy, a także adorujący ich telewidzowie i czytelnicy lubią w kółko powtarzać: „Mam już tego dosyć !” Ja również mam dosyć duchoty, jaka panuje w Polsce od początku zmierzchającej kadencji parlamentarnej. Precyzując, mam powyżej uszu słuchania, jak granda cynicznych pismaków, partyjnych macherów i parlamentarnych krzykaczy zarabia na swój parszywy jurgielt i broni swoich przywilejów, codziennie wycierając sobie gębę polskim państwem i rządem, a czasem i szczując na nie osobistości bądź instytucje z państw trzecich. I jeszcze bezczelnie drapuje się przy tym w płaszcz Katona ! Nie ma się co łudzić: liderzy rządzącego ugrupowania pozostają współodpowiedzialni za tę „atmosferę bagna”, jak by się wyraził nieodżałowanej pamięci Ernst Jünger (1895-1998). „Układ” partii, mediów i wielkiego biznesu, z którym proklamowali walkę, sami pomagali budować od schyłku lat osiemdziesiątych. Tworzą jedną z egoistycznych frakcji w łonie tej samej klasy politycznej. Gdyby jednak znaleźli w sobie wolę, by teraz zrobić porządek z całą resztą owej klasy, bez dwóch zdań zasłużyliby na absolucję dawniejszych win i zaniedbań. Sądząc po poglądach pp. Kaczyńskich, w takim wypadku należałoby się spodziewać dyktatury populistycznej, solidarystycznej i antykomunistycznej – trochę w stylu południowoamerykańskim, ale bez krwawej porywczości Latynosów. Miałaby ona swoje poważne wady, lecz byłaby dla nieszczęsnego kraju lepszym losem od brudnych gierek i wzajemnego obszczekiwania poszczególnych koterii „republiki koleżków”.
Demokracja to ustrój, który neguje prawowitość władzy (legitimité) jako taką, z czego prof. Carl Schmitt (1888-1985) wyprowadził prosty wniosek, iż władzę prawowitą zyska w niej każdy, kto będzie miał siłę, by ją sobie wziąć i wyegzekwować. Władza „musi być wzięta, a nie otrzymana”, jak rzekł zapomniany przedwojenny reakcjonista Jan Kanty Kochanowski. Więc może w końcu ktoś by ją wziął ? Inaczej butne zapowiedzi „rewolucji moralnej” ostatecznie okażą się wciskaniem kitu.
Pewien gorliwy demokrata wyznał mi niedawno, że obserwując ostatnie wydarzenia na scenie politycznej, wreszcie zrozumiał dwa momenty historyczne: działanie Piłsudskiego w 1926 r. oraz … rozbiory. Co by o tej opinii nie sądzić, jeśli któryś z nich miałby się powtórzyć, to lepiej pierwszy niż drugi. Pod koniec poprzedniej kadencji parlamentarnej p. Joanna Senyszyn alarmowała z mównicy sejmowej: „Nadchodzi kaczyzm !” Niech zatem nadejdzie, a z nim zmierzch bogów Republiki Okrągłego Stołu. Lepsza kaczystowska dyktatura, niż małpi gaj demokracji III RP.
Adam Danek
Autor jest stałym współpracownikiem Serwisu eCzas.net

