Adam Maksymowicz: Irlandzki sprzeciw

Kategoria: Opinie

sobota, 14. czerwca 2008

maksymowicz.jpgO wyniku głosowania nad przyjęciem Traktatu z Lizbony, każdy może mieć swoje zdanie, jednakże irlandzkie referendum było bezlitosne, a po nim Unia przypuszczalnie jakiś czas będzie jeszcze w szoku. Nie mniej wola wprowadzenia tego dokumentu w życie przez pozostałe państwa europejskie jest tak wielka, że wynik tego głosowania można uznać tylko za „wypadek przy pracy”. Ominięcie tej rafy integracji „europejskiego państwa” jest tak duże, że muszą znaleźć się sposoby na krnąbrnych Irlandczyków. Pierwszą z nich będzie metoda powtarzania głosowania co rok lub dwa, aż do pozytywnego skutku. Druga metoda to powierzenie ratyfikacji parlamentowi i zmiana irlandzkiej konstytucji w tym kierunku. Trzecia może najmniej prawdopodobna to wykluczenie Irlandii połączone z dalszą integracją pozostałych państw – członków UE w jeden wspólny organizm polityczny.
Znajomość Traktatu
Unijni aktywiści i jej entuzjaści bazują na ogólnej nieznajomości podstawowych dokumentów integracyjnych. Powszechnie znane i powtarzane są tylko opinie o tych dokumentach wygłaszane przez tzw. „autorytety moralne”, którym większość np. naszego społeczeństwa ufa bezgranicznie. Stąd irlandzki sprzeciw w Polsce byłby niemożliwy, gdyż „autorytety” są zdecydowanie i jednoznacznie, a zarazem bezkrytycznie za postanowieniami „Konstytucji Europejskiej” oraz „Traktatu Lizbońskiego”. Każdy z tych dokumentów liczy sobie kilkaset stron i tyleż artykułów napisanych w niezrozumiałym prawniczym bełkocie. Kto ma czas to studiować? Okazuje się, że nawet ci którzy z obowiązku służbowego powinni znać to wszystko na pamięć, jakoś wcale się tym nie interesują. Polscy posłowie, ministrowie, a nawet premier z radosnym uśmiechem oświadczają, że dokumentów tych nie czytali i nie mają nawet takiego zamiaru. Na pytanie czemu głosują za dokumentami, których nie znają, twierdzą, że mają zaufanie do ich autorów. Tu przypomina się stalinowski dowcip, że zaufanie to dobra rzecz, ale kontrola jest jeszcze lepsza. Krótko mówiąc znajomość uchwalanych, popieranych i wychwalanych traktatów europejskich jest żadna. To lekkie traktowanie naszej przyszłości, losów, wolności i poziomu gospodarczego wielu ludzi napawa lękiem. Wszak każdy z nas, jak ma komuś oddać swój dom, prawo do życia i śmierci na ogół dobrze się nad tym zastanowi, a tu nic tylko zaufanie, zaufanie i zaufanie. Uzasadnieniem do tego zaufania ma być miłość wzajemna głoszona przez naszych polityków. Tu trzeba się zgodzić, że w tym punkcie racja jest po stronie polityków. Rzeczywiście, miłość do naszego terytorium, surowców, walorów przyrodniczych jest tak ogromna wśród naszych zagranicznych „przyjaciół”, że są oni gotowi wszystko zrobić aby posiąść nasz majątek narodowy. Sytuacje tę dobrze ilustruje brytyjskie powiedzenie, że jak ma się takich przyjaciół, to wrogowie nie są potrzebni.

Irlandia
Wydaje się, że Irlandia zapłaciła zbyt wysoką cenę za uzyskanie tego co posiada, aby tak łatwo się tego wyzbyć. Wszystko studiują, pytają, dyskutują i nie chcą likwidować swego państwa na rzecz jednej wspólnoty, w której oni jako jeden z mniejszych jej krajów nic nie będą mieli do powiedzenia. To, że wszystko jest zapisane, to pięknie, ale praktyka pokazuje, nawet największe i najświętsze zapisy rzucane są natychmiast do kosza, kiedy nie odpowiada to silnym, potężnym i bezwzględnym rządom obcych nacji. Kto, jak kto, ale chyba Irlandczycy blisko tysiąc lat prowadzący wojnę z przebiegłymi Brytyjczykami wiedzą o tym najlepiej. Polacy też powinni pamiętać, że Sowiecka Konstytucja Stalinowska była bardziej postępowa niż wiele innych podobnych dokumentów stanowiących państwa tzw. „wolnego świata”. I co z tego, że była zapisana wolność słowa, wyznania itp. kiedy partia legalnie walczyła z Kościołem nie przebierając w środkach. Wolne słowo, owszem mogło być głoszone , ale tylko takie, jakie odpowiadało rządzącej partii. Kto miał inne zdanie mógł trafić na Syberię z biletem w jedną stronę, a bardziej opornych mordowali nieznani sprawcy. Czy sytuacja może się powtórzyć? Nie, wszyscy zgodnie odpowiadają, że to już nie te czasy. Oczywista, oczywistość. Tak, to może być całkiem inny terror. Wszak każdy czas ma swój sposób na uciszenie niepokornych, nieprawomyślnych i innych mających własne zdanie, które nie jest zgodne z tym, co głosi wszechwładna władza. Przykładem niech będzie jeden z wrocławskich dziennikarzy, który kilka dni temu przyglądał się tylko akcji policji rozpędzających nielegalną demonstrację. Jej nielegalność polegała na tym, że demonstranci wznosili okrzyki, które nie były wcześniej uzgodnione z władzami miasta np. „precz z komuną”. Policja grzecznie poprosiła dziennikarza, aby sobie poszedł i nie przyglądał się ich „ciężkiej” pracy. Kiedy ten odmówił, gdyż prawo pozwalało mu stać na chodniku, został zgodnie z tym pięknym europejskim prawem pobity, wyłamano mu palce, aby nie mógł tego opisać i „suką” przewieziono na komisariat, jako niebezpiecznego osobnika zakłócającego spokój społeczny. Irlandczycy wszystkie te sprawy pamiętają bardzo dobrze i tym się jakoś przejmują. Polacy odwrotnie, jakoś to będzie, nigdy nie było, żeby jakoś nie było itp.
Adwokat
Jak blisko dwadzieścia lat temu wychodziliśmy z socjalistycznego kołchozu wydawało się, że wschodni niedźwiedź jest najgorszym zwierzakiem jakiego przydarzyło się nam spotkać w naszej historii. Okrutnik, prostak, bezmyślny prymityw, złodziej. Wydawało się, że nic gorszego już spotkać nas nie może. Tymczasem historia lubi się powtarzać, tyle tylko, że w innych kostiumach, innych realiach. Teraz nie ma prymitywów, są eleganccy partnerzy, negocjatorzy, doradcy, a wszyscy chcieliby nam przychylić nieba. Nie udaje się to tylko dlatego, że nie dowierzamy naszym adwokatom, przyjaciołom i w ogóle samym sympatycznym ludziom którzy wszystko dla nas zrobią z czystej miłości. Tym pierwszym naszym adwokatem najpierw w EWG, a potem w Unii były Niemcy. To, że zostały one poszkodowane przez Drugą Wojnę Światową niespodziewanie w Polsce spotkało się z niewdzięczną krytyką. Tak samo jak niemiecka skromna prośba aby Polska krzywdy te w imię sprawiedliwości zechciała Niemcom naprawić, wypłacić odszkodowania za majątki pozostawione na Ziemiach Odzyskanych skąd ci nieszczęśnicy zostali brutalnie wypędzeni. O jakichś niemieckich mordach w czasie ostatniej wojny nikt nie chce w ogóle nawet mówić. Zresztą nasi niemieccy przyjaciele o to zadbali wykupując za skromne grosze oryginalne dokumenty Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Warunkiem wykupu było to, że strona polska nie pozostawi sobie żadnych kserokopii tych dokumentów. Nie ma dokumentów, nie ma zbrodni. Krótko mówiąc, nasz niemiecki adwokat okazał się wielce sympatyczny, nam życzliwy i w porę usunął wszystkie dokumenty, które mogłyby zakłócić tak owocną naszą współpracę. Podsumowując to wszystko trzeba stwierdzić, że bez niemieckiej sympatii do nas w UE, nie dalibyśmy sobie tam rady. Po prostu przyjaciół poznaje się w biedzie.

Salon 
Wyrywając się z objęć wschodniego niedźwiedzia, wpadliśmy od razu do europejskiego salonu. Tu jak przystało w eleganckim towarzystwie obowiązują maniery. Nie te pisane, bo to każdy dureń potrafi, ale te które Towarzystwo uznaje za swoje. Z tym oczywiście nie było najlepiej, bo u niedźwiedzia niczego nie można się było nauczyć. Aby nie być pośmiewiskiem na salonach należało pilnie brać lekcje, odrabiać zadania domowe, a nawet brać dodatkowe korepetycje. Oczywiście nauka kosztuje. Nic za darmo. Przez powszechną do nas sympatię nie zdzierano z nas przysłowiowej skóry. Po prostu w zamian brano co wpadnie pod rękę, a to np. prasa lokalna, znalazła się w rękach naszych przyjaciół, potem prasa centralna, potem udziały w mediach elektronicznych i tym sposobem zostały nam już tylko skromne ochłapy. Tak dzieje się z całą polską gospodarką. Ktoś może pomyśleć, że jest to narzekanie, wypominanie, lub nawet bunt przeciw naszym przyjaciołom z UE. Nic z tych rzeczy. Polacy są narodem wdzięcznym, bez żadnych zawiści, żalów i targów. Tym co nas przyjęli do swego grona jesteśmy w zamian gotowi oddać wszystko. Wszak dzielić się z przyjaciółmi naszym majątkiem, dorobkiem to czysta przyjemność. Nie jesteśmy jak Irlandczycy, którzy chcą być na swoim, chcą się sami rządzić, a co mówi o nich salon? Oj dostanie się im! Będą wyśmiewani, napiętnowani i nie tolerowani w państwach słynących z tolerancji. My możemy tylko współczuć biednym Irlandczykom, że zdarzyła się im taka „wpadka”. My zostajemy w salonie. Nas salon kocha. My za to wszystko oddamy aby tak było na zawsze. Nam wystarczy miłość salonu, a reszta to marność nad marnościami, o którą walczą ludzie przyziemi i mali. Być może, że Irlandczycy nie kochają salonu i jest im wszystko jedno, co salon o nich powie, pomyśli itp., ale nam na szczęście nie jest wszystko jedno.
Adam Maksymowicz   


Komentarzy: 2

  1. Antoni sobota, 14. czerwca 2008

    Świetny artykuł! Dużo mądrej ironii, trafne myśli. Tu muszę powiedzieć, że od dawna głoszę opinię, iż to nasza wina, że pozwalamy złodziejom na taki rabunek naszego państwa. To nasze lenistwo i lekceważenie wielkich Polaków krytykujacych te zjawiska. Im niżej upadniemy, tym trudniej będzie nam się podnieść!

  2. Adam sobota, 14. czerwca 2008

    Dziekuję za zrozumienie i poparcie.

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze