Adam Maksymowicz: Mroki miasta Breslau

Kategoria: Opinie

piątek, 30. maja 2008

maksymowicz.jpgWrocławskie środowisko literackie nie należy do najważniejszych w Polsce. Tu tylko jeden Tadeusz Różewicz zaliczany jest do czołówki krajowej literatury. Po nim już długo, długo nic. Może nie całkiem nic, bo przeciętnych ludzi pióra, podobnie jak gdzie indziej i tu nie brakuje. Być może, że kiedyś i oni osiągną kunszt Jerzego Pilcha, Lusi Ogińskiej, czy choćby Waldemara Łysiaka. Wydawało się, że stolica Dolnego Śląska skazana jest już na wieczny marazm i korzystanie z innych zdolniejszych pod tym względem ośrodków kultury. Tymczasem, kiedy literacki świat tego wielkiego miasta całe dziesiątki lat żył trzeciorzędnymi problemami opisywanymi na łamach miejscowej „Odry”, nagle nie wiadomo skąd i jak, kilka lat temu pojawił się Marek Krajewski z dziełem, które może skromne objętościowo, ale za to od razu stało się sensacją dnia. Była to powieść kryminalna pt. „Śmierć w Breslau”. Jako tak zwany „kryminał”, nie zwróciłby niczyjej uwagi, bo takich popularnych tytułów wydaje się co roku setki i przechodzą one przez księgarnie i kioski bez żadnego wrażenia. Tym razem było jednak inaczej. Złożyło się na to wiele czynników. Do najważniejszych, jak zwykle należy talent literacki, wrażliwość i spostrzegawczość, a także pomysłowość, której autorowi nigdy nie brakuje. Jak sam twierdzi podstawową przesłanką było zainteresowanie własnym miastem, jego przeszłością, oryginalną architekturą resztek poniemieckich kamienic czynszowych, ciasnych zaułków starego miasta i nowoczesnych dzielnic willowych nowobogackiej elity z początków minionego wieku. Frapująca akcja powieści rozgrywa się na tle szczegółowo opisywanego miasta, często już nie istniejącego po jego codziennym bombardowaniu przez sześć miesięcy wojennego oblężenia i systematycznej wewnętrznej destrukcji polegającej na wyburzaniu całych dzielnic dla ułatwienia obrony. Literackie odtworzenie tych zniszczonych fragmentów zabudowy, z zachowaniem ich oryginalnych dawnych nazw ulic, domów i lokali konsumpcyjnych, czyli zwykłych istniejących tam knajp i luksusowych sklepów, to pierwszy atut tej powieści. Część czytelników zafascynowana urokami dawnego miasta książkę tą traktuje jak przewodnik turystyczny, który pomaga w wyobraźni zobaczyć rzędy zwartej i ciasnej zabudowy w miejscach, gdzie dziś stoją tu pudła dziesięciopiętrowych, bez żadnego wyrazu wieżowców i klocki jednakowych czteropiętrowych budynków z wielkiej płyty.

Drugi atut, który można uznać za ważniejszy od pierwszego to piękna polszczyzna, przy pomocy której opisane wydarzenia widać jak w kolorowym filmie. Tak przedstawione zwykłe szczegóły życiowe stają się w pełni wiarygodne, a czytelnik pochłania je z zainteresowaniem. Godnym uwagi są niezrównane opisy kulinarne i sposoby spożywania popularnych w tym czasie historycznym dań serwowanych w miejscowych restauracjach, kawiarniach i spelunkach, w których bohaterowie powieści przebywają. Łatwość narracji, która kreśli wielowymiarowe tło jakim jest rzeka oraz liczne mosty, jazy, przepusty, statki, porty, a także charakterystyczna dla tego miasta duszna i parna pogoda lata oraz słoneczna wiosna, a także pluchowata jesień i zima dopełniają klimat prawdziwych wydarzeń jakimi dzieli się pisarz ze swoimi czytelnikami. Liczne w mieście parki, zwarte obszary zieleni, ogrodów i akwenów wodnych ułatwiają tylko konstrukcję zwykle niesamowitej intrygi typu „horror”.

Najważniejszym jednak walorem książki jest jej bohater, którym jest zastępca szefa Wydziału Kryminalnego Prezydium Policji Eberhard Mock. Postać sympatyczna w swojej całej skomplikowanej osobowości. Zrobi on wszystko, aby schwytać terroryzującego miasto wyrafinowanego mordercę, którego ofiary zostały pozbawione życia w sposób niezwykły, zagadkowy, a jednocześnie brutalny i okrutny. Z naszym bohaterem, życie też nie obchodzi się zbyt łaskawie. Na wojnie przeżywa koszmary, które na krótko może uleczyć tylko alkohol i regularne wizyty w luksusowym domu publicznym. Wszystko to potęguje tylko jego zawziętość, pomysłowość i dociekliwość w poszukiwaniu sprawcy zbrodni. Jego życie osobiste i rodzinne pomimo najlepszych chęci leży w gruzach. Podstawowym problemem jest jego wieczna nieobecność w domu, ponieważ musi natychmiast być przy każdym wydarzeniu, przy każdej zbrodni, przy każdym świadku. Jego piękna, bogata, znudzona i zepsuta żona sama szuka sobie rozrywek, w nienajlepszym towarzystwie. Mock wszystko to ciężko przeżywa, ale ze śledztwa nie spuszcza oka i w końcu odnosi sukces. Fabuła jest jednak tak skonstruowana, że czas dzisiejszy ludzi, miesza się z ich przeszłością, która za nimi się ciągnie, jak w greckim dramacie przeznaczenie. Mock jest jednocześnie policjantem w każdym calu, nie waha się ani na chwilę łamać wszystkie regulaminy i prawa, jeżeli tyko może to pomóc w śledztwie lub pozwoli mu osiągnąć zamierzony cel. Dla tego celu potrafi być brutalny i bezwzględny, wyrafinowany i przebiegły. Jednocześnie jest też człowiekiem, którym inni chcą manipulować, wywierać na niego presje i ograniczać jego działania do ściśle zakreślonych ram. Wtedy nie waha się szantażować nawet swoich przełożonych, którym zawdzięcza stanowisko i dobre wynagrodzenie. Trzeba przyznać, że jego postępowanie czasami przypomina niektóre akcje dzisiejszej policji, o czym jest głośno we wszystkich środkach masowego przekazu.

Wśród całej plejady różnych zawodów, specjalistów i urzędników nie brak też miejscowej elity uniwersyteckiej. Są to z reguły ludzie o najwyższych kwalifikacjach w swoich specjalnościach, ale jako ludzie pełni są wad i przywar, a nawet fobii właściwych wszystkim grupom społecznym. Biblioteki, prosektoria, najstarsze dzieła drukowane i ręcznie jeszcze pisane są niezbędnymi rekwizytami śledztwa. Liczne wspomnienia szkolne bohatera, który studiował na uniwersytecie nauki humanistyczne polegają na przypominaniu sobie poezji klasycznej w coraz to nowym wydaniu. Poezja jest czynnikiem stabilizującym burzliwą osobowość inspektora kryminalnego, w momentach wymagających spokoju i opanowania. Jako policjant nasz bohater ma do czynienia stale ze środowiskami przestępców lub ludzi, którymi każda policja interesuje się zawodowo. Mock wie, gdzie ich szukać w zadymionych i dusznych piwiarniach, tanich lecz smacznych jadłodajniach, w domach publicznych, a także wśród miejscowej arystokracji, która tylko tym różni się od innych, że swoją przestępczą działalność potrafi lepiej maskować i ukryć aniżeli prości ludzie, jakimi są na ogół mieszkańcy przedwojennego miasta Breslau. Ta atmosfera stwarza wrażenie, że jest to miasto przestępców ukrywających się przed policjantami, którzy też nie jedno mają na sumieniu. Jest to pesymistyczna wizja niemieckiego zdemoralizowanego społeczeństwa, które chce być lepsze, ale nie ma na to żadnych szans. Tych najbiedniejszych policjant usiłuje nawet bronić, chronić i opiekować się nimi, bo przestępstwa popełniane przez nich są konieczne dla utrzymania się przez nich przy życiu, niestety tu także doznaje porażki, bo prawie na jego oczach giną oni w niewyjaśnionych okolicznościach. Wielowymiarowość bohaterów i wątków pozwala na odczytanie tej powieści jako klasycznej literatury społecznej, dla której podstawowy wątek kryminalny jest tylko pretekstem do ukazania mrocznych i ponurych warunków życia w dawnym mieście Breslau.

Autor, który jest wykładowcą filologii klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim napisał jeszcze cztery powieści z tym samym bohaterem w roli głównej pt. „Koniec świata w Breslau”, „Widma w mieście Breslau”, „Festung Breslau” i „Dżuma w Breslau”. Można o nich powiedzieć, że wszystkie trzy są w tym samym stylu i dotyczą bardzo podobnych do siebie spraw, a jednak są całkiem różne i inne w okolicznościach, opisach, scenerii, charakterystykach osób i miejscach rozgrywanych wydarzeń. Każda z tych kolejnych powieści jest dalszą i kolejną częścią historii miasta Breslau, która tak naprawdę składa się z nieskończonej ilości wątków, wydarzeń, przestępstw i wszelkich innych okoliczności godnych wspaniałego pióra jakim dysponuje Marek Krajewski. Nie trudno zauważyć, że choć bohater jego wszystkich powieści Eberhard Mock jest rodowitym Niemcem, to charakter ma typowego Polaka, bardzo wrażliwego, nieszczęśliwego lecz jednocześnie niezwykle zdolnego, który wszystkie swoje porażki życiowe topi w morzu alkoholu. Powieści te cieszą się zasłużoną popularnością, a w wielu księgarniach tak, jak za dawnych czasów, aby je kupić trzeba się zapisywać w kolejce, bo liczba egzemplarzy jest ograniczona. Stowarzyszenie Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie” książkę „Koniec świata w Breslau” uznało za najlepszą powieść kryminalną w roku 2003 i przyznało jej nagrodę „Wielkiego Kalibru”. Ta sama pozycja uznana została w plebiscycie wrocławskich mass mediów za „Dolnośląski Brylant Roku 2003”. Jego książki są tłumaczone na 12 języków, w tym nawet na hebrajski. W przygotowaniu jest film fabularny oraz serial telewizyjny. Po tych wszystkich wyróżnieniach i popularności kolejnych powieści, trzeba przyznać, że wrocławianie, Dolnoślązacy, i w ogóle Polacy znają się na dobrej literaturze i młody jeszcze pisarz ma zapewnionych czytelników, którzy czekają na jego kolejne dzieła literackie.

Adam Maksymowicz


Komentarzy: 3

  1. Adrian piątek, 30. maja 2008

    Warto zwrócić uwagę, że p. Krajewski prowadzi bardzo ciekawego bloga.

  2. jon piątek, 30. maja 2008

    jaki Krajewski?

  3. Adam piątek, 30. maja 2008

    Marek Krajewski z Wrocławia. bardzo proszę dokładniej przeczytac tekst.

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze