Adam Maksymowicz: Polityka wnętrza Ziemi
Kategoria: Opinie
piątek, 11. stycznia 2008
W naszych demokratycznych mediach króluje polityka. Wszystko wokół niej się obraca. Ostatnio nawet glob ziemski stał się przedmiotem rozpraw politycznych. Tematem zawziętych dysput był dotąd problem czy dwutlenek węgla powoduje globalne ocieplenie klimatu, czy też nie. Poziom życia milionów obywateli, status państwa prawdziwego, federalnego, czy wręcz wirtualnego wszystko to są problemy marginalne, wobec tego co mają do powiedzenia politycy o naszej planecie. A nie jest z nią najlepiej. Wstrząsają nią konwulsje. Niekontrolowane trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów, nagłe powodzie, nadlatujące nie wiadomo skąd asteroidy, to wszystko spędza im sen z powiek. Jak bowiem można żyć, kiedy polityk nie jest pewny dnia, ani godziny. Ostatnio w Polsce wybuchła kolejna afera związana z tym, co dzieje się wewnątrz naszej planety. Zmobilizowany został rząd, media prześcigają się w podawaniu najnowszych wiadomości, lud domaga się wiarygodnych wyjaśnień i likwidacji zaniedbań, przestrzegania prawa oraz wymierzania kar tym, którzy dopuścili się przestępstw i astronomicznych nadużyć.
Darmowe ciepło
Wszystkie te egzystencjalne i globalne niepokoje wywołał, któżby inny, jak znany ze swych niekonwencjonalnych wypowiedzi toruński zakonnik, który nieopatrznie postanowił wykorzystywać ciepło płynące z głębi Ziemi do ogrzewania swoich szkół, radiostacji, telewizji i innych jeszcze towarzyszących im obiektów. Przy pomocy dwóch profesorów – amatorów umyślił on sobie zagospodarować ciepło powstające w wyniku reakcji atomowych zachodzących w jądrze Ziemi i poprzez otaczający je płaszcz skalny docierającego aż do powierzchni. Nie tylko profesorom wiadomo, że Polska leży w obszarze szczególnie zaburzonych płyt tektonicznych, gdzie na ich styku ciepło to szczególnie intensywnie wydostaje się na powierzchnię. Tak szczęśliwie się złożyło, że jednym z tych miejsc jest właśnie linia Toruń – Ciechocinek. Zakonnik jak umyślił, tak też zrobił. Kupił działkę pod odwiercenie głębokich otworów wiertniczych. Wykonał projekt techniczny. Uzyskał odpowiednie jego zatwierdzenie i potrzebne uzgodnienia. Kiedy już miał przystąpić do pracy, nagle obudziła się prasa, a za nią rząd. Jak to, to zakonnik ma mieć ciepło za darmo? My tu płacimy grube tysiące za ogrzewanie naszych mieszkań, utrzymujemy drogie elektrownie i wszelkie inne siłownie, a on nie będzie ponosił żadnych kosztów! Tak być nie może! To niesprawiedliwe, że jedni będą płacić, a drudzy będą to samo mieć darmo! Ruszyły kontrole, cofnięto koncesje, dotacje i poparcie dla „niekonwencjonalnych źródeł energii”. Nawet Komisarz UE zabrał głos w tej sprawie sugerując powstrzymanie zbyt energicznego zakonnika. Politycy odetchnęli z ulgą. Planeta została uratowana przed naruszeniem jej stanu naturalnego. Darmowego ciepła nie będzie. Prokuratorzy wzorem niedoścignionego mistrza Andrieja Wyszyńskiego, twórcy dewizy „dajcie mi człowieka, a na niego znajdę paragraf” zaczęli szukać odpowiednich przepisów. Jestem przekonany, że zawsze coś znajdą, bo na tym świecie nie ma ideałów. Mam jednak nadzieję, że wzorem innego duchownego z Torunia, który również zajmował się naszym globem i wbrew woli demokratycznej większości „wstrzymał Słońce a poruszył Ziemię”, przestępstwo to zostanie mu może nie darowane, ale przynajmniej w drodze nadzwyczajnej łaski umorzone.
Przyjaciele
Politycy nie lubią, kiedy bez ich wiedzy i zgody, ktoś tak sam z siebie podejmuje, jakieś znaczące działania. Oczywiście jest wolność, każdy może robić, co mu się żywnie podoba, byle tylko zgodnie z prawem. To ostatnie jest jednak, jakby trochę niemożliwe, bo tak skonstruowane, że każdego można oskarżyć o co tylko zaradny i obrotny prokurator zapragnie. Bardziej przezorni wiedząc o „wolności” wolą jednak nie wychylać się i raczej znają swoje miejsce w szeregu. Kto go nie zna musi prędzej, czy później znaleźć się w areszcie śledczym, zaczym prokurator znajdzie na niego odpowiedni paragraf. Tak i toruński zakonnik popełnił zapewne nieświadomie ten błąd, że nie uzgodnił swego postępowania z politykami i teraz ma za swoje. Tu przypomina się relacja Zdenka Mlynarza z rozmów, jakie były prowadzone na Kremlu z Leonidem Breżniewem, po wywiezieniu do Moskwy czechosłowackich polityków w 1968 roku. Breżniew w ojcowskim tonie mówił do Dubczeka: „No, jak wy tak możecie towarzysze sami o wszystkim decydować? Przecież wiecie, że jesteśmy waszymi najlepszymi przyjaciółmi, a z przyjaciółmi wszystko się uzgadnia. Chcecie coś zrobić, to zawsze możecie nam powiedzieć. Przecież razem lepiej postanowić, omówić i podjąć odpowiednie decyzje. Czy wy tego nie rozumiecie? To przecież takie proste.” Dziś nie ma już tow. Breżniewa, ale jego argumentacja jest stale żywa w demokratycznym państwie prawa, żywa wśród polityków mających usta pełne „wolności”, „równości” i „godności”.
W opiece Boskiej
Ostatnie wydarzenia związane z zagospodarowaniem ciepła z wnętrza Ziemi winne dać wiele do myślenia politykom. Wszak całkowicie pomijaną rzeczą w dotychczasowych dysputach, debatach i wypowiedziach był problem realności, pewności i możliwości osiągnięcia zakładanych parametrów w projekcie opracowanym dla toruńskiej rozgłośni radiowo – telewizyjnej. Wobec głoszonej przez wspomnianych profesorów – amatorów pewnych efektów, wszyscy w to niechybnie uwierzyli. Po pierwsze zawierzył im i uwierzył w to wspomniany zakonnik, który zaufał im bezgranicznie. To zaufanie dla polityków stało się podstawą ich w sumie skutecznego ataku uniemożliwiającego realizację pozyskania ciepła z głębi ziemi. Sami politycy o przedmiocie sprawy mają na ogół tzw. pojęcie zielone. Wystarczy wspomnieć, że ogólny poziom wiedzy o naukach geologicznych waha się w pobliżu zera, więc wszystko, co ktoś powie na ten temat, nawet najbardziej nieprawdopodobnego, jest albo wynoszone pod niebiosa, albo potępiane w czambuł. Wszystko zależy od tego, kto to mówi. Nie, czy ma sens i czy opiera się na sprawdzonych doświadczeniach, wynikach i praktyce. To nie ma w publicznych dyskusjach żadnego znaczenia, a szczególnie w dyskusjach w których biorą udział politycy. Otóż, toruński projekt polega na tym, że do przepuszczalnych skał wapiennych zalegających tu na głębokości ok. 3 km, o temperaturze ok. 100ºC, zostaną wykonane dwa otwory wiertnicze odległe od siebie ok. 2 km. Jednym z tych otworów będzie zatłaczana chłodna woda, która po przepłynięciu na głębokości 3 km zostanie ogrzana do temperatury 100ºC i drugim otworem zostanie ona wypompowana. Założenie jest proste, tyle tylko, że w praktyce niewykonalne. Po pierwsze na głębokości tej występują liczne uskoki uniemożliwiające prosty przepływ wody między otworami. Po drugie porowatość skał wapiennych jest na tej głębokości bardzo mała i ma charakter czysto lokalny o zasięgu setek metrów, a nie kilometrów. Po trzecie wreszcie w tego rodzaju głębokich otworach występują gorące solanki, których schładzanie powoduje intensywne wytrącanie się soli, która wszystko zatyka i uniemożliwia jakikolwiek przepływ. Na koniec można powiedzieć, że w Polsce dotąd z tej głębokości nie ujmowano wód termalnych. Najbliższe ujęcia w Ciechocinku są o połowę płytsze, do głębokości ok. 1500 m i o najwyższych temperaturach wypływającej wody do 37ºC. Inicjatorami ujęcia gorących wód podziemnych są dwaj krakowscy profesorowie, którzy nie są geologami, a przede wszystkim nie mają żadnego wykształcenia hydrogeologicznego (nauka o przepływie wód podziemnych), są mechanikami gościnnie zastępującymi fachowych kolegów. Od strony argumentacji zawodowej, jako żywo przypominają oni dwóch krawców ze słynnej opowieści Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty cesarza”. Skutek przekonania uczonych krawców skończył się na tym, że wreszcie ktoś odważny ośmielił się powiedzieć, że „król jest nagi”. Na zapewnienia o sukcesie projektu ujęcia gorących wód wypowiedział się wielce przychylny temu przedsięwzięciu Główny Geolog Kraju stwierdzając, że jest on bardzo ryzykowny. Pod względem formalnym spełnia wszystkie wymagania i z tego powodu został zatwierdzony, natomiast całe ryzyko finansowe bierze na siebie inwestor, którym jest toruńska rozgłośnia. To ryzyko jest bardzo duże, a pieniądze przeznaczone na ten cel wcale są niemałe. I jak tu nie mówić o opiece Bożej nad toruńską radiostacją, kiedy dążący do jej zniszczenia politycy, wbrew swej woli działają na jej korzyść wstrzymując wielce ryzykowną inwestycję
Wnętrze ziemi
Niezależnie od szlachetnych pobudek wszelkiego rodzaju amatorów nie chciałbym aby oni decydowali o szczegółach np. transplantacji serca i o podobnych operacjach od których zależy życie ludzkie. Co prawda, tu w ujęciu głębokich wód termalnych nie chodzi o życie, ale o duże pieniądze, których zmarnowanie nie może być usprawiedliwione brakiem wiedzy i praktyki, a za które można przecież nie jedno życie uratować. Czas aby politycy i wszelkiego rodzaju uczeni amatorzy pozostawili wnętrze Ziemi w spokoju i zajęli się bardziej przyziemnymi sprawami do których zostali powołani.
Adam Maksymowicz
