Adam Maksymowicz: Polski interes w Gruzji
Kategoria: Opinie
piątek, 15. sierpnia 2008
Stara zasada polityki mówi, że przyjaciół należy mieć blisko, a wrogów daleko. W polskiej polityce jest dokładnie odwrotnie, ze skutkami dla nas na ogół opłakanymi. Na otarcie łez mamy przekonanie o moralnej racji, międzynarodowej solidarności itp. hasłach w polityce mających znaczenie tylko propagandowe. Powszechne poparcie polskiego społeczeństwa dla bombardowanej Gruzji jest spontaniczne, uczciwe i potrzebne. Rząd moim zdaniem, powinien jednak być bardziej powściągliwy. Oprócz wysyłanych wyrazów poparcia, powinien bardziej dbać o własne interesy niż cudze. Niestety tak nie jest. W Polsce cudzy interes na ogół stoi wyżej niż nasz własny. Przykładem jest tu wysyłanie polskiego wojska do tak egzotycznych krajów jak Afganistan i Irak, gdzie nasze interesy są żadne. Mieliśmy mieć w zamian dostęp do pól naftowych, kontraktów handlowych itp. przedsięwzięć gospodarczych. Potem okazuje się, ze nic z tego nie wychodzi. Ci co nie wysyłali swoich wojsk, lub dawno już je wycofali wychodzą na tym znacznie lepiej. My za to w Europie jesteśmy najbardziej oddanym sojusznikiem USA. Za co? Ano za dziękuję i to zwykle wymuszone, niechętne i jakieś takie niesympatyczne. Po ostatnich doświadczeniach widać wyraźnie, że Polska nie ma żadnych szans na realne pozyskanie satysfakcjonującej nas współpracy z USA. Nic tu moim zdaniem nie pomogą żadne ustępstwa, wysyłanie wojsk itp. przychylne Amerykanom działania.
USA i antysemityzm
W Ameryce decydujące znaczenia mają środowiska dysponujące tam realną władzą, które Polskę widzą jako czołowy europejski i światowy kraj stojący na czele antysemickiej krucjaty. Nic tu nie ma do rzeczy, czy jest to prawda, czy nie. Polacy doskonale wiedzą, że akurat w tej sprawie można powiedzieć, że jest akurat dokładnie odwrotnie. Sympatia okazywana w Polsce zdolnym, pracowitym i inteligentnym osobom żydowskiego pochodzenia konflikt ten tym bardziej przychyla na rzecz piętnowania polskiego antysemityzmu. Aby zmienić to nastawienie do nas potrzebne są kolosalne kwoty odszkodowań wypłaconych na rzecz środowisk i organizacji żydowskich w USA. Polacy być może i na to by się zgodzili, gdyby nie smutny fakt, że kasa jest pusta i nie ma z czego tych wcale niebagatelnych sum wypłacić. Oficjalnie rząd USA popiera starania swoich obywateli do odzyskania w Polsce majątków, które zamierza odebrać swemu „drogiemu sojusznikowi”. Daleko idąca obłuda polityczna USA jest dla nas niezwykle szkodliwa, bo pokazuje naszym sąsiadom, że sojusz Polski z USA jest klasycznym przedsięwzięciem papierowym, bez żadnych realnych gwarancji. Przy pierwszych lepszych polskich kłopotach Amerykanie umyją ręce twierdząc, że nie mają z tym nic wspólnego, a ich polski sojusznik będzie musiał sam wypić piwo, które nawarzył. Tu przypominają się tego samego rodzaju sojusze z 1939 roku.
Rosja i antykomunizm
Pod tym hasłem dokonały się zmiany w 1989 roku. Polska wyzwoliła się z Sowieckiej dominacji. Jej śladem poszły inne kraje. Rosja i jej sowiecki system zostały znacznie osłabione. Jak się jednak wkrótce okazało osłabienie to było tylko przejściowe. Przez ostanie kilka lat rekordowe ceny podstawowych surowców energetycznych dostarczanych przez Rosje do Europy i Azji niesłychanie wzmocniły jej gospodarkę i oczywiście sektor wojskowy. Zmiany jakie nastąpiły w Rosji dalekie są od europejskich standardów demokratycznych. Środowisko dawnych służb specjalnych NKWD, a potem KGB nadal odgrywa zasadniczą rolę w kształtowaniu polityki tego nadal azjatycko – europejskiego mocarstwa. Jego nawiązywanie do dawnych tradycji komunistycznych jest oczywiste i nie podlega żadnym wątpliwościom. Mocarstwo to, choć ideowo nam bardzo dalekie, nie mniej geograficznie jest bardzo blisko, a poprzez swoje doskonałe kontakty polityczne z mocarstwami odgrywającymi kluczową rolę w Unii Europejskiej (Niemcy i Francja) negatywnie wpływa na naszą pozycję w UE. Rosja czy nam się to podoba, czy też nie będzie zatem znacznie bardziej wpływać na politykę polską aniżeli USA. Choć jesteśmy krajem suwerennym i niepodległym to jednak z realiami politycznymi musimy się liczyć, jeżeli chcemy zachować przynajmniej to, co już mamy. Moim zdaniem nie możemy pozwolić na to aby naszą politykę w Rosji reprezentowali Niemcy, Francja i USA, jak to się dzieje obecnie, gdyż skończy się to nową Jałtą. Polska, czy lubi, czy nie lubi Putina i jego kagiebistów musi z nimi sama nawiązać równorzędne stosunki dyplomatyczne gospodarcze itp. czy równorzędne? Czy Rosjanie będą nas szanować? Ano Polska nie jest równorzędnym mocarstwem i w wielu kwestiach będziemy musieli przełykać gorzkie pigułki. Zapewne jednak lepiej jest przełykać gorzkie pigułki, które samemu się kontroluje, niż pić truciznę przygotowaną przez naszych amerykańskich i europejskich „drogich przyjaciół”.
Gruzja
To przedsięwzięcie całkowicie amerykańskie. Oczywiście, że Gruzja chce być niepodległym krajem. Niestety Rosja nadal pozostaje mocarstwem militarnym, gospodarczym i politycznym. USA są zainteresowane opanowaniem dróg przesyłowych ropy naftowej przesyłanej na cały świat przez Rosję. Przez Gruzję przebiega kilka rurociągów tranzytowych rosyjskiej ropy naftowej. Czy Rosja może pozwolić aby odebrano jej kontrolę nad nimi? Póki ma dość siły na pewno na to nie pozwoli. Dzisiejszy konflikt był do przewidzenia. Kraje zachodnie na pewno realnie nie poprą w tej sprawie Gruzji, gdyż mają swoje dużo poważniejsze interesy w Rosji, których będą pilnować nie zwracając uwagi na żadne pogwałcenia praw międzynarodowych itp., przestrzegania których domagają się od państw im podległych i od nich zależnych. Rosja nie jest w żaden sposób kluczowy zależna ani od USA, ani od UE i dlatego stać ją na własną interpretację prawa międzynarodowego. Polska wspiera Gruzję wszelkimi sposobami. Prezydent udaje się na front do Gruzji. Życzę wszystkiego dobrego Lechowi Kaczyńskiemu, ale jeśli zginie pod rosyjskimi bombami, to być może, że zostanie uznany za bohatera, tyle tylko, że Polska z tego żadnej korzyści nie odniesie, a nawet wręcz przeciwnie pogorszą się i tak już złe stosunki polsko – rosyjskie. Czy aby nam na tym akurat zależy? Czy może wyślemy wojsko do Gruzji, co byłoby wypowiedzeniem wojny Rosji. Oczywiście od Rosji dzieli nas Ukraina i Białoruś. Ciekawe jednak, jak te dwa kraje postrzegają sprawę Gruzji. Z tego co wiem raczej dyplomatycznie milczą w tej sprawie i nie rozdzierają amerykańskich szat na sobie z powodu tego, co stało się w Gruzji. Będą zapewne w trosce o własne bezpieczeństwo raczej nieoficjalnie popierać politykę rosyjską, lub przynajmniej nie wchodzić jej w paradę.
Polski interes
Polska nie ma żadnego interesu w Gruzji. Oczywiście, poza wyrazami sympatii dla dzielnego narodu, który postanowił sprzeciwić się rosyjskiemu niedźwiedziowi. Pomoc charytatywna, medykamenty, żywność itp. dostarczana przez organizacje pozarządowe jest jak najbardziej wskazana. To wszystko, co Polska może zrobić bezpośrednio w tej sprawie. Natomiast Prezydent RP Lech Kaczyński lepiej by zrobił pozostając w domu, bo i tu ma co do roboty. Polskie stanowisko w sprawie Gruzji powinno być skoordynowane z naszymi najbliższymi sąsiadami przynajmniej tymi z UE. Nie słyszałem, aby prezydenci, premierzy itp. czołowych krajów UE wybierali się z demonstracyjnymi wizytami do Gruzji. Podejrzewam, że tego nie zrobią, a Niemcy, nasz najbliższy sojusznik wypowiedział się raczej po stronie Rosji. Trudno zatem oczekiwać, że Polska w sprawie Gruzji odniesie sukces. Porażka w tej sprawie jest bardziej pewna. Do tego akurat jesteśmy przyzwyczajeni, wszak dla nas to chleb powszedni. I tak od porażki do porażki. Każdą z nich możemy uznać za „sukces” wszak papier wszystko zniesie, a słowa wypowiadane przez polityków mają znaczenie na ogół odwrotne. Krótko mówiąc czas jest porzucić amerykańską, rosyjską, czy też unio – europejską politykę a zacząć uprawiać własną politykę, przynoszącą korzyści nie obcym mocarstwom, ale nam samym.
Adam Maksymowicz
Komentarzy: 6
- Bogdan piątek, 15. sierpnia 2008
..."a Niemcy, nasz najbliższy sojusznik "...naprawdę to przeczytałem czy może ze zmęczenia mam zwidy?
- Autor piątek, 15. sierpnia 2008
..."a Niemcy nasz najbliższy sojusznik.." to nie zwidy lecz stanowisko kolejnych rządów po 1989 roku, to był przeciez nasz adwokat w UE, to pierwsze wizyty dziś składa sie w Berlinie, to z Niemcami tworzymy euroregiony, to wszystko co zrobia Niemcy wbrew naszym interesom jak np. rura przez Bałtyk chetnie im wybaczamy,a całą złość kierujemy przeciw Rosji itp. Tak postępuje sie tylko z bardzo bliskim sojusznikiem. Co prawda tego rodzaju sojusz, który w naszej polityce jest faktem, Anglicy kwitują przysłowiem, że jak ma się takich przyjaciół to wrogowie nie są potrzebni. Mimo tego nie sądzę aby Czechy, Białoruś czy Ukraina były dla polskiej polityki bliższe niż Niemcy. Zresztą podobne stwierdzenia padały z ust polskich polityków przy okazji ich pobytu w Berlinie, jak i podczas niemieckich wizyt w Warszawie. Wynika to zarówno z sąsiedztwa geograficznego, jak i roli Niemiec we wspólnej polityce prowadzonej w ramach UE.
- Bogdan piątek, 15. sierpnia 2008
to,że rządzą nami-najczęściej-idioci,nie jest jeszcze powodem,by powtarzać idiotyzmy jako własne poglądy!a pod tekstem podpisał się Pan,a nie Tusk, Sikorski czy Rosati!
- Autor piątek, 15. sierpnia 2008
Zgoda, że są to idiotyzmy. Jednakże są one faktem politycznym, który tylko odnotowuję. To nie jest mój pogląd. To stwierdzenie faktu. Podpisuje sie pod stwierdzeniem odającym rzeczywistość. Trudno w tekście poświęconym innej tematyce wyjaśnić użyty tutaj skrót myślowy. Moje krytyczne zdanie w tej sprawie zawarłem w innych tekstach zamieszczonych również na łamach eCzasu. Piszę o Niemcach "nasz sojusznik" mając na mysli rząd i władze RP, które mimo swoich idiotyzmów, jednak na zewnątrz reprezentują państwo polskie. Tusk, Sikorski i Rosati nie jeden raz rzeczywiście to potwierdzali. Nie mniej, choć nie jestem żadnym z tych panów, mogę powoływać się na ich zdanie wyrażone w naszym imieniu. Dla mnie było to jasne i zrozumiałe, miałem nadzieję, że zostanie to tez tak odczytane przez Czytelników. Stało się jednak inaczej, dlatego wyjaśniam w tym miejscu znaczenie uzycia skrótu "nasz najblizszy sojusznik". Sformułowanie to ma znaczenie zarówno geograficzne, jak i polityczne ( patrz premier Mazowiecki, Bielecki - z niemieckim orłem na piersi, szef MSZ Gieremek itp, itd, bez większych protestów politycznych w Polsce prowadzili i do dzis prowadzą politykę klienta względem sąsiednich Niemiec. Nie ja to więc wymysliłem i nie ja to popieram.
- Bogdan piątek, 15. sierpnia 2008
ano właśnie,"nasz najblizszy sojusznik",to nie to samo,co:nasz najblizszy sojusznik.
- Autor piątek, 15. sierpnia 2008
Zgoda. Zabrakło cudzysłowu. Na przyszłość trzeba byc bardziej wyczulonym na wszystkie tego rodzaju dwuznaczniki. Dziękuję za uwagi.

