Aleksander Majewski: Tradycja, ale jaka? Czyli rzecz o grzechach powszednich polskich tradycjonalistów
Kategoria: Opinie
sobota, 13. października 2007
Czy można wznosić posąg na słabym, niepewnym gruncie? Czy bagno jest wystarczającym podłożem dla potężnych murów? Nie trzeba być uczonym fizykiem, żeby móc odpowiedzieć na te pytania. Ciekaw jestem czemu znaczna część konserwatystów, która mogłoby się zdawać myśli bardzo realnie, zaprzecza prostym prawom.
Myśl prawicowa zawsze polegała na pragmatycznym podejściu do spraw bieżących, a nie emocjonalnym, romantycznym parciu ku bliżej nieokreślonym celom, ograniczonym zaledwie do pięknych, chwytliwych hasełek. To właśnie od lat odróżnia mężów stanu od zgrai nie do końca świadomych rzeczywistości młodzieńców, których krzykliwe postulaty na ogół są efektem młodzieńczej potrzeby, aniżeli dojrzałej decyzji i poświęcenia dla sprawy.
Dlatego dziwi mnie romantyczna retoryka niektórych polskich konserwatystów, którzy niezbyt dobrze przyglądając się realiom, snują wzniosłe plany, tyle, że nie wiedzą jak je zrealizować czy też jak w ogóle się do nich zabrać. Konserwatysta nie może TYLKO strzec wiernie swoich Zasad, musi obserwować otaczającą go rzeczywistość i mieć oczy szeroko otwarte, bo jak wiadomo „kiedy rozum śpi budzą się upiory”. Obserwować po to, żeby znaleźć dla siebie miejsce - niszę, która pozwoli na podtrzymanie tego, co cenne - Tradycji. Niestety właśnie ta umiejętność jest w polskim zapleczu intelektualnym konserwatyzmu niezwykle rzadka. Reakcjoniści, jeśli już nawet przystąpią do poszukiwania tej niszy, zawsze znajdują bezwartościowy grunt, który ze świętym przekonaniem chcą przeznaczyć na teren pod budowę Twierdzy Wartości. Ale dlaczego tym gruntem zawsze jest bagno?
Społeczne Panowanie Chrystusa jest celem każdego prawdziwego katolika (podkreślam- prawdziwego, kogoś kto zamiast czcić jak bożka modernistycznego papieża, szanuje Tradycję). Słowa „Przyjdź królestwo Twoje” stanowią dla nas przesłanie do walki, aby wspomniane panowanie stało się faktem. Tyle tylko, że niezwykle obrzydliwym byłoby malowanie fasady świata porewolucyjnego akwarelami Wartości. Fasada, która na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie dobrze wyglądającej, tak naprawdę grozi zawaleniem, a jak pisał Ernst Junger: „Walące się ołtarze są siedliskiem demonów”. A takie profanum, jak Ołtarz Rewolucji musi runąć, zatem celem każdego tradycjonalisty winno być, nie - ciągłe malowanie zdewastowanej fasady, ale jej zburzenie.
Czemu zatem znaczna część tradycjonalistów, na kanwie modernizmu z natury przesiąkniętego herezją, chce tworzyć coś, co rzekomo ma rokować wprowadzeniem w życie ich idei. Najlepszym tego przykładem jest kwestia religii w szkołach. P. Adam Wielomski twierdzi, ze takie lekcje sprawiają, iż dziecko nie staje się intelektualnym kaleką. Zdaniem Red. Naczelnego „Pro Fide Rege et Lege” każdy powinien mieć jakąś orientację na temat kultury w jakiej się wychowuje, a niewątpliwie religia jest jednym z elementów tej kultury. No dobrze, ale czy konserwatysta byłby zadowolony, gdyby na religii (obowiązkowej, zaliczanej do średniej etc.) ksiądz zamiast skupiać się na wielowiekowej Tradycji Kościoła, powtarzałby jak mantrę laudacje na cześć Jana Pawła II, Vaticanum II i ekumenizmu? Jednocześnie przemilczając takie dokumenty jak chociażby „Syllabus” Piusa IX? Myślę, że obóz reakcji najczęściej z braku rozeznania, nie zdaje sobie sprawy, że zwiększenie rangi religii w szkołach w obecnej sytuacji kryzysu Kościoła, byłoby tyko i wyłącznie oddaniem pola wałki siłom postępu, które z wielkim upodobaniem przyoblekły się w posoborowe sutanny. Czy o to chodzi reakcjonistom, którzy tak zdecydowanie mówią o konieczności natychmiastowego podwyższenia rangi religii w szkołach?
Prawdziwa prawica niestety częściej wybiera wlepianie gałek ocznych w ekran monitora, niż autentyczną walkę o powrót do Tradycji. Zasklepianie się w kanapowych organizacjach, ograniczanie wyrażania swoich opinii tylko do zaprzyjaźnionych forów i próby wkraczania z działalnością, tylko na rewiry własnej niszy, z obozu reakcji czynią grupę niedorostków ze szpachelkami (których nie wiedzą jak użyć) niż architektów odbudowy Tradycji. Przykre jest również to, że głębokie przekonania, są okazywane tylko w „odpowiednim miejscu i czasie”, podczas gdy cała pozostała gama zachowań z szarej codzienności, niewiele odróżnia człowieka Prawego od typowego homo sovieticus.
Polska wplątana w struktury UE, na Zachodzie (który de facto z prawdziwym Zachodem ma już coraz mniej wspólnego), przy całym swoim modernizmie ukazana jako Ciemnogród, boi się stać przeciwwagą do laickiej Europy. Niebywałą okazję miała ku temu podczas głosowania dot. zmiany zapisu w Konstytucji o ochronie życia poczętego, która to została odrzucana miedzy innymi głosami partii podszywającej się pod tradycyjne wartości- PiS, a w której to nadal działają i nie widza w tym nic zdrożnego osoby chcące mienić się określeniem „tradycjonalistów”. Bo czy partię głosującą przeciw ochronie życia, gardłującą przeciw każdym antysocjalistycznym postulatom, popierającą uczestnictwo w strukturach zlaicyzowanej UE można nazwać tradycjonalistyczną?
Dlatego zamiast, wspierać kolejną mainstreamową siłę, nastawioną na zwycięstwo w ochlokratycznych wyborach, jesienią br. zdecydowałem się przystąpić do Organizacji Monarchistów Polskich. Tutaj nie będę musiał bawić się w malowanie zdewastowanej fasady…
Aleksander Majewski
Autor jest Prezesem Sekcji Młodzieżowej UPR w Ciechanowie i Z-cą Red. Naczelnego Serwisu eCzas.net
Komentarzy: 2
- anonim sobota, 13. października 2007
Dlatego zamiast, wspierać kolejną mainstreamową siłę, nastawioną na zwycięstwo w ochlokartyczncyh wyborach, jesienią br. zdecydowałem się przystąpić do Organizacji Monarchistów Polskich. Czyzby mowa o UPR? Joke:D
- Autor sobota, 13. października 2007
Nie o UPR, tylko o PiS;-p

