Andrzej Gniadkowski: Dokąd płyniemy?

Kategoria: Opinie

środa, 13. grudnia 2006

Dawno, dawno temu po morzach Bałtyku pływał sobie pewien statek. Kapitan dawno zginął w walce z okrutnymi piratami, więc pasażerowie wymyślili, że wybiorą jego następcę spośród siebie. Wybierali nie inaczej tylko demokratycznie i wyniku wyborów, za sterami stanęli dwaj odważni bracia bliźniacy. Po kilku dniach żeglugi kiedy nie było widać lądu, część sceptycznych od początku pasażerów, chciała zorganizować debatę:

w którą stronę płynąć. Ich zdaniem, aby uniknąć możliwego zderzenia z lodową górą, trzeba mocno skręcić w prawo. Szybko okazało się jednak, że większa część podróżujących już od dawna pomrukuje, narzeka na sterników, a nawet odgraża się.

W końcu dochodzi do buntu. Napadnięci bliźniacy są silni, ale mają przeciwko sobie przeważające siły. Buntownicy spici chyba grogiem, oprócz szybkiego pozbycia się bliźniaków, zamierzają skręcić zdecydowanie na lewo. Tymczasem tam już gołym okiem widać skały! Znaleźli się tacy co korzystając z okazji, chcieli sobie, po prostu, pokręcić kółkiem.

Chaos i szykujący się dramat wydawały się nieuchronne. Sceptycy widząc zagrożenie, rzucają się więc na obronę bliźniaków, dzięki czemu w ogólnej bijatyce, panuje jako taka równowaga. A statek sobie płynie. Trochę w lewo, trochę w prawo, trochę przed siebie…

Jeśli więc uciszymy sumienie i zapomnimy o bajkach, to kiedy piszemy coś w obronie Giertycha, bliźniaków, czy innych obiektów nagonki, wypadnie nam zadać sobie pytanie. Czy nie bronimy kogoś kto na to nie zasługuje? I czy nie powinnyśmy raczej swojego talentu i zapału, poświęcić słusznej, acz konstruktywnej krytyce?

To dla atakujących jest ważne i pożyteczne, byśmy przejęli ich motto „kto nie jest z nami ten przeciwko nam”. Lekceważmy ich prowokacje! Przecież jak uczy historia, żeby wygrać nie trzeba przyjmować zasad gry przeciwnika. Poczekamy w zagajniku, a mieczy ci u nas dostatek…

Krytykuję więc, bo Młodzież Wszechpolska na obronę nie zasługuje. Gdyby w podobnej sytuacji na zjeździe neonazistów, pod płonącą swarzycą, kamera uwieczniła jakiegoś członka młodzieżówki SLD, Nowej Lewicy czy tym podobnych, mniej byłbym zniesmaczony. Choć w kraju tak doświadczonym, uczestnictwo w neonazistowskiej imprezie jest całkowitym renegactwem, czego nawet po moich ideowych wrogach, się nie spodziewam.

Ale cóż, nie ukrywajmy. Dość im do siebie blisko. I ci i ci poganie, i ci i ci socjaliści. Natomiast od organizacji katolickiej, jak rozumiem antysocjalistycznej, w dodatku z taką tradycją wymagać musimy zdecydowanie więcej…

za: www.prawica.net


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze