Andrzej Pilipiuk: Infoanarchizm to nowa odmiana marksizmu
Kategoria: Opinie
wtorek, 27. lutego 2007
Jestem pisarzem - jednym z nielicznych w kraju “zawodowym” - tzn. żyję tylko z pisania książek. (a realia są takie, że musze opublikować 2-3 rocznie żeby związać koniec z końcem). I mam w związku z tym głupie pytanie: z czego bym żył i utrzymywał rodzinę gdyby zgodnie z głoszonymi TU postulatami zniesiono prawo autorskie?
I pytanie drugie: zakładając, że znalazłbym inne źródła utrzymania, co motywowałoby mnie (oraz innych autorów) do dalszego pisania książek o ile w ogóle znalazłbym na to czas, tak pisanie książek wymaga czasu. To nie tylko siedzenie przed kopem i wklepywanie znaczków. Czasem trzeba odwiedzić bibliotekę archiwum, odbyć wizję lokalną etc.
Uważam, że infoanarchizm to po prostu nowa odmiana “starego dobrego” marksizmu. Taki trochę upudrowany i poperfumowany trup. Bo, do czego się tak naprawdę sprowadza? Do pozbawienia człowieka materialnych efektów jego pracy. Do brutalnego ograbienia jednostki przez niedefiniowalny “ogół”. W dodatku p. Miąsik nie sili się nawet na wymyślenie “gwarancji” ani “zabezpieczeń” - czyli ogół mnie grabi kompletnie za darmo, nie fundując mi nawet emerytury, że o stypendiach twórczych nie wspomnę.
Czegoś podobnego nie wymyśliła nawet pratrockistowska cywilizacja Inków - tam za swoją pracę dostawałeś przynajmniej łachy na grzbiet, miskę kukurydzy i szopę do spania. Czegoś podobnego nie wymyślili nawet narodowi socjaliści w gettach i obozach koncentracyjnych - tam za pracę był pasiak, prycza w baraku i czasem i miska wodnistej zupy.
Może to pana Miąsika zszokuje, ale praca twórcza nie różni się specjalnie od pracy w fabryce. Żeby powstała książka trzeba posiedzieć kilkadziesiąt - kilkaset godzin i wyklepać na klawiaturze te 500-700 tyś znaków. O wymyśleniu treści etc. nie wspominam. Skoro pan Miąsik uważa, że nie jest to praca warta wynagrodzenia może niech zaproponuje np. górnikowi żeby wydobyty przez niego węgiel też przekazać bezpłatnie ogółowi? Albo niech zabiera swojemu kotu upolowane myszy i robi z nich dekoracje uliczne ku radości współobywateli.
Do kogo trafiają takie idee? naturalnym ich odbiorcą jest lumperka (socjalizm zawsze opierał się na lumpach). młodzi ludzie o dwu lewych łapkach, którzy nie są w stanie samodzielnie zarobić na płytę z grą lub filmem. Co niepokojące idee te podchwytują też zwolennicy partii prawicowych - a więc ludzie, którzy etos pracy oraz świadomość związku między pracą a bogactwem (i posiadaniem dóbr), powinni mieć we krwi. Czyżby i UPR toczył rak socjalistycznej lumperki!?
Jest dla mnie głęboko szokujące (oraz niepokojące), że redakcje czasopism i witryn, prokapitalistycznych nie dostrzegają, iż stały się one tubą propagandową czystej wody bolszewizmu. Kiepsko tam u was Panowie z formacją intelektualną i moralną dziennikarzy…
Andrzej Pilipiuk poniedziałek, 26. lutego 2007
ps. w przeciwieństwie do innych pisarzy uważam się za rzemieślnika - a nie artystę.
* * * * *
Od Redakcji:
Wyżej przedstawiamy komentarz jaki pojawił się pod wywiadem z Maciejem Miąsikiem: „Przez lata mówiono nam, że łamanie praw autorskich to zbrodnia”. Jest to ważny głos i dlatego zachęcamy wszystkich do dyskusji.
Wszelkie uwagi i opinie można podsyłać na adres: admin@eczas.net
Zapraszamy też na stronę: Valkiria.net jest to Oficjalna Stronia Andrzeja Pilipiuka.
Komentarzy: 12
- Aleksander Majewski wtorek, 27. lutego 2007
Szanowny Panie Andrzeju! Przypominam, że to właśnie postawa, którą Pan prezentuje jest typowym przykładem chęci zahamowania rozwoju nowych technologii, mającą na celu utrzymanie własnych korzyści. A warto wspomnieć, że w podobnej atmosferze rodził się socjalizm. Czyżby ludzie określający się mianem "liberałów" chcieliby stać się pogrobowcami Marksa ad.2007? Cóż komuna nie tylko czerwoen szaty może przybierać.
- Aleksander Majewski wtorek, 27. lutego 2007
A poza tym wybierzmy najbardziej satysfakcjonujące dla obu stron rozwiązania, a mianowicie licencję CC, o czym p. Miąsik wspomina. PS Ja jestem młodym człowiekiem i jakoś umiem zarobić na oryginalne płyty i programy, co nie przeszkadza mi ciepło odnosić się do infoanarchii.
- Tom wtorek, 27. lutego 2007
Popieram Pana Pilipiuka w 100 %. Infoanarchia - cybernetyczny komunizm.
- Aleksander Majewski wtorek, 27. lutego 2007
Brednie! Komunizmem jest właśnie wsteczniactwo, uprawiane przez większość środowisk "wolnościowych" w Polsce ( i nie tylko).
- Carlit wtorek, 27. lutego 2007
A święte prawo własności Alku?
- Aleksander Majewski wtorek, 27. lutego 2007
Problem w tym, ze wspomnianym przeze mnie liberałom nie chodzi o święte prawo własności, ale własne korzyści... Przecież ich dzieło, opublikowane w sieci, będzie podpisane... A zatem będzie ich!!! Poza tym Własność mieści się w ramach WOLNOŚCI... A WOLNOŚĆ to rozwój i innowacje a nie wsteczniactwo... Pora dokonać trudnego wyboru... Albo jestesmy wierni Wolności i PRAWDZIWEJ WOLNOŚCI czy tylko korzyściom z ich wynikających (ograniczajacych de factos korzyści innych ludzi)
- Aleksander Majewski wtorek, 27. lutego 2007
*PRAWDZIWEJ WŁASNOŚCI
- Autor wtorek, 27. lutego 2007
Przede wszystkim, prawna koncepcja praw autorskich nie służy ochronie interesów autorów ale służy monopolizowaniu wartości intelektualnych przez instytucje korporacyjne. Do tego prawa te zostały stworzone. Żaden twórca (inżynier czy autor publikacji) nie czerpie korzyści z prawa do swoich prac, ale zrzeka się ich na rzecz tych któzy je upubliczniają. Żadnen autor publikujący swe prace nie ma prawa publikować ich w dwóch różnych miejscach, ponieważ zrzeka się swych praw na rzecz publikującego. A więc tylko pozornie ma do nich swoje prawo. Tak na prawdę prawo do jego własnych prac ma wydawca. Wie o tym każdy komercyjny fotografik, każdy projektant graficzny, każdy dziennikarz, każdy autor, każdy inżynier, że jego własność intelektualna przekazywana jest na rzecz tego, kto inwestuje w publikację. I ta instytucja monopolizuje owoce cudzej pracy.
- Marek Rocki wtorek, 27. lutego 2007
O ile pamietam z praktyki, autor nie "zrzeka się prawa do swego dzieła", lecz je sprzedaje. Na tym polega sprzedaż praw majątkowych do dzieła. Autorowi pozostają na zawsze prawa osobiste (czyli np. konieczność podpisywania publikowanefgo zdjęcia nazwiskiem fotografika, który je wykonał).
- BKM wtorek, 27. lutego 2007
łatwo rozdawać cudze. Ja jestem programistą. Nad dobrym programem siedzi się wiele tygodni, miesięcy czasem lat - kopiuje się go w ciągu kilkunastu sekundnajwyżej minut. Gdy słyszę pochwały na temat OPEN SOURCE, zastanawiam się czy osoby, które chcą mieć za darmo całe oprogramowanie i przykładowo pracują jako stolarze, drwale, krawcowe też oddają swoją pracę za freeko.
- Libertarianin wtorek, 27. lutego 2007
Zgadzam sie w 100 %, infoanarchizm to typowy marksizm zmierzajacy do zniesienia wlasnosci (tym razem intelektualnej). Popieraja go ludzie, ktorych nie stac na kupno legalnych programow i plyt, aby dorobic ideologie do swojego postepowania.
- leszek wtorek, 27. lutego 2007
strach czytac takie teksty i niektore komentarze pod nimi... niektorzy chyba nadal tkwia myslami w polowie XX wieku... a najgorsze, ze nadal tkwia tam ze swoimi pogladami... a juz w ogole najlepsze, ze ci "bez winy" potrafia rzucic w innych kamieniem... to juz jakas paranoja i absurd... sam jestem grafikiem i wiem czym to wszystko pachnie od zaplecza... i wiem jedno na pewno... jesli stworze cos fajnego, to spie spokojnie, nie martwiac sie o pieniadze... niewiele sie tym tez przejmuje co dalej sie z tym tworem dzieje... jestem zbyt zajety tworzeniem nowych rzeczy, by biegac po ulicy, czy internecie, i scigac jakies dzieciaki, ktore usunely przy zamieszczaniu na swojego bloga moj podpis z rysunku... przeciez to by bylo smieszne... i jestem pewien tez tego, ze gdy juz wyrobie sobie opinie, slawe oraz szacunek u wiekszej grupy ludzi, to sumienie im nie pozwoli na "pozyczanie" moich prac... ludzie nie sa zli od podstaw... po prostu musza poznac na poczatku wiele rzeczy.. musza wszystkiego dotknac i wszystko zobaczyc... co im dzisiejsza technika bardzo ulatwia... z czasem u wszystkich sie krystalizuje moralnosc i docenianie cudzej pracy... wszelka walka z tymi ludzkimi odruchami wzbudza jedynie jeszcze wieksza walke o wolnosc... na zasadzie akcja-kontreakcja... a przeciez wszystko lasnie reguluje przyroda... wiecej cierpliwosci i pracy ludzie... mniej szukania dziury w calym...

