ATW: Błogostan

Kategoria: Opinie

poniedziałek, 28. kwietnia 2008

nop1.jpgGazeta Wyborcza pisze w dniu 14 kwietnia: “Miasto prawdopodobnie zakaże zgromadzeń i manifestacji antyfaszystom po tym, jak kilku z nich pobiło w sobotę narodowca. - Złamali prawo, więc będą traktowani tak jak np. NOP - mówią urzędnicy (…) - Jeśli ktoś łamie prawo, to sam odbiera sobie prawo do manifestowania. Jeśli będziemy mieć podejrzenie, że podczas wiecu czy demonstracji może dojść do zachowań niebezpiecznych dla zdrowia i życia, zakażemy ich.

Odmawiamy NOP, bo podczas ich marszu doszło do złamania prawa. Tak samo będą traktowani inni łamiący prawo - zapowiada Morawski.”

Zdawałoby się, że ja - jako uczestnik wspomnianych wydarzeń, ale po przeciwnej stronie - powinienem odczuwać głęboką satysfakcję. Oto “nasze na wierzchu”, nawiedzonym “antyfaszystom” się dostało.
Tak jednak nie jest - przynajmniej nie do końca. Być może nie miałbym nawet nic przeciwko temu, by członków wspomnianych grup marginalizować ze względu na poglądy, które głoszą. Ale tutaj chodzi o coś zupełnie innego!
Przeanalizujmy wypowiedzi urzędników. Wynika z nich ni mniej ni więcej, że władze Wrocławia nie mają żadnego sensownego pomysłu na rozwiązywanie sytuacji konfliktowych podczas zgromadzeń publicznych, ściślej mówiąc: jedynym ich pomysłem jest ustawiczne zakazywanie. Co więcej, oparte na absurdalnych przesłankach.
Z tego też powodu postępowanie władz miasta może okazać się bronią zwróconą także w “prawą” stronę, albo w ogóle przeciw komukolwiek.
Urzędnicy w najlepsze stosują zasadę odpowiedzialności zbiorowej, prócz tego posługują się nie ścisłymi kryteriami, ale domniemaniami, wreszcie: traktują prawo jak jakiś obustronny interes.
Oto kilku/kilkunastu osobników z bojówek AntiFa dokonało pobicia członków NOP/ONR. Z tego powodu władze chcą zakazać manifestowania wszystkim środowiskom, które w ostatnią sobotę 12 kwietnia stały w jakiś sposób po stronie przeciwnej do NOP/ONR. Pojawia się również domniemanie co do działań tychże organizacji w przyszłości.
Zauważmy, że dokładnie to samo stało się rok temu. KONKRETNA organizacja (Narodowe Odrodzenie Polski) zarejestrowała manifestację w OKREŚLONYM celu, podczas której KONKRETNE osoby mówiły/krzyczały rzeczy, które potem uznano za niezgodne z prawem, tj. pojawiły się takie podejrzenia.
Od tego czasu mamy - do czego przyznają się otwarcie urzędnicy - paranoiczną sytuację, w której de facto ŻADNE osoby (fizyczne!) związane w jakikolwiek sposób nie tylko z KONKRETNĄ organizacją NOP, ale w ogólności z ruchem NR (a kto wie - być może nawet chodzi o szerszy krąg!) mają problemy z zarejestrowaniem JAKIEGOKOLWIEK zgromadzenia publicznego, czego sam doświadczyłem. Urzędnicy posługują się domniemaniami co do tego, co może mieć miejsce i można wnosić, że członek NOP nie mógłby obecnie zarejestrować nawet zgromadzenia polegającego na wielkiej akcji charytatywnej na rzecz bezdomnych psów czy chorych przewlekle dzieci - ponieważ urzędnicy przeprowadziliby domniemanie, iż ta osoba “wielokrotnie spisywana była podczas takich-a-takich spotkań” (jak to miało miejsce w przypadku organizatora uroczystości 12 kwietnia).
Co więcej władze miasta zdają się coraz bardziej traktować prawo na zasadzie jakiegoś interesu opartego na “daję byś dał”. Tymczasem prawo jest takie samo dla określonej grupy nim objętych - np. w obecnej Polsce istnieje równość wobec prawa. To, czy ja osobiście jestem zwolennikiem demokracji, czy w mojej “wymarzonej” Polsce istniałaby szeroko zakrojona wolność słowa (albo jakakolwiek wolność słowa), to na ile ja jestem “tolerancyjny” - nie zmienia w żaden sposób faktu, że mogę z tego, co mi w owej demokracji przysługuje korzystać jak tylko żywnie mi się podoba.
Nie może być tak, że np. ultramontańskim katolikom zakażemy publikowania swoich pism, ponieważ oni sami są przeciw rozległej wolności słowa. I tak dalej.
Co więcej - przyjęcie takich “zasad” współżycia jest świetnym polem do organizowania przez władze lub przez zwalczające się grupy polityczne najzwyklejszych prowokacji, dzięki którym będzie można pod byle pretekstem zdelegalizować czy zmarginalizować kolejne grupy.
Nic trudnego - do Wrocławia regularnie przybywa ksiądz-sedewakantysta Rafał Trytek. Można wyobrazić sobie sytuację, w której jego sympatycy (miejscowy UPR) postanawiają zorganizować otwarte, może nawet publiczne zgromadzenie z jego udziałem. W tym momencie wkraczają urzędnicy, którzy ogłaszają, że do zgromadzenia nie dojdzie, albowiem ks. Trytek “wielokrotnie widywany był podczas manifestacji krakowskiego oddziału Narodowego Odrodzenia Polski, które w ocenie Urzędu Miasta jest organizacją faszystowską, -ską, -ską etc.”. Mało tego: kto zaręczy, że w następnym kroku to UPR nie zostałby pozbawiony możliwości organizowania czegokolwiek, ponieważ “istnieje zagrożenie propagowania treści zakazanych w par. 256 KK przez UPR” ponieważ “organizacja ta próbowała doprowadzić do zgromadzenia publicznego z udziałem osoby wielokrotnie widywanej na pochodach, podczas których…” i tak dalej. Niewiele trzeba by to sobie wyobrazić…
Przytoczony artykuł z Wyborczej, a także sprawa zeszłorocznej i tegorocznej manifestacji pokazują, że władze miasta Wrocławia - a kto wie, czy w ślad za nimi nie pójdą władze innych miast lub nawet władze państwa - powoli zaczynają zacieśniać demoliberalny Matrix, tworząc wymarzony błogostan i nowy wspaniały świat, w którym skrajnie na prawo znajdują się bracia Kaczyńscy, skrajnie na lewo postkomunistyczni baronowie z SLD, a poza tym zadowolonym z siebie kręgiem funkcjonuje już tylko niebyt, nie uwzględniany w prawach i procedurach.

ATW


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze