Azrael: Demokraci.pl – pozamiatane?
Kategoria: Opinie
poniedziałek, 31. marca 2008
Powołanie platformy wyborczej Lewicy i Demokratów w sierpniu 2007 roku przyjąłem z dużą sympatią. Już nie jako zwolennik, ale raczej jako bardzo życzliwy sympatyk. Liczyłem, że nowa zjednoczona lewica, składająca się z młodych SLD, postkorowców i pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego – będzie mocną trzecią siłą polityczną w polskim parlamencie i naturalnym koalicjantem dla Platformy Obywatelskiej.
Cóż – nikt nie przypuszczał wtedy, że plebiscyt kto za – kto przeciw Kaczyńskiemu ,przybierze taki dramatyczny obraz, że Kwaśniewski „zachoruje” na tajemniczą „filipinkę”… i rzeczywiście LiD miał trzeci wynik wyborczy – ale nie miał legitymacji do wejścia do rządu…
Patrząc na konwencję wyborczą Lewicy i Demokratów, na Rozbrat, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wielu zadawało sobie pytania – dlaczego w jednym rzędzie siedzą tacy ludzie jak Lityński, Pinior, Lis, Borowski, Onyszkiewicz, Kwaśniewski, Kalisz? Przecież tych ludzi te 27 lat temu dzieliło wszystko, byli na przeciwstawnych biegunach politycznych i społecznych. A teraz siedzą obok siebie. Czy tylko niechęć do rządów PiS-u ich do siebie zbliżyła, czy chęć wejścia do nowego parlamentu jest motorem ich działania, czy coś więcej?
Uważam, że wbrew niechętnym opiniom o koniunkturalizmie polityków, którzy weszli w ten alians polityczny – to było logiczne podsumowanie wielu lat działalności społecznej i politycznej ich wszystkich. To był jednoznaczny sygnał społeczny – skierowany do wyborców – i który powinien być jak najmocniej eksponowany – oto realizuje się idea porozumienia społecznego, idea solidarności. Niestety – politycy SLD niechętni temu układowi – nie eksponowali skutecznie tej wartości.
Retoryka wyborcza i sama otoczka wyborów, czyli konieczność odsunięcia Jarosława Kaczyńskiego i jego toksycznego środowiska od władzy, wskazywała na profil prowadzenia kampanii wyborczej. Ze strony LiD-u musiała być prowadzona wzdłuż wektora skierowanego ostro przeciwko władzy Prawa i Sprawiedliwości.
Taktyką wyborcza polegała na tym, że twarzą kampanii wyborczej został Aleksander Kwaśniewski (szkoda, że nie dołączył do niego Włodzimierz Cimoszewicz, który jak sądziłem wtedy – mógł zostać premierem rządu PO – LiD). Ale tych twarzy miało być więcej - Bronisław Geremek, Władysław Frasyniuk, Ryszard Kalisz. To miały być osoby, które powinny się najmocniej angażować w kampanię. Niestety – cześć z nich samoistnie ograniczyła swoje uczestnictwo w kampanii – część była niechętnie widziana w swoich, wspólnych z działaczami SLD okręgach wyborczych.
Aleksander Kwaśniewski miał poprowadzić kampanię twardo i zdecydowanie. Biorąc pod uwagę bezwład Platformy Obywatelskiej, jej brak koncepcji, przynajmniej na początku – LiD miał szansę na zagranie w trakcie kampanii równoważnej roli co Prawo i Sprawiedliwość. Kwaśniewski i koalicjanci z Partii Demokratycznej mieli pokazać społeczeństwu, że alternatywą dla PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego – jest nowa solidarność społeczna, zawarta w porozumieniu Lewicy i Demokratów. Kwaśniewski i LiD mieli udowodnić, że jako szeroki ruch porozumienia lewicy i ludzi postsolidarnościowych – są autentyczną, demokratyczną alternatywą, nie tylko dla PiS-u – ale i dla PO. Nie zapomnijmy – w Polsce głosuje się w bardzo dużym stopniu przeciw czemuś – a nie za. Wyborcy PiS też nie głosowali za programem tej partii – lecz głosowali przeciw wrogom, wskazanym im przez Jarosława Kaczyńskiego. Przeciw układowi, oligarchom, liberałom, wykształciuchom – tak naprawdę – przeciwko wszystkim, którzy nie są z PiS-em. Podobnie było z wyborcami PO.
LiD miał w retoryce wyborczej pokazać się jako najlepsza alternatywa, jako najlepszy anty-PiS. Niestety – nie udało się, ponieważ młodzi liderzy SLD zaczęli głównie atakować PO. Co obok zachowania Kwaśniewskiego było według mnie największym błędem.
Potem był niezręczny wywiad dla „Vanity Fair”, pijaństwo na Ukrainie, pijaństwo na konwencji w Szczecinie… i trochę ponad 13% głosów, co zakończyło się 53 posłami LiD w Sejmie – i tylko 3 z PD… To musiało rodzić frustracje – wszystkich, tym bardziej że notowania poleciały grubo poniżej 10%….
Co będzie dalej z demokratami.pl? Można się nad tym zastanowić. Na pewno jako realna, samodzielna siła polityczna skończyli się w momencie, kiedy nie weszli do Sejmu, czyli w 2001 roku. To widać z perspektywy lat. A sojusz z SLD – trzeba było może założyć już w 2005…
Jako polityczny think tank, promujący wartości demokracji, mając w swoich szeregach takich ludzi, jak Germek, Lityński, Wielowiejski, Kułakowski, Staniszewska, czy z młodszych Piotr Niemczyk – nie sprawdzili się, nie udało im się sformułować nośnego programu. Od czasu wypączkowania Platformy Obywatelskiej (a może od czasu decyzji powołania na szefa Unii Demokratycznej Leszka Balcerowicza…), ciągnie się za nimi syndrom klęski. Jest to dość dziwne, że partia z takim potencjałem intelektualnym, nie potrafiła prowadzić skutecznego marketingu politycznego. Może to wynikać też z tego, że polski wyborca w dalszym ciągu bardziej jest podatny na manipulacje – mniej na argumenty…
Po spektakularnym (niektórzy piszą, że cynicznym, dziecinnym albo wręcz prostackim) geście zerwania nici koalicyjnych, przez Wojciecha Olejniczaka – rękę dość niespodziewanie wyciągnął do nich Marek Borowski.
Borowski, szef SdPL, polityk inteligentny – i co za tym idzie – cyniczny – od razu poczuł szansę na odegranie jakiejś roli. Być może okaże się, że spodziewany kongres lewicy nie będzie żadnym przełomem, że decyzje – i programowe – nie będą dla niego satysfakcjonujące. Zapowiedział, że jego partia nie zerwie współpracy z Partią Demokratyczną. I to może być szansa dla demokratów. Pod jednym wszakże warunkiem – że powstanie nowa, wspólna formacja. Nie ugrupowanie wyborcze – lecz partia.
polecamy: azrael.salon24.pl

