Bogdan Pliszka: Czas ołowiu…
Kategoria: Opinie
sobota, 24. maja 2008
Pokłosiem młodzieżowej rewolty roku ’68 były: z jednej strony „długi marsz przez instytucje”; postulowany przez Daniela Cohn – Bendita, rozłożony w czasie na wiele lat program przejęcia instytucji życia publicznego przez zainfekowanych neomarksizmem „buntowników” wywodzących się ze „studenckiego buntu”…
…z drugiej zaś strony rozkwit w latach ’70 szeregu organizacji terrorystycznych o radykalnie lewicowych programach i drastycznych metodach działania.
Mimo, iż miejscem narodzin nowych lewicowych elit był Paryż, w którym natężenie rozruchów w maju 1968 roku było zdecydowanie największe, to państwem, które najbardziej miało odczuć lewicowy radykalizm w działaniu, była Republika Federalna Niemiec.
2 czerwca 1967 roku wizytę w Berlinie Zachodnim składa Reza Pahlawi – szach Iranu. Z tej okazji dochodzi do gwałtownych protestów, głównie studentów, przeciwników tej wizyty. W wyniku akcji policji ginie student Berno Ohnersog. Jego śmierć była punktem zwrotnym w sposobie myślenia młodego pokolenia Republiki Federalnej. W czasie konferencji po śmierci studenta padły znamienne słowa: „to faszystowskie państwo ma zamiar zabić nas wszystkich. Musimy zorganizować opór. Na przemoc można odpowiedzieć tylko przemocą. To jest pokolenie Oświęcimia, z nimi nie można dyskutować” . Autorką słów jest Gudrun Ensslin, późniejsza czołowa terrorystka Rote Armee Fraktion (Frakcji Armii Czerwonej, RAF). W 1968 roku Ensslin poznaje Andreasa Baadera, lewicowego działacza, wraz, z którym, oraz z dwoma innymi terrorystami Thorwaldem Prollem i Horstem Mahlerem 2 kwietnia 1968 roku podpalają 2 domy towarowe we Frankfurcie.
Cała czwórka zostaje dość szybko ujęta, ale sąd decyduje o pozostawieniu oskarżonych na wolności, na czas trwania procesu. Gdy wyrok sądu się uprawomocnił Ensslin i Baader postanowili się ukrywać. Baadera jednak ujęto przypadkowo i zamknięto w więzieniu z 3 letnim wyrokiem. Mniej więcej w tym samym czasie Ensslin poznaje znaną publicystkę lewicowego pisma „Konkret” – Ulrikę Meinhof. Obie kobiety postanawiają… odbić Baadera z więzienia! 14 maja 1970 roku Baader zostaje odbity z więzienie przez owo „żeńskie komando”.
Wkrótce potem cała grupa udaje się na Bliski Wschód, gdzie „gościny” udziela im Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Niemcy nie tylko chronią się przed więzieniem we własnym kraju, przechodzą bowiem intensywne szkolenie wojskowo – terrorystyczne w jednym z obozów szkoleniowych OWP. Poza wymienionym trzon RAF stanowią: Irmgard Moller, Jan Carl Raspe, Wolfgang Beer i jeszcze parę innych osób. Frakcja określa swoje cela w dokumencie programowym „Pojęcie partyzantki miejskiej”. Uznaje się w nim za „V kolumnę Trzeciego Świata”, dla której bazę społeczną ma stanowić lumpenproletariat. Co więcej decyduje się łączyć terror polityczny i kryminalny, gdyż według Baadera „każdy czyn kryminalny jest sam w sobie czynem politycznym”.
Fakt, że RAF od samego początku rezygnuje z przenikania do środowisk robotniczych, co wydawać by się mogło oczywiste dla organizacji komunistycznej, nie jest przypadkowy. Wśród założycieli nie ma bowiem praktycznie żadnych robotników! Co więcej sami terroryści nie są nawet rodzinnie powiązani ze środowiskiem robotniczym. Większość z nich to znudzone „dzieciaki z dobrych domów”, dla których wybór terroryzmu jest swoistą „zabawą w komunizm”.
Dokładnie tymi słowami określiła zresztą działania RAF niemiecka dziennikarka Bettina Rohl, prywatnie… córka Urliki Meinhof i Klausa Rainera Rohla, wydawcy pisma Konkret. Już po latach okazało się, że Klaus Rainer Rohl był agentem wpływu – STASI, wschodnoiniemieckiej służby bezpieczeństwa W swojejm książce „Pokolenie ’68 – zabawa w komunizm” dokonuje zresztą dość brutalnej oceny całego pokolenia swoich rodziców. Co więcej, z nielepszą oceną z jej srony spotyka się całe niemieckie społeczeństwo, skażone według Rohl marksizmem, o czym zresztą opowiedziała w wywiadzie udzielonym Rzeczypospolitej:
„Rz: Czy Niemcy lubią się bawić w komunizm? Tak sugeruje tytuł wydanej właśnie w Polsce pani książki.
Zapewne nie jest to przypadek, że komunizm został wymyślony w Niemczech. Niektórzy Niemcy mają najwyraźniej skłonności do generowania fikcyjnych systemów i podporządkowywania im życia. Czynią to kosztem zaniechania prób strukturalnego ogarnięcia obiektywnej rzeczywistości. Nauka Karla Marxa poszła w świat, stając się furtką dla wyłącznie totalitarnych reżimów. Tak było też w przypadku NRD. Tam komunizm sprawiał radość jedynie nielicznym funkcjonariuszom władzy i ideologom.
Natomiast w Niemczech Zachodnich i w ogóle na całym Zachodzie bycie komunistą stało się wyśmienitą rozrywką. Dzięki niej można było zarobić, zyskać sławę i do tego uchodzić za wyjątkowo dobrego człowieka. W środowisku zachodnioniemieckiej lewicy obowiązywała zasada: żyć jak kapitalista w kapitalizmie i jednocześnie wychwalać komunizm ewentualnie tzw. demokratyczny socjalizm. Takim komunizmem ci ludzie zabawiali się ze szczególną pasją. Fenomen lewicowej socjety w czasach zimnej wojny nie został do dziś właściwie rozpoznany i opisany zarówno w kontekście historycznym, jak i społecznym.
Na czym polega ten fenomen?
W NRD za czasów Ulbrichta i Honeckera, podobnie jak w pozostałych krajach bloku wschodniego, brakowało wolności oraz dóbr materialnych, za to działał niezwykle rozbudowany system inwigilacji. Tymczasem na Zachodzie mówiono bez ustanku o rewolucji światowej, pławiąc się przy tym w luksusie. Dla wielu wyznawców zachodniej lewicy konspiracyjna współpraca z Berlinem Wschodnim czy Moskwą, KPD i SED czyniła zabawę w komunizm jeszcze lepszą. Przy czym uczestnicy tej zabawy niewiele ryzykowali. Współpraca z Berlinem Wschodnim była także udziałem moich rodziców. O tym traktuje „Zabawa w komunizm!”.
W swojej książce opisuje pani genezę powstania pisma „Konkret”, największego pisma studenckiego, organu Opozycji Pozaparlamentarnej (APO) oraz tuby propagandowej ruchu ’68 w Republice Federalnej Niemiec. Jednocześnie dużo miejsca poświęca pani historii niemieckiej lewicy od 1949 roku. Pani matka Ulrike Meinhof była długoletnią felietonistką i przez pewien czas redaktorką naczelną „Konkretu”, natomiast pani ojciec Klaus Rainer Röhl był jego wydawcą. Co złożyło się na sukces tego duetu oraz ich pisma?
Mieszanka poważnej, dążącej do celu i zdecydowanie działającej Ulrike Meinhof, która doskonale władała piórem, oraz naturalnego talentu medialnego, jakim niewątpliwie był obdarzony niepoprawny nonkonformista Klaus Rainer Röhl. Ci dwoje tworzyli cudowną parę, która poruszała się między cudem gospodarczym, lewacką polityką oraz infiltracją Zachodu przez wschodnioniemieckie służby. To wszystko złożyło się na sukces pisma, które w 1968 roku jako dwutygodnik osiągnęło nakład 250 tys. egzemplarzy.
„Konkret” wykreował nowy styl dziennikarstwa w Niemczech. Oferował zarówno kolorowe tematy, jak i wysokiej jakości felietony. W sprawach seksu i popkultury nie miał sobie równych, podobnie jeśli chodzi o lewicowo radykalną publicystykę, która atakowała Zachód i propagowała socjalizm. Powstało dobrze prosperujące pismo, które pod koniec lat 60. nabrało charakteru kultowego. „Konkret” był platformą dla wiodących postaci APO, jak Rudi Dutschke czy później Daniel Cohn-Bendit. Wielu lewicowych pisarzy, np. Günter Grass, Hans Magnus Enzensberger, Günter Wallraff czy Jean-Paul Sartre, publikowało tu swoje teksty. I prawie żaden z nich nie wiedział, że pismo wymyślono i założono w latach 50. w Berlinie Wschodnim. Od tego czasu było wspierane finansowo comiesięczną sumą w wysokości 40 tys. DM.
Cytuje pani nigdzie dotąd niepublikowane akta z berlińskiego Archiwum Federalnego, do których dotarła pani w 1998 roku. Odnalezione materiały są szczegółową dokumentacją współpracy pani rodziców z Berlinem Wschodnim. Z akt wynika, że Erich Honecker był w latach 50. osobiście odpowiedzialny za finansowanie i wyznaczanie linii programowej tygodnika przez KPD/SED. Jakie nowe informacje przynoszą te akta?
W konspiracyjnych mieszkaniach Berlina Wschodniego, a także w pięknej willi położonej nad jeziorem Schwielowsee pod Berlinem prowadzono strategiczne rozmowy o tym, jak regularnie dyskredytować system Republiki Federalnej oraz jej wybranych konserwatywnych polityków. Poza tym koncentrowano się na grze w badmintona oraz celebracji polityczno-taktycznych sukcesów grupy „Konkret” obficie zakrapianych wódką. Młodzi wschodnioniemieccy komuniści oraz zachodni redaktorzy kręcili się głównie wokół kilku dziewcząt z ruchu antyatomowego.
Wszystko to zostało skrupulatnie udokumentowane w raportach sporządzanych przez funkcjonariuszy wschodnioniemieckich służb. Dzięki nim dowiadujemy się z pierwszej ręki, jakie były relacje między wschodnim a zachodnim komunizmem. Nie chodzi mi jedynie o demaskację współpracy poszczególnych osób z tajnymi służbami Berlina Wschodniego, lecz także o przedstawienie oraz podjęcie próby zrozumienia protagonistów ówczesnej epoki. Zarazem jest to historia pisma sterowanego przez Wschód, a wydawanego na Zachodzie. Z niektórymi wschodnimi funkcjonariuszami, których nazwiska znalazły się w aktach, przeprowadziłam wywiady. Czytelnik może prześledzić historie tych ludzi, ich drogę do komunizmu i lata spędzone w konspiracji, gdy byli członkami nielegalnej w Niemczech Zachodnich KPD.
Szczególnym walorem odnalezionych przeze mnie akt jest ich integralność. Po upadku muru SED zdołała jeszcze zniszczyć wiele dokumentów, w wyniku czego nie można dziś dokładnie opisać licznych kontaktów między SED a zachodnią lewicą. Najwyraźniej przeoczono wówczas akta „Konkretu”…” Można w tym miejscu dodać, że Klaus Rainer Rohl jest obecnie działaczem… Związku Wypędzonych (sic!).
Tymczasem w 1970 roku Rote Armee Fraktion przechodzi do ofensywy, która trwać będzie, aż do 1977 roku:
· 29 września 1970 - trzy napady na banki, rabunek 220 tys. marek niemieckich
· 24 maja 1972 - zamach bombowy na kwaterę główną armii amerykańskiej w RFN – zginęło trzech żołnierzy
· 10 lutego 1974 - zamach bombowy na budynek Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego
· 24 kwietnia 1975 - zajęcie przez członków RAF ambasady RFN w Sztokholmie – żądali uwolnienia 26 przebywających w więzieniach członków ugrupowania. W odpowiedzi na odmowę, dwóch dyplomatów zostało zabitych, a budynek wysadzony w powietrze. Dwóch zamachowców zostało zabitych, a czterech złapanych i przekazanych władzom RFN.
· 7 kwietnia 1977 (Wielki Czwartek) - zastrzelenie prokuratora generalnego Siegfrieda Bubacka oraz jego kierowcy i jednego urzędnika prokuratury nieopodal budynku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe
· 5 września - 18 października 1977 - porwanie, a następnie zabójstwo Hannsa-Martina Schleyera i 3 policjantów.
Dość szybko w ślady RAF idą kolejne ugrupowania: w Heidelgbergu powstaje Socjalistyczny Kolektyw Pacjentów(!), po rozbiciu przez policje jego resztki dołączają do RAF; kolejną organizacją jest Ruch 2 Czerwca (2 Juni), który odrzuca stosowany przez RAF terror kryminalny i kładzie zdecydowanie większy naciska na pracę polityczną i propagandę. Ma to przygotować grunt pod przyszłe działanie zbrojne. Inną grupą, o zbliżonym do Ruchu 2 Czerwca programie są Komórki Rewolucyjne – organizacja(dość luźna) powstała we Frankfurcie pod koniec 1972 roku.
Jej członkowie wywodzą się z członków tzw. Czerwonej Pomocy, niosącej pomoc więzionym terrorystom. Co istotne Komórki kierowali swoje akcje przeciw rzeczom, nigdy zaś przeciw ludziom. Bodaj najciekawszą była przy tym akcja niszczenia… automatów biletowych! Największym sukcesem grupy jest (bezkrwawe) porwanie Petera Lorenza – szefa zachodnioberlińskiej CDU (27 III 1975), w zamian za jego uwolnienie władze RFN wypuszczają z więzienia pięcioro osadzonych terrorystów z Ruchu 2 Czerwca, natomiast teoretyk RAF – Mahler odmawia wyjścia z celi. Uwolnieni terroryści odlatują do Jemenu. Jest to jednak początek końca 2 Juni; resztki grupy zostają rozbite przez policję, a w 1977 roku organizacja podejmuje decyzję o samorozwiązaniu.
Tymczasem ponownie daje o sobie znać RAF. Atak na ambasadę RFN w Sztokholmie jest początkiem zagranicznej działalności Frakcji, która nie stroni od współpracy z arabskimi grupami terrorystycznymi. Bodaj najbardziej spektakularną akcją RAF na terenie Republiki Federalnej Niemiec jest zamach na prokuratora generalnego Siegfirieda Bubacka, który ginie 7 kwietnia 77 roku, zastrzelony przez Komando Ulrike Meinhof. 5 września tego samego roku Komando Siegfried Hausner (nazwane tak dla upamiętnienia terrorysty poległego w Sztokholmie) porywa Hansa Martina Schleyera, prezesa dwóch organizacji niemickiego kapitału. W zamian za jego wypuszczenie, porywacze żądają uwolnienia „historycznych przywódców”
RAF: Baadera i Ensslin. Gdy rząd federalny nie ugina się przed żądaniami terrorystów, 13 października, bojówka Organizacji Walki ze Światowym Imperializmem porywa samolot Lufthansy, ponownie stawiając żądanie uwolnienia terrorystów. 18 października niemieccy komandosi z jednostki antyterrorystycznej GSG 9 odbijają z rąk porywaczy samolot stojący na płycie lotniska w Mogadiszu. W tracki akcji antyterrorystów, arabscy bojownicy niemal natychmiast się poddają, zaś niemieckie terrorystki barykadują się na jednym z pokładów obwieszając wiązkami granatów…dzieci(!!!) obecne w samolocie. Reperkusje akcji do dziś mają wpływ na metody szkoleniowe jednostek antyterrorystycznych. Tej samej nocy w niemieckim więzieniu Stammheim, giną Baader, Ensslin i Raspe, zaś Moller odnosi ciężkie obrażenia… Według rządowej komisji przyczyną śmierci terrorystów było… samobójstwo! W odwecie, 19 października RAF dokonuje egzekucji Schleyera.
Inna grupa terrorystyczna, Komórki Rewolucyjne, od 1975 roku nawiązuje współpracę z fedainami palestyńskimi oraz Carlosem – ikoną terroryzmu. Dość szybko też rezygnuje z zasady unikania ofiar śmiertelnych. Dzieląc się przy tym na część niemiecką i „europejską” szybko zajmuje miejsce RAF, jako najaktywniejszej grupy terrorystycznej. Dość przypomnieć, że w 1982 roku to właśnie Komórki Rewolucyjne, a nie RAF zostały uznane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych RFN, za najgroźniejszą grupę terrorystyczną. Tymczasem RAF przechodzi wyraźny kryzys, w trakcie przygotowań do kolejnych zamachów, w 1982 roku, policja aresztowała czołową trójkę terrorystów: Brigitte Mohnhaupt, Adelheid Schulz i Chrisiana Klara.
W 1984 roku „wpada” kolejnych siedem osób. Nie znaczy to jednak, iż RAF przestaje istnieć; 4 grudnia 1984 roku uwięzieni terroryści rozpoczynają sześciotygodniowy strajk głodowy, który przez ich pozostających na wolności towarzyszy wspomagany jest kampanią terroru; towarzyszy mu mianowicie 36(!) zamachów terrorystycznych. W tym samym czasie RAF nawiązuje też ścisła współpracę z francuskimi terrorystami z Organisation Action Directe (Organizacja Akcji Bezpośredniej, OAD).
Jeszcze w 1988 roku RAF usiłuje złapać nowy „wiatr w żagle”, ale ani kolejna próba strajku głodowego (1989), ani „idea budowania oporu od podstaw”, przede wszystkim w oparciu o ruch squattersów (skłotersów, dzikich lokatorów) nie przynosi oczekiwanych sukcesów. Upadek NRD i anschluss taj ostatniej pozbawiają terrorystów bezpiecznej przystani i – jakże cennej – opieki STASI. Co prawda jeszcze w 1992 roku RAF „włącza się” w pierwszą wojnę w Zatoce, ostrzeliwując rakietami ambasadę USA, ale już rok później Brigitte Mohnhampt ogłasza rozłam w RAF, który jest praktycznym końcem tej organizacji. Brigitte Mohnhampt w młodości.
W latach ’90 działały jeszcze – sporadycznie – Komórki Rewolucyjne, czasami „pączkowały” również nowe organizacje: Autonome Antifa (M) (Autonomiczna Akcja Antyfaszystowska – Marksistowska) czy (maoistowska) Kampfsport Imternational (Międzynarodówka Sportów Obronnych). Najczęściej były to jedna efemerydy, które nawet nie próbowały nawiązać do „złotego wieku” lewicowego terroryzmu z lat ’70. Część ugrupowań skrajnej lewicy znalazło też „przytulisko” w szeroko rozumianym ruchu „Zielonych”, posuwając się czasem do ekoterroryzmu.
Z perspektywy czasu, wydaje się, że terroryzm zachodnioniemiecki osiągnął tak wysoki stopień rozwoju dzięki istnieniu „matecznika” w postaci NRD. Bez broni, szkolenia, możliwości leczenia we Wschodnich Niemczech czy innych państwach bloku wschodniego, terroryści skrajnej lewicy nie byliby w stanie osiągnąć, aż takich „sukcesów”. Nie bez znaczenia jest też fakt destabilizacji Bliskiego Wschodu, gdzie w palestyńskich obozach, ale też w wielu państwach regionu, zawsze mogli oni liczyć na pomoc im opiekę. Ujawnione po 1990 roku dokumenty STASI wyraźnie pokazują zasięg współpracy Komórek Rewolucyjnych czy RAF ze służbami specjalnymi bloku komunistycznego; przede wszystkim NRD.
Można w tym miejscu zadać pytanie, jak ludzie wychowani w państwie szanującym swobody obywatelskie, mogli chcieć upodobnić je do „enerdowskiego kacetu”, gdzie 10% populacji pozostawało na usługach policji politycznej? Można też zadać pytanie, co jeszcze kryły archiwa STASI, a czego nie udało się przejąć Archiwum Gaucka?
Bogdan Pliszka
