Bogdan Pliszka: Opolszczyzna… political fiction na motywach kaukaskich

Kategoria: Opinie

niedziela, 10. sierpnia 2008

Jak wiadomo PRL gnębił Niemców jak i gdzie tylko mógł…Masowe wypędzenia z opływającego w dobra wszelakie państwa do biednej, gnębionej i wyzyskiwanej przez amerykańskich imperialistów Republiki Federalnej, były na porządku dziennym.

Tam zamiast normalnego życia, czekały na wypędzonych: nędza zasiłków socjalnych, 80-metrowe klitki przydzielane przez samorząd i – o zgrozo – używane mercedesy i “audiki” w miejsce składaków renomowanej firmy Romet i znakomitych automobili marki syrena 105.

Kres tym barbarzyńskim praktykom położyło dopiero braterskie pojednanie premiera mazowieckiego i kanclerza Kohla, oraz układ polsko - niemiecki podpisany przez ministra spraw zagranicznych Skubiszewskiego, oraz ausministra Genschera.

Od tej chwili, sprawiedliwość dziejowa powoli, ale konsekwentnie zaczęła być przywracana. Wreszcie na Opolszczyźnie mogły zawisnąć tablice z niemieckimi nazwami urzędów czy ulic, wreszcie uciskani Niemcy mogli z dumą podnieść głowy, wreszcie mogli dbać o dziedzictwo kulturowe Heimatu. Ale co najważniejsze, wreszcie mogli odzyskać upragnione niemieckie obywatelstwo.

19 maja 2010 roku wybrany w powszechnych wyborach – zgodnie z nową ordynacją wyborczą – wojewoda opolski Johann Kranz, ogłosił autonomię swego województwa. Od tej chwili, Opolszczyzna miała prowadzić własną politykę fiskalną. Wszelkie prawa wydawane przez rząd w Warszawie, miały obowiązywać dopiero po zatwierdzeniu przez landrat w Opolu, przemianowanym już zresztą na Oppeln.

W rozpisanym na 25 października 2010 roku, referendum, mieszkańcy landu opowiedzieli się za zniesieniem dwujęzycznych nazw miejscowości i ulic; od tej pory miały obowiązywać nazwy wyłącznie niemieckie. Niemiecki został też wprowadzony, jako jedyny język urzędowy Opolszczyzny, przemianowanej w międzyczasie w land Schlesien – Oder. Na rogatkach landu wystawiono też posterunki landwehry, która miała dbać o to, by na teren Schlesien – Oder nie dostawał się “element niepożądany”.

Sejm, w którym większość miała “wielka koalicja” wyłoniona z historycznego kompromisu: Sojuszu Obywatelskiego, Lewicy i Postępu oraz Stronnictwa Ludowo – Demokratycznego, zareagował wezwaniem rządu do podjęcia “stanowczych działań”, które zresztą natychmiast zostały podjęte; 21 listopada 2010, premier Sławek Siarkowski w wyjątkowo ostrych słowach zażądał od landskanclerza Kranza, by “się opamiętał” i “nie podgrzewał sytuacji”, a następnie wycofał z Opolszczyzny wszelkie jednostki wojskowe i policyjne, podległe rządowi w Warszawie, by “nie prowokować konfliktów”.

Działania te spotkały się z przychylnymi komentarzami zarówno oficjalnych czynników niemieckich, jak i opiniotwórczych mediów europejskich. Postawę polskiego premiera chwaliły zarówno skrajnie prawicowe le Mąd, Franfurter Algemajne Cajtung czy Koriere daj mi Sera, jak i lewicowe Liberasją, Ziddojcze Cajtung czy La Libr Belżik. Sytuacja zmierzała w kierunku normalizacji i wydawało się, że w drodze negocjacji uda się dojść do zadowalającego, wszystkich, kompromisu.

Niestety, sytuacja zmieniła się gdy do Wrocławia, Katowic i Częstochowy zaczęli docierać pierwsi uchodźcy z autonomicznego województwa – landu Schlesien – Oder. Mimo, iż jak zawsze doskonale poinformowane media: ntv – 24, Gazeta Wybitna czy radio MFR-FM, nie potwierdzały tych faktów, uchodźcy mówili o masowych wywłaszczeniach, naciskach na wyjazd, a z czasem o akcji “Odra”, podczas której oddziały miejscowych freikorpsów otaczały wsie lub miasteczka, dając ich polskim (a często też ukraińskim, ormiańskim czy żydowskim) mieszkańcom, których rodzimy wywodziły się z Kresów, lub z “centralnej Polski”, 15 minut na spakowanie dobytku i wyjazd. Jednocześnie zaczęło przybywać Niemców, powracających na “ziemie przodków”. Tu i ówdzie zaczęto pisać o “czystkach etnicznych”.

Wszystko zresztą odbywało się jak najbardziej w zgodzie z prawem…Powracający legitymowali się prawomocnym wyrokami niemieckich sądów, w których wszak nikt z polskich zainteresowanych nie składał apelacji. Fala demonstracji, która przetoczyła się przez niemal wszystkie polskie miasta, szybko przerodziła się w gwałtowne zamieszki, które nie tylko zmiotły rząd premiera Siarkowskiego i pozbawiły urzędu prezydenta Traska, ale też ożywiły polityczne upiory: Grentycha, Laufera czy Marciewicza.

Nawet w programie red. Hieny “Znów ta Polska” pojawił się znany pisarz Waldi Łysy oraz red. Korcim – Mika, którzy przypominał, że możliwość takiego wariantu wraz z red. Michałowiczem, głosili od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Ustępujący prezydent Trask, zdążył jeszcze zaapelować o mediacje do partnerów Polski z NATO i UE. W efekcie Parlament Europejski podjął uchwałę wzywającą Polskę i inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej do respektowania praw mniejszości narodowych i etnicznych, oraz przestrzegania wyroków sądów.

Trybunał Europejski uznał, zaś ważność wyroków sądów niemieckich, motywując to faktem braku apelacji ze strony zainteresowanych obywateli polskich. Tłumaczenia nowomianowanego polskiego premiera Grentycha, iż nie informowano o wyrokach strony polskiej, nie zdały się na wiele, gdyż jak stwierdził w sentencji Trybunał, „niemieckie sądy ogłaszały swoje wyroki na stronach internetowych”. Prezydent Stanów Zjednoczonych w swoim przemówieniu z 11 Dżumad as – sani 1431 roku, Boorak Obsrana, stwierdził zaś, że nie może angażować swego państwa w „kolejną zamorską awanturę” i polecił obu stronom konfliktu szukanie rozwiązania w studiowaniu Koranu, kończąc, zaś dodał „inszallah”.

Rzeczywiście nie mógł wiele zrobić, pogrążone po wprowadzeniu przez Obsranę szariatu, w wojnie domowej, Stany Zjednoczone, były już tylko cieniem swej potęgi sprzed kilkunastu lat. Głos zabrał również prezydent Rosji, Zajcew, który sytuację Opolszczyzny i jej mieszkańców przyrównał do sytuacji Osetyjczyków w Gruzji: „podobnie jak Matuszka Rossija, Vaterland ma prawo pamiętać o swoich obywatelach mieszkających poza jego granicami”.

17 lutego 2011 roku premier Grentych wprowadził na terenie całego państwa stan wyjątkowy. Mimo, iż na ten czas Polska nie miała ani prezydenta (Trask złożył urząd, a następnie wyjechał dla podreperowania zdrowia do Baden Baden), ani marszałka Sejmu (marsz. Palipies złożył urząd po rozwiązaniu Sejmu, a następnie wyjechał dla podreperowania zdrowia do Bad Neustadt), grupa wybitnych prawników, na czele z prof., prof. Ćwierkalskim i Widzialnym, gwałtownie zaatakowała premiera i rząd, zarzucając mu łamanie konstytucji. W mediacje zaangażowała się tymczasem Komisja Europejska, która ustami polskiego komisarza Smarkusz – Wojskiego przedstawiła plan mający być niezbędnym kompromisem, mogącym prowadzić do pokojowego rozwiązania konfliktu.

Propozycje zakładały, „umiędzynarodowienie” landu Schlesien – Oder, wprowadzenie trzech rotacyjnie urzędujących gubernatorów( polskiego, niemieckiego i neutralnego), oraz wprowadzenie na teren landu Europejskiego Korpusu Rozjemczego. Trzon jego sił miały stanowić jednostki francuskie.

3 marca 2011 roku zarówno Polska, jak i Niemcy odrzuciły projekt Komisji, zaś kilka państw europejskich uznało go za niedopuszczalny. Hiszpania, Włochy i Wielka Brytania podkreśliły, ze Polska ma prawo do obrony integralności swojego terytorium; Francja, Belgia, Szwecja i Słowenia wezwały natomiast Polskę do przestrzegania praw człowieka i respektowania wyroków niezawisłych sądów. Przebywający w tym czasie z wizytą we Wiedniu, uchodzący za “sumienie polskiej dyplomacji”, sędziwy prof. Bartosiewicz nazwał polski rząd „stadem bydlaków”, a polskie społeczeństwo domagające się prawa powrotu dla wypędzonych z Opolszczyzny „nazistowską tłuszczą, pragnącą krwi niewinnych”, o samych uciekinierach powiedział, że „sami sobie są winni, bo to złodzieje samochodów i dziwki demoralizujące śląskie dzieci”.

Następnie poprosił o azyl polityczny, co Gazeta Wybitna, nazwała „największą, dla Polski, hańbą od czasów rzezi w Przejedwabnem”. 17 marca 2011 roku spadochroniarze 1 Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca opanowali ważniejsze instytucje w Opolu. Dzień później do miasta wkroczyły kolejne polskie jednostki wojskowe. Tego samego dnia telewizje CDF i Odstaw Kino podały informacje o masowych rzeziach na niemieckiej ludności cywilnej. Landkanzler Kranz, nie zatrzymywany przez nikogo wyjechał tymczasem do Niemiec, gdzie w programach telewizyjnych opisywał „żądną niemieckiej krwi, polską tłuszczę, gwałcącą niewinne niemieckie nastolatki i rabującą dobytek niemieckich obywateli”.

Bundeskanzler , po wysłuchaniu relacji, Kranza oraz grupy zgwałconych, słynących na cały świat ze swej cnoty i urody, niemieckich kobiet, wystosował ultimatum do polskiego rządu, z żądaniami natychmiastowego wycofania wojsk, ukarania winnych zbrodni wojennych, oraz omówienia przy stole rokowań, przebiegi granicy polsko – niemieckiej. Jednocześnie w stan pełnej gotowości postawiono VI Korpus Pancerny, Bundeswehry. Tej samej nocy, nad Zieloną Górą strącono dwa samoloty eurofighter ze znakami Luftwaffe. W nocnym przemówieniu Prymas Polski zaapelował o jedność, poświęcenie i wytrwałość. Ogłoszono powszechną mobilizację…

Bogdan Pliszka

Autor o sobie: rocznik 1967, absolwent socjologii Uniwersytetu Śląskiego(1992), doktor nauk humanistycznych-specjalność: nauki o polityce(2003), adiunkt w Wyższej Szkole Humanistycznej w Katowicach, miłośnik Azji, orędownik chrześcijan żyjących w świecie islamu.


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze