Feminizm: Nowe oblicze socjalizmu
Kategoria: Opinie
niedziela, 4. marca 2007
W ten weekend będziemy mieli swego rodzaju festiwal feminizmu w Warszawie. W sobotę dzień równości, w niedzielę zwolennicy zabijania dzieci nienarodzonych przemaszerują przez stolicę. Proaborcyjna Manifa zapewne przyciągnie wielu działaczy o morderczych zapędach. Walczący o życie dzieci już zapowiadają, że nie będą się biernie temu przyglądali…
i w niedzielę o godzinie 13.00 pod Sejmem odpowiednio przywitają uważających, że są sytuacje, w których człowiek ma prawo zabić własne dziecko. Feminizm jest destruktywną siłą polityczną. Zabobony zawarte w tej socjalistycznej ideologii prowadzą do wielu tragedii. Zresztą tragiczny skutek jest immanentną cechą wszelkich idei lewicowych. Dogmaty feminizmu nie pozwalają wyznawcom tej politycznej sekty na rozsądne postrzeganie rzeczywistości. Nie ulega wątpliwości, że dla wyznawców feminizmu bardziej demokratycznym krajem był ZSRR od Szwajcarii, bowiem ZSRR ponad pół wieku wcześniej przyznał kobietom prawa wyborcze… Dziś feminiści znaleźli nowego protektora w Unii Europejskiej, w ramach której totalitarne instytucje władzy mają ingerować we wszystkie dziedziny życia. Parafrazując całą tę sytuację, można powiedzieć, że feminizm dąży do tego, by społeczeństwo było kelnerem na balu życia feministów.
W duchu feminizmu mają być cenzurowane książki, programy szkolne. Szkoły wyższe w interesie realizacji idei feministycznych mają utracić swoją niezależność, a obywatele swoje prawa i wolności. Ale nie tylko.
Aborcja
Podstawowym postulatem feminizmu od lat jest prawo do zabijania nienarodzonych dzieci. Rzekome prawo do wyboru, prawo do dysponowania własnym ciałem – to argumenty, jakimi szermują działacze „Pro choice” blisko związani z feministkami. W walce tej, jak wyznał dr Bernard Natanson, jeden z założycieli amerykańskiej organizacji na rzecz nieograniczonej aborcji (dzisiaj działacz pro life), jego organizacja, znając prawdziwe dane, publikowała fałszywe wyniki ankiet, zawyżając liczbę zwolenników aborcji, oraz podawała zawyżone dane na temat aborcji nielegalnych. Zresztą niewątpliwie właśnie z tym mamy do czynienia w Polsce. Wystarczy nawet pobieżne przejrzeć dane statystyczne. W okresie braku prawnej ochrony życia dziecka poczętego (od 4 stycznia do 23 grudnia 1997 roku) przeprowadzono w szpitalach 3047 legalnych „zabiegów” przerywania ciąży. Przed zaostrzeniem ustawy rocznie przeprowadzano takich „zabiegów” kilkaset i po nim. Obecnie jednym z argumentów lobby aborcyjnego, w tym feministek powrotu do restrykcyjnej nowelizacji jest — jak podaje raport Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny — zjawisko od 80 do 200 tysięcy nielegalnych aborcji rocznie dokonywanych w tzw. podziemiu z narażeniem życia kobiety. Dysponując dokładnymi danymi z okresu swobodnej możliwości dokonywania aborcji, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z ewidentnym kłamstwem.
Można by powiedzieć, że swego rodzaju sukcesem może się poszczycić feminizm i bezpośrednio z nim związany ruch na rzecz regulacji urodzin w Chinach, gdzie rząd i służba bezpieczeństwa mordują przymusowo nienarodzone dzieci i sterylizują ich matki, najczęściej tak, że z powodu okaleczeń ciężko chorują i umierają. Nie mówiąc o prawnie wprowadzonym zakazie posiadania większej liczby dzieci niż jedno. Tam też kobiety mają prawo, a właściwie obowiązek pracy, czyli używając feministycznej frazeologii „mogą się realizować zawodowo”. Lewica i wchodzący w jej skład zwolennicy feminizmu zadbali, by ONZ i Unia Europejska finansowały te prześladowania i mordy w Chinach, niewątpliwie łamiące podstawowe prawa człowieka, jakim jest prawo do życia owych zabijanych dzieci i prawo do posiadania potomstwa.
Prostytucja
Feminizm domaga się również, by prostytucję traktować jako normalną profesję zawodową. W tym dążeniu przyświeca mu pragnienie, by prostytutki nie były wyobcowane ze społeczeństwa, a konserwatywne normy wyrosłe z cywilizacji łacińskiej zostały zniszczone. Feminizm, zamknięty w swej nienawiści do zachodnich wartości, akceptuje prostytucję, mimo że większość kobiet, które się prostytucją trudnią, czyni to pod przymusem i bez osiągania korzyści finansowych.
Można powiedzieć, że feminizm, by zniszczyć tożsamość wyrosłą z chrześcijaństwa, wszedł w sojusz interesów ze stręczycielami, handlarzami kobietami, mafią i pornobiznesem. W wielu krajach ruchy feministyczne postulują zalegalizowanie prostytucji, co już stało się m.in. w Holandii. To z kolei zaowocowało przypadkami, gdy bezrobotne kobiety były wysyłane przez urzędy pracy do pracy w salonach masażu erotycznego-burdelach. Przypadki takie miały miejsce także w Niemczech, gdzie po tego typu propozycjach składanych przez urzędy pracy wybuchł skandal.
Na takiej samej zasadzie feminizm broni pornografii, mimo że redukuje ona kobietę do przedmiotu. To nie przypadek, że aktorem filmów pornograficznych nie może zostać osobnik całujący kobiety po rękach i przepuszczający przedstawicielki płci pięknej w drzwiach. Po prostu, jak to stwierdził jeden z producentów tego typu filmów: „mężczyzna szanujący kobiety do tego typu roboty się nie nadaje”.
Feminizm mimo wszystko jest ruchem bardzo skłóconym, w którym koegzystuje wiele grup postulujących wzajemnie wykluczające się żądania. Zapewne dlatego jest grupa feministek, które uważają, że prostytucja to efekt popytu na tego typu „usługi” i postulują karanie klientów, a nie prostytuujących się kobiet, co de facto stało się w Szwecji. Ten odłam feministek również występuje przeciwko pornografii. Najnowszym postulatem tego nurtu feminizmu w Szwecji jest legalizacja związków małżeńskich-partnerskich wielu osób jednocześnie.
Interwencjonizm i parytety wyborcze
Feminizm hołduje społecznie szkodliwemu zabobonowi dobroczynności interwencjonizmu państwowego. Zabobonowi zakładającemu, że byt doskonalszy, narzucając swoją wolę bytowi niedoskonałemu, narodowi czy jednostce, zmienia świat na lepsze. To gusło każe wierzyć, że słuszne jest niszczenie spontanicznie powstałych instytucji ładu, takich jak kultura czy rynek.
Przejawem wiary w zabobon interwencjonizmu jest również postulat parytetów wyborczych głoszony przez feminizm. Państwo ma dyskryminować wyborców i ograniczać ich prawa wyborcze ze względu na ich płeć. Celem tych antydemokratycznych praktyk ma być większy udział kobiet w polityce i we władzy, zdominowanej przez mężczyzn. Feminiści wierzą, że politycy pozbawieni penisa są lepszymi politykami od polityków posiadających męskie narządy płciowe. Hołdują również zabobonowi, że profesjonalizm i uczciwość determinowane są przez płeć. W dodatku są przekonani, że większy udział kobiet w polityce uczyni politykę moralniejszą i lepszą.
Nieprawdziwość tezy o jakościowej odmienności kobiet od mężczyzn w polityce jaskrawo pokazuje przykład zbieżności celów i działań posłanki Beger i posła Leppera, posłanki Szymanek Deresz i posła Szmajdzińskiego. Niebanalną rolę w aferze Rywina odegrało też wiele pań. Postulaty feminizmu o potrzebie parytetów wyborczych kłócą się też z realiami polskiego parlamentu, najbardziej sfeminizowanym klubem jest parlamentarna reprezentacja Ligi Polskich Rodzin, partii zajadle wrogiej postulatom feminizmu. Feminizm przez to odrzuca też wolę samych kobiet, które w znakomitej większości nie są zainteresowane działalnością polityczną i polityką.
Co więcej, nurt ten zakłada, że kobiety są zbyt głupie, by samodzielnie zaistnieć w polityce. Dlatego trudno nie zauważyć, że parytety tak naprawdę mają przede wszystkim służyć samym feministkom, pozbawionym poparcia, w dorwaniu się do korzyści płynących ze sprawowania władzy, a nie polepszeniu doli kobiet.
Gdyby feminizm chciał rzeczywiście coś zrobić dla kobiet, postulowałby obniżkę podatków i zniesienie barier w dostępie do rynku. Wyborcy, wbrew tezom feministów, dzielą się na zwolenników lub przeciwników kary śmierci, obowiązkowych ubezpieczeń, a nie ze względu na fakt posiadania lub nie penisa. Kobiety nie posiadają odmiennych interesów politycznych od mężczyzn. Feminizm chce dzielić społeczeństwo ze względu na płeć, tak jak komuniści chcieli dzielić społeczeństwo ze względu na klasowość. Domaga się równości tylko w korzyściach, nie jest zainteresowany równością w kosztach. Nie głosi potrzeby parytetów w armii, policji czy straży pożarnej, gdzie głównie mężczyźni ryzykują swoje życie. Feminizm nie domaga się też parytetu obecności kobiet w więzieniach zdominowanych przecież przez mężczyzn.
za: Prawy.pl
Komentarzy: 2
- efka niedziela, 4. marca 2007
Skąd oni mają pieniądze na taką agitację medialną ???
- Krzysztof niedziela, 4. marca 2007
Jeśli prostytucja ma byc normalnym zawodem,to pani psycholog może 14-to letniej dziewczynce w poradni może radzic zeby wybrała ten zawód
