Fijor: Państwo solidarne w działaniu

Kategoria: Opinie

niedziela, 18. czerwca 2006

Prasa bije na alarm; spada sprzedaż nowych samochodów dramatycznie spada. W ubiegłym roku sprzedano ich zaledwie 235 tys. sztuk, o 80 tysięcy mniej niż przed rokiem, a przecież rok 2004 nie należał dla dealerów do udanych. Powodem załamania jest masowy import “wraków”, czyli używanych samochodów z krajów Unii.

Rząd spieszy z pomocą, której adresatem są nie tylko dealerzy, lecz także “autobanki”, czyli instytucje zajmujące się finansowaniem zakupu nowych samochodów. Te ostatnie straciły w ubiegłym roku (a ściślej: nie zarobiły) aż 400 mln zł. Im też się z powodu używanych samochodów dzieje źle. Pewnym ratunkiem może być dla obu grup wprowadzona właśnie opłata ekologiczna, 500 zł od pojazdu. Ponieważ jest to jednak kropla w morzu problemu “wraków”, z solidarną pomocą pospieszył Sejm, który chce obłożyć posiadaczy samochodów używanych jakąś dodatkową opłatą. Nad kolejnymi sposobami ukrócenia “dzikiego” importu samochodów ślęczy ministerstwo finansów. Politycy mają nadzieję, że odpowiednie ustawodawstwo, oparte na właściwie pojętym solidaryzmie społecznym odbuduje rynek nowych samochodów i większość właścicieli salonów samochodowych oraz autobanków wróci już wkrótce na listę najbogatszych Polaków, publikowaną corocznie przez tygodnik Wprost.

Solidaryzm brzmi ciepło, szczypie w serce, zastanówmy się jednak czy z faktu powstrzymania się od zakupu nowych samochodów, na rzecz kupienia ich za zachodnią granicą wynika jakaś strata społeczna dla Polski i Polaków, a jeśli tak, ile ona wynosi? Czy z faktu wydania pieniędzy na import wynika ich marnotrawstwo?

Załóżmy zatem, że Jan Kowalski, zamiast kupić sobie samochód nowy za 60 tys. zł i dać zarobić polskiemu dealerowi nowych samochodów, kupuje samochód używany za 10 tys. zł i daje zarobić dealerowi niemieckiemu od samochodów używanych. Załóżmy także, że samochód, który kupił w Niemczech, nie został wyprodukowany w Polsce. Jeśli nawet samochód ten wyprodukowany byłby w Polsce, to z faktu kupowania go za granicą wynika, że został już tam sprzedany i polska gospodarka odniosła z tego tytułu korzyść.

Kowalski jednak woli kupić używany samochód w Niemczech, bowiem w Polsce musiałby za niego zapłacić 16 tys. zł, czyli ok. 80 proc. Zarabia Kowalski, ale traci polska gospodarka. Gdyby kupił nowy samochód w Polsce, na transakcji tej skorzystałaby cała polska gospodarka; dealer za zarobione pieniądze kupi przecież polskie warzywa, buty, rower; rolnik, który wyprodukował warzywa kupi za nie paszę, może też i drugi rower; producent rowerów kupi za sprzedane pojazdy dom, zapłaci pracownikom, którzy uruchomią kolejny strumień wydatków. Pieniądze za samochód wyprodukowany i kupiony w Polsce - czy to samochód nowy, czy używany - rozleją się po całym kraju, uruchamiając tryby gospodarczej prosperity. I właśnie dlatego politycy robią wszystko, aby wydawane przez Polaków pieniądze pozostały w kraju.

Problem w tym, że nie każdy potrafi wyprodukować i sprzedać dobry samochód czy rower równie tanio. Stąd właśnie różnica cen między samochodem “niemieckim” a “polskim”, wynosząca aż 6000 zł. Polak kupujący samochód w Niemczech oszczędza na transakcji 6000 zł i pieniądze te może wydać na warzywa, buty czy rower w kraju. Korzysta rolnik, producent obuwia i rowerów. No dobrze, ale traci polski dealer. Ja bym się tym jednak specjalnie nie przejmował; dealerzy na całym świecie należą do ludzi raczej zamożnych. Nie wypada nawet ich żałować. Z drugiej strony, kupowanie samochodu używanego świadczy o roztropności i gospodarności. W odniesieniu do większości marek samochodowych strata na cenie w ciągu pierwszych 3-4 lat użytkowania, przy zachowaniu standardów ekologicznych, na które powołują się obrońcy dealerów, wynosi do 60 proc. ich wartości. Skądinąd wiadomo, że 3-4 lata to okres odpowiadający co najwyżej 35 proc. okresu żywotności pojazdu. Do polityków jednak takie argumenty nie docierają. Ich niepokoi sam niezależny import, ponieważ odbywa się kosztem prosperity dealerów i dlatego robią wszystko, aby go ukrócić.

Dlaczego los dealerów droższy jest politykom od interesu 38 mln pozostałych obywateli? Ponieważ ci pierwsi, zorganizowani w związku, zrzeszeniu czy innym ciele reprezentującym ich - w przeciwieństwie do milionów rozproszonych, niezorganizowanych posiadaczy używanych samochodów - znacznie głośniej nad swym losem lamentują (czytaj: lobbują), starając się przekonać rządzących, że mimo wszystko ich strata jest stratą całej gospodarki. Zresztą o wyższości kupowania produktów krajowych nad importowanymi przekonana jest większość Polaków. Nie tylko my uważamy, że stan polskiej gospodarki będzie lepszy, jeśli Polacy ograniczą się do kupowania produktów krajowych. Jest to oczywiście nieprawda.

Za: NCzas!


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze