Górski: Dawid Abrahamowicz – pogromca socjalistów

Kategoria: Opinie

sobota, 12. lipca 2008

Dziś socjaliści w polskim Sejmie, podobnie jak w parlamencie wiedeńskim przełomu XIX i XX wieku czy w parlamencie II Rzeczypospolitej, stanowią małoznaczącą, ale krzykliwą mniejszość. I jak Polskie Stronnictwo Ludowe odwołuje się do tradycji Wincentego Witosa, tak ideowi socjal-demokraci polscy podpierają się autorytetem Ignacego Daszyńskiego…

… którego dumne popiersie, nie wiedzieć czemu, wciąż stoi w jednej z sal naszego Sejmu. Zapewne nie wyniosą tego spiżowego oblicza do piwnicy, gdzie jego miejsce, choć sam socjalista Daszyński swego czasu został wyniesiony przez policję z sali obrad austriackiej Rady Państwa na polecenie prezydenta izby Dawida Abrahamowicza, twardego konserwatysty wschodniogalicyjskiego.
Dawid Abrahamowicz herbu Burczak, Polak obrządku ormiańskiego, urodził się 30 czerwca 1839 r. w rodzinnym majątku w powiecie horodelskim. Skończył gimnazjum stanisławowskie, a później kształcił się prywatnie, ale na żaden uniwersytet nie uczęszczał. Jednak współcześni zgodnie przyznają, że miał dużą wiedzę. Odznaczał się świetną znajomością szczególnie spraw rolniczo-gospodarczych i podatkowych. Do wszystkiego w życiu doszedł uporem i własną ciężką pracą.
W wieku 30 lat objął mandat do Sejmu Krajowego we Lwowie, zaś do austriackiej Rady Państwa został wybrany po raz pierwszy w 1875 r. i w obu tych ciałach ustawodawczych zasiadał do 1918 r. Był niezwykle czynnym, pracowitym posłem i odegrał w pracach parlamentarnych bardzo pożyteczną, a nawet wybitną rolę. Należał do ścisłego sztabu politycznego ziemiańsko-konserwatywnej większości Sejmu galicyjskiego, a także w Kole Polskim w Wiedniu, dzięki czemu obejmował różne funkcje i stanowiska. Był m.in. wiceprezydentem, a za rządów gabinetu Kazimierza Badeniego prezydentem Izby Poselskiej w austriackiej Radzie Państwa. W 1906 r. został prezesem Koła Polskiego, zaś pod koniec 1907 r. cesarz Franciszek Józef powołał go na stanowisko Ministra dla Galicji, na którym pozostał do 1909 r. Jemu przypisuje się główną rolę w działaniach Podolaków, które udaremniły demokratyczną reformę wyborczą w Galicji. Abrahamowicz stał na czele Subkomitetu Reformy Wyborczej i zrobił wszystko, aby zapewnić w Sejmie Krajowym „reprezentację wolną od zabiegów demagogicznych”.
W pamiętnym 1897 r. wykazał się prawdziwym hartem ducha i determinacją w poskromieniu socjalistycznej bandy poselskich rozrabiaków. Stanisław Grodzicki tak opisuje tamte wydarzenia: „Podolak, Dawid Abrahamowicz, który wówczas przewodniczył Izbie, dla spacyfikowania awanturujących się posłów wprowadził do niej policję. Socjaliści, protestując przeciwko aktowi gwałtu władzy policyjnej na parlamencie, postanowili zastosować sui generis strajk okupacyjny: opanowali trybunę prezydialną i nie dopuszczali do dalszych obrad. Wtedy właśnie wkroczyła do akcji policja; krzepcy funkcjonariusze brali po kolei każdego z posłów socjalistycznych za ręce i nogi, po czym głośno krzyczącego wynosili z sali, uniemożliwiając powrót do niej. Tak też wyniesiono i Daszyńskiego.”
Opis ten nie oddaje dramatyzmu sytuacji i nie pokazuje dokładnych przyczyn tak stanowczej reakcji Abrahamowicza. Jak wynika z relacji świadków ówczesnych wydarzeń, przez wiele kolejnych listopadowych dni lewica okupowała izbę obrad, paraliżowała jej pracę i wręcz fizycznie atakowała prawicę. Posłowie policzkowali się, przepychali, szarpali za ubrania i włosy, w ruch poszły nawet scyzoryki socjalistów.
26 listopada awantura była jak co dzień. Głośno krzyczano, walono w pulpity i strzelano papierowymi kulami z proc. Znów była szarpanina, a w szpicy obstrukcji, jak w poprzednich dniach, znaleźli się socjaliści. Daszyński usadzony na swym miejscu przez policjantów chwycił mosiężny przycisk i wywijając nim krzyczał, że się nie podda. Inny socjalista rzucił w stronę Abrahamowicza ciężki kałamarz, który przeleciał obok głowy prezydenta Izby. Wtedy Abrahamowicz polecił wyprowadzić posłów socjalistycznych, a że wyprowadzić się nie dali, wyniesiono ich jednego po drugim. Gdy wynoszono Daszyńskiego, krzyczał w stronę Abrahamowicza obelżywe słowa, a inny socjalista, tym razem niemiecki, wznosił okrzyki na cześć rewolucji. Jak pisze Waldemar Łazuga: „Po drodze, gdy obstrukcjonistów transportowano do drzwi – pogróżki, wymyślania i akty solidarności ze strony pozostałych w izbie towarzyszy. Oklaski na prawicy dla Abrahamowicza i policji i inwektywy na lewicy dla całej reszty.” Tak Podolak sprawnie i odważnie spacyfikował obstrukcję parlamentu wiedeńskiego.
Nasz bohater po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był także posłem do Sejmu Ustawodawczego, gdzie mimo podeszłego wieku nie uchylał się od obowiązków poselskich. Zakończył życie 24 grudnia 1926 r. we Lwowie. Jak pisał o nim Stanisław Starzyński: „Zostawił po sobie pamięć bardzo zasłużonego obywatela. Pamięć tę umocnił jeszcze przez fundację internatową i stypendialną dla niezamożnej młodzieży, oraz na zakup obrazów dla Wawelu, na które poświęcił, będąc bezdzietny, cały znaczny majątek”. Niech ta dobra pamięć o Abrahamowiczu, pogromcy socjalistów w parlamencie wiedeńskim, trwa przez kolejne pokolenia polskiej prawicy.

Artur Górski

* polecamy: www.artur-gorski.waw.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze