Grzegorz C. Lepianka: Bitwa o Paryż
Kategoria: Opinie
poniedziałek, 24. lipca 2006Nicolas Sarkozy, syn węgierskiego imigranta i urodzona w Senegalu socjalistka Segolene Royal wymieniają pierwsze ciosy. To znak, że wybory prezydenckie we Francji tuż tuż, a ta właśnie para biorąc pod uwagę aktualne sondaże ma rywalizować w wyścigu o najważniejszy urząd w państwie. Pozostali kandydaci nie będą mieć znaczenia.
Zgodnie z wynikami referendum konstytucyjnego z 2000 roku wybory odbywają się co pięć lat (wcześniej siedem), następne odbędą się w przyszłym roku. Kampania wyborcza toczy się już w tej chwili a jej wynik zaważy nie tylko o kierunku w którym podąży sama Francja, ale i cała Europa.
Francja jeden z wiodących krajów „starej Unii” przeżywa poważany kryzys, lub nawet kilka kryzysów jednocześnie. Największym zmartwieniem Francuzów jest narastająca stagnacja gospodarcza. Francuski model społeczny nie ma perspektyw: szczodry dla osób mających zatrudnienie, którym oferuje rozliczne świadczenia socjalne tudzież zmniejszenie czasu pracy do 35 godzin tygodniowo, poświęca mniej uwagi ludziom bez pracy. Rezultatem tego jest niemal 10-procentowe bezrobocie, w dzielnicach imigrantów przekraczające 30-40 proc. Statyczna gospodarka, ze wzrostem na poziomie 1-2 proc. rocznie, nie rokuje szybkiego przyrostu miejsc pracy. To powód do frustracji szczególnie na obrzeżach dużych miast zamieszkiwanych przed przybyszów z Afryki i krajów arabskich. Pierwszy wybuch na większą skalę Europa obserwowała niedawno.
Zdaniem Raymonda Boudona, socjologa Sorbony zamieszki na przedmieściami Paryża i innych miast to: „konsekwencja 30-letniej złej polityki zarówno w dziedzinie ekonomii, jak i integracji. Tłem tych zamieszek jest 40-procentowe bezrobocie w dzielnicach nimi objętych. Państwo opiekuńcze daje tym bezrobotnym wystarczające zasiłki, by mogli wiązać koniec z końcem (…) dlatego samochody na tych przedmieściach płonęły już od lat. Od jakiegoś czasu szacuje się, że przeciętnie płonęło około 100 aut dziennie. Dotychczas media i politycy nie mówili o tym za dużo. Dopiero skala ostatnich wypadków uniemożliwiła ich przemilczanie. Rozwiązanie tego problemu wymaga głębokiej liberalizacji gospodarki, na co francuscy politycy nie wydają się gotowi. Zarówno lewica, jak i prawica w naszym kraju są przesiąknięte tradycyjnym etatyzmem”.
Wysokie wydatki socjalne, silna ochrona pracowników przed zwolnieniem, mocna pozycja związków zawodowych. To problemy z jakimi Francja pod przywództwem Jacquesa Chiraca nie chciała się uporać. Nic dziwnego że teraz odbija się to czkawką. Obecny prezydent Francji jest zaprzysięgłym obrońcą modelu socjalnego, niedawno nazwał wolnorynkowy kapitalizm w anglo-amerykańskim stylu „komunizmem nowego stulecia”. Negatywne nastawienie do gospodarki rynkowej elit politycznych spycha Francję w przepaść. Od zwycięzcy wyborów prezydenckich który za rok przejmie władzę zależeć będzie czy i na ile Francuzi zdołają uporać się z problemem zastoju gospodarczego.
Nie będzie to proste, ponieważ społeczeństwo nie wyobraża sobie żadnych zmian. Można było się o tym przekonać podczas protestów jakie przeszły ulicami Paryża po zapowiedzi wprowadzenia „Contrat première embauche”, czyli tzw. kontraktu „na pierwsze zatrudnienie” – jest to specjalny typ francuskiej umowy o pracę, pozwalająca na zwalnianie pracowników do 26 roku życia przez pierwsze dwa lata od zatrudnienia, bez żadnego uzasadnienia i bez konsekwencji prawnych. Choć jest to zmiana dążąca do uwolnienia rynku pracy i złamania dyktatury związków zawodowych dbających tylko o dobro własnych działaczy kosztem bezrobotnych, nie jest reformą, która na dłuższą metę pomoże młodym ludziom. Christoph Maillard, rzecznik stowarzyszenia Liberte Cherie, które jako jedno z nielicznych chce liberalizacji rynku pracy, podkreśla że: „we Francji prawo pracy jest bardzo restrykcyjne, bardzo skomplikowane, można by nawet powiedzieć że niezrozumiałe. To co trzeba zrobić żeby ułatwić zatrudnianie ludzi, to uprościć prawo, a nie komplikować wprowadzając dodatkowe zapisy. Zresztą żadne prawo nie powinno zastępować umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Umowa pracy powinna być rezultatem dobrowolnych negocjacji pomiędzy dwiema stronami”.
Liberalizacja dla Francji to jedyny sposób na wyjście z kryzysu. „Francuski model społeczny przeżył się, niezbędne jest radykalne zerwanie z przeszłością” - mówi Nicolas Sarkozy szef MSW i najpoważniejszy kandydat centroprawicowej, rządzącej Francją Unii na Rzecz Ruchu Ludowego, do fotela prezydenckiego w 2007 r. „Musimy zerwać z rodzącymi niestabilność reformami i obłudną ostrożnością, która przez ostatnich trzydzieści, czterdzieści lat prowadziła nas w ślepe uliczki. Jedyny model społeczny godny tej nazwy to taki, który każdemu zapewnia pracę. Nasz tego nie gwarantuje”. Na francuskiej scenie politycznej to coś nowego, pokolenie Chiraca myśli jednotorowo uznając model państwa socjalnego i laickiego za jedynie doskonały.
Sarkozy to liberał, zwolennik Margaret Thatcher. Jest dwa lata młodszy od Tony`ego Blaira i ma z nim wiele wspólnego. Brytyjski premier po objęciu kierownictwa w Partii Pracy doprowadził do przesunięcia programu partii na pozycje centrowe. Blair ograniczył m.in. wpływy związków zawodowych w partii i usunął z jej programu postulat nacjonalizacji gospodarki. Tym samym śladem podąża Sarkozy. W polityce zagranicznej kładzie mniejszy nacisk na oś francusko-niemiecką, a większy na współpracę w szerszym gronie znaczących partnerów z UE - od Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, po Włochy, Hiszpanię i Polskę. Opowiada się za bliższymi kontaktami z USA. Duże uznanie zyskał dzięki walce z przestępczością. Sarkozy mówi Francuzom wprost, że powinni „się wyleczyć z autyzmu” i zacząć dostrzegać otaczającą ich rzeczywistość, „zerwać z tym, co budowano przez kilkadziesiąt ostatnich lat”, przystąpić do „niezbędnych głębokich zmian strukturalnych”. Jest to bez wątpienia nowa jakość na skostniałej scenie politycznej Francji.
Kandydatem a właściwie kandydatką Partii Socjalistycznej może być Segolene Rogal, która nie tylko dogoniła przodującego w sondażach Sarkozy’ego, ale nawet go przegoniła. Już 59 proc. procent Francuzów deklaruje gotowość głosowania na socjalistkę. Obserwatorzy francuskiej sceny politycznej są zdania, że Segolene Royal pod wieloma względami przypomina byłego prezydenta Francji - Francoisa Mitterranda; swoich zwolenników próbuje jednoczyć wokół wspólnych idei - w tym kontekście Royal często używa słów-kluczy, jak: wychowanie, wykształcenie, rodzina, respekt i praca. Jak twierdzą analitycy, pozwala to jej uplasować się bliżej wyborców niż przy użyciu abstrakcyjnych programów. Z drugiej strony stwarza także wrażenie, że Segolene Royal staje się kobiecym odpowiednikiem Nicolasa Sarkozy’ego, kandydatka socjalistów ma być tak samo medialna jak lider centroprawicy. Niektóry krytycy Royal w Partii Socjalistycznej zwracają przy tym uwagę, że operuje ona nierzadko prawicowym podejściem do gospodarki, co może być jednak także postrzegane jako celowy zabieg mający na celu odebranie elektoratu Sarkozy’emu. Na uwagę zasługuje pomysł wstrzymania pomocy finansowej dla rodzin, których dzieci łamią prawo. Matka lub ojciec musieliby uczestniczyć w kursach tzw. „szkoły rodziców”. Odmowa uczestnictwa byłaby równoznaczna z wstrzymaniem wypłacania zasiłków. Royal zaatakowała również 35-godzinny tydzień pracy. Jej zdaniem 35-godzinny tydzień pracy pociąga za sobą „spektakularne złagodzenie prawa pracy” i „zwiększoną elastyczność”, co jej zdaniem nie jest zgodne z interesami osób najsłabszych. Stosunek Royal do 35-godzinnego tygodnia pracy spotkał się z ostrą krytyką ze strony jej towarzyszy partyjnych. Jeden z socjalistycznych deputowanych, Jean-Christophe Cambadelis, zapytuje czy Segolene Royal chce być „kandydatką socjalistów czy przeciwników socjalistów?” Royal ma poparcie społeczeństwa i może być jedyną alternatywą lewicy w walce z Sarkozy’em może mieć jednak problem z poparciem we własnym ugrupowaniu.
Wynik wyborów nad Sekwaną ma znaczenie dla całej Europy. Trudno jednak po skostniałej Francji oczekiwać radykalnych zmian w gospodarce. Społeczeństwo przyzwyczajone do zdobyczy państwa opiekuńczego niełatwo zrezygnuje z socjalnych przywilejów. W globalnym świecie gospodarka Francji ma wpływ na cały krwioobieg światowych finansów. Jeśli Francuzi zaufają Segolene Rogal, nie należy oczekiwać polepszenia się sytuacji. Ma ona na tle bardzo radykalnej francuskiej lewicy umiarkowane poglądy gospodarcze, jednak trudno oczekiwać od niej niezbędnych reform. Wygrana Sarkozy’ego może skierować Francję na ścieżkę reform - nie będą to jednak zmiany na miarę Margaret Thatcher. Tego trudno oczekiwać, ale polityka à la Tony Blair może przynieść sukces. Należy tego sukcesu Francuzom życzyć.
Grzegorz C. Lepianka
1 komentarz
- Kuki poniedziałek, 24. lipca 2006
witam, nie na temat, ale na stronie brak "kontaktu", albo nie zauważyłem :) z kanału rss odbieram tylko zakładki w FF. w czytnikach kanał w ogóle nie jest odbierany. czy tak ma być? przy okazji... czy kanał rss na e-upr ma za zadanie przekazywać tylko "Informacje". domyślam się, że tak, ale... pozdrawiam Kuki www.kuki.bitmar.net

