Grzegorz Górny: Zmierzch chadeków

Kategoria: Opinie

niedziela, 23. lipca 2006

Partie chadeckie w sporze między chrześcijaństwem a demokracją coraz częściej stają nie po stronie religii, lecz większości. Czy to koniec chadecji?

W lipcu 2002 roku kardynał Joachim Meisner z Kolonii stwierdził, że niemiecka partia CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) powinna usunąć z nazwy przymiotnik „chrześcijańska”. Stało się to po tym, jak ówczesny lider niemieckich chadeków Edmund Stoiber ogłosił, że w swym gabinecie cieni jako ministra ds. rodziny najchętniej widziałby Katherinę Reiche, która dała się poznać wcześniej jako zwolenniczka przywilejów prawnych dla homoseksualistów i badań na ludzkich embrionach.

Kardynał Meisner oskarżył wówczas CDU o „aktywne promowanie końca chrześcijańskiej polityki w sprawach małżeństwa i rodziny”. Odpowiedzieli mu inni działacze chadeccy: Heiner Geisler stwierdził, że wartości chrześcijańskie nie muszą być definiowane tylko przez Kościół, zaś Friedrich Merz zauważył, że gdyby CDU opowiadała się jedynie za polityką aprobowaną przez katolicką hierarchię, to mogłaby liczyć na zaledwie 25-procentowe poparcie w społeczeństwie.

CHADECJA ANTYCHRZEŚCIJAŃSKA?

Powyższy przykład pokazuje dylemat, przed jakim stoi dziś Kościół w odniesieniu do partii określających się mianem chrześcijańsko-demokratycznych. Dotyczy to zresztą nie tylko Niemiec, lecz także innych krajów Europy. Dla byłego chadeckiego premiera Holandii Ruuda Lubbersa legalizacja aborcji, eutanazji i narkotyków jest „bardziej ludzką” i „nowoczesną” odpowiedzią na te problemy. Odpowiedzią, która – jego zdaniem – „nie kłóci się z wartościami wyznawanymi przez chadecję”. Lubbers nie ma zresztą wątpliwości: „Jesteśmy przekonani, że Europa pójdzie z czasem naszym śladem”.

Tekst z Tygodnika OZON


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze