Igor Belczewski: Monetarny przekręt
Kategoria: Opinie
czwartek, 31. maja 2007
Socjalizm ma w sobie takie dziwne „coś”, co czyni go systemem niezwykle komplikującym życie. Tym czymś jest chyba fakt, że stara się on z rzeczy błahych i nieistotnych uczynić sprawy światowej wagi i postawić je na piedestale. Co więcej obecnie te praktyki dotyczą kwestii, które doskonale poradziłyby sobie bez ingerencji ze strony rządu. Bodaj najważniejszą z nich jest kwestia pieniądza, dokładniej jego współczesnej imitacji, czyli tzw. pustego pieniądza, nie mającego pokrycia w żadnym kruszcu. Rząd, który zmonopolizował sferę pieniężną rości sobie prawo do drukowania papierowych banknotów i nadawania im dowolnych nominałów, oraz do zmuszania ludzi by za ich pomocą dokonywali zakupów.
Ten monopol jest o tyle istotny, że daje rządowi możliwość nakładania ukrytych podatków poprzez obniżanie siły nabywczej pieniądza. Bowiem im więcej rząd drukuje pieniędzy, tym mniejsza jest wartość tych przez nas posiadanych, czyli możemy za nie nabyć mniej towarów. Albowiem, gdy rośnie podaż jakiegoś dobra spada również jego wartość (czy też siła nabywcza). Bardzo istotnym jest tutaj fakt, iż tak naprawdę nie wiadomo, kto ile na całym procederze traci. Gdy rząd dodrukowuje jakąś ilość pieniędzy i opłaca nimi swoje wydatki, wartość siły nabywczej, dajmy na to, jednego dolara jest taka jak przed wypuszczeniem tych pieniędzy na rynek. Jednakże w miarę ich funkcjonowania w obiegu, siła nabywcza jednego dolara obniża się, występuje zjawisko inflacji i towary drożeją. Ci, którzy później otrzymają dodatkowe „pieniądze”, stracą więcej.
Dawniej coś, co dzisiaj określamy mianem kursu danej waluty, miało stałą wartość. Banknot, czyli nota bankowa, opiewający na 20 dolarów był równowartością jednej uncji złota (przy wartości dolara wynoszącej 1/20 uncji złota, jak w XIX wiecznych Stanach Zjednoczonych). Warto tutaj zaznaczyć, że złoto samo w sobie jest towarem, co sprawia, że pieniądz mający w nim pokrycie przestaje być pustym. Tak więc banknoty były równoważne ilości złota (czy innego kruszca), jaką dana osoba miała zdeponowaną w banku (stąd właśnie określenie „nota bankowa”, przemianowane na „banknot”).
Kiedy został zniesiony standard złota pieniądze stały się puste. Ich siła nabywcza została w pełni uzależniona od polityki monetarnej rządu. I rząd jak dotąd nie chce tego przywileju wypuścić z rąk, ponieważ o ile nawet średnio rozgarnięty podatnik rozumie, że im wyższe podatki, tym mniej ma kasy w portfelu, o tyle ciężko pojąć mu, że traci na inflacji wywołanej polityką monetarną rządu.. Dodatkowo jest jeszcze ogłupiany przez różnego rodzaju inflacjonistów i „ekonomistów”, głoszących światu zbawienny wpływ tego procesu na gospodarkę (lub po prostu przez polityków, którzy używają maszynki do drukowania pieniędzy w celu pokrycia swoich wydatków). Dlatego jedynym sposobem by cokolwiek w polityce monetarnej się zmieniło jest edukacja i pokazanie ludziom, czym tak naprawdę w założeniu były i, czym są obecnie pieniądze. Świetnie czyni to Murray N. Rothbard w swojej książce „Złoto, banki, ludzie - krótka historia pieniądza” oraz w, nieco bardziej obszernych, „Tajnikach bankowości”. Prześledzenie genezy pojęcia pieniądza i stopniowego wchodzenia rządu w politykę monetarną pozwolą każdemu dojść do wniosku, że współczesny pieniądz to jeden z największych przekrętów w dziejach.
Dopóki w rękach rządu pozostanie monopol drukowania pieniądza, dopóty będzie on mógł finansować swój deficyt i wydatki w taki sposób, że normalnym ludziom ciężko będzie się w całym tym zamieszaniu połapać. Dlatego należały jak najczęściej zwracać uwagę na istotę problemu, namawiając ludzi by zapoznali się z zagadnieniem pieniądza. Jak mawia Stanisław Michalkiewicz: „jeśli nic nie można zmienić, warto przynajmniej wiedzieć, o co chodzi”.
Igor Belczewski - autor jest członkiem Trójmiejskiego Oddziału Stowarzyszenia KoLiber i członkiem redakcji serwisu eCzas.net
