Jacek Bartyzel: Prawicowe elity?

Kategoria: Opinie

niedziela, 17. września 2006

W swojej replice „ideologom PiS” („Dziennik”, 12 IX 2006, nr 123) prof. Marcin Król, zdegustowany poczuciem marnowania swojego cennego czasu na „pisanie w próżnię”, czyli przedstawianie rzeczowych argumentów „demagogom”, takim jak prof. Ryszard Legutko, w swojej łaskawej cierpliwości zdobywa się jednak na wytłumaczenie pospólstwu kto należy, a kto nie należy – i z natury rzeczy należeć nie może – do intelektualnej elity (czyli, jak z dużym wyczuciem semantycznym dopowiada – do „międzynarodówki intelektualnej”).

Zasadniczo M. Król delektuje się zrobionym przez siebie odkryciem, że to PiS nie ma elit, co – nawet gdyby było prawdą – dla mnie, bezpartyjnego, byłoby rzeczą dość obojętną. Jednak autor i w tytule (Gdzie te elity prawicy?), i w treści swojej filipiki sugeruje, że elit w ogóle nie ma na prawicy, która jest przecież kategorią znacznie szerszą i trwalszą niż jakakolwiek formacja partyjna.

Zastosowana przez prof. Króla metoda dowodzenia swojej tezy jest osobliwa – lecz tylko w sensie heurystycznym, bo poza tym nie nowa i prosta jak cep. Sprowadza się ona do nieskomplikowanego sylogizmu o następującym ciągu: każdy prawdziwy intelektualista jest na lewicy, albo przynajmniej został uznany za godnego tego, by mieżdunarodnaja elita zechciała z nim dyskutować. Ergo: na prawicy nie ma żadnej elity ani żadnego intelektualisty. Ergo: prawica nienawidzi elit i wspiera antyintelektualne tendencje.

Pewien kłopot sprawia autorowi owego odkrycia jedynie obecność kilku wymienionych z nazwiska intelektualistów sympatyzujących z prawicą. Niewygodę tę atoli usuwa bezceremonialnie i w sposób mało wyszukany. Rafała Ziemkiewicza zbywa wspomnieniem niestałości jego poglądów (ja z kolei pamiętam Króla – konserwatystę, ale to już rzeczywiście prehistoria), a rzadkiej subtelności eseista Paweł Lisicki nie zasłużył nawet na podanie powodów zlekceważenia go. Jednak największe szanse przejścia do annałów erystycznej uczciwości i dobrego smaku ma rozwiązanie problemu „filozofa Legutki”, którego dzieła filozoficzne – jak się dowiadujemy – „pozostają nieznane, bo ich nie napisał”. Po przeczytaniu tegoż zerknąłem do stopki pod artykułem informującej, że Marcin Król jest filozofem i historykiem idei. Usiłowałem przypomnieć sobie jakież to dzieła filozoficzne sensu proprio napisał „filozof Król”? Niestety, znalazłem tylko prace z historii idei bądź książki publicystyczne.

Inne argumenty prof. Króla bywają wprost rozczulająco zabawne, jak na przykład uznanie za wzór dobrego przygotowania do rządów elity systemu kształcenia w francuskiej ENA. Jak widać, nie jest mu znany ani fakt powszechnej we Francji krytyki tego skostniałego systemu, ani to, że właśnie rządom „enarchów” Francja zawdzięcza swoje beznadziejne zakrzepnięcie w niewydolnym, socjal-etatystycznym ustroju. Jedno tylko się zgadza: wychowankowie tej uczelni ze wszystkich partii establishmentu rzeczywiście „mówią do siebie tym samym językiem”. Zaiste, wielkie osiągnięcie – w falansterze lub w mrowisku. Co się zaś tyczy równie pod niebiosa wynoszonych, elitarnych uczelni amerykańskich, to słynne ongiś wyznanie Williama F. Buckley’a, że wolałby być rządzony przez 50 ludzi z książki telefonicznej Bostonu niż przez 50 profesorów z Harvardu, usprawiedliwia w zupełności poniższa statystyka rozkładu głosów w wyborach prezydenckich bodaj jeszcze z 1948 roku: na kandydata partii komunistycznej w skali całego kraju głosowało 2 procent wyborców; w skali wszystkich wyższych uczelni – 15 procent; a na sześciu uczelniach zaliczanych do Ivy League – 48 procent! Jeżeli zaś prawdą jest, że Unia Europejska rozważa utworzenie kilkunastu specjalnych uczelni tego rodzaju, co Harvard i ENA, to przeciwnicy UE powinni zacierać ręce z radości, bo tak wykształceni absolwenci niechybnie utopią całą „konstrukcję europejską” w powodzi biurokratycznego bizantynizmu.

całość… Konserwatyzm.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze