Jadwiga Staniszkis: Odwaga dobra

Kategoria: Opinie

piątek, 9. czerwca 2006

Jeszcze nie wybrzmiał w naszych sercach i umysłach głos Benedykta XVI, potrzebujący – jak ostatni akord koncertu – chwili ciszy do wydobycia całego bogactwa dźwięku, a już zaczęło się polskie piekło. Dla jasności: byłam i jestem za lustracją osób pełniących role wymagające zaufania społecznego. I to lustracją w formie najpełniejszej, poprzez opublikowanie w Internecie wszystkich teczek. Jest to technicznie proste i – na tle kosztów IPN – wcale nie tak drogie. Pozwoliłoby to zaś pokazać cały system prowadzący do zdrady, system eksploatujący ludzkie słabości i ludzką małość.

To właśnie bazowanie na małości, jej wyszukiwanie i wydobywanie z ludzi służyło bardziej kontroli niż zdobywaniu informacji. Człowiek złamany nie potrafił się buntować. Pełna lektura teczek pokazuje ten proces i pogardę ubeków dla swoich ofiar. Publikacja w Internecie – bez skrótów – pozwoliłaby młodym ludziom pisać swoje własne historie komunizmu, wystarczyłoby kliknąć na przekrój pokoleniowy, środowiskowy czy zawodowy. Równocześnie mogliby zrozumieć, czemu ci, co pamiętają komunizm, nazywają go okresem pogardy dla człowieka.

Trzeba przy tym pamiętać, że akta SB to materiały autentyczne, ale nie zawsze prawdziwe. Tak więc byłam i jestem za lustracją, ale równocześnie uważam, że ksiądz Tadeusz Zaleski powinien był trochę poczekać – żebyśmy mogli bez zakłóceń wspominać i wymieniać z przyjaciółmi uwagi o wizycie papieża. Z drugiej strony Kościół powinien – i jest to nieodzowne w zaistniałej sytuacji – zarysować jasny tryb postępowania w sprawie rozpoczętej przez ks. Tadeusza Zaleskiego.

Dłuższe milczenie może podważyć zaufanie do instytucji.

A wcześniej tak się chciało porozmawiać jeszcze o wizycie papieża. Choćby o jego odwiedzinach w Auschwitz, analizowanych w sposób zaskakująco głęboki – ku mojej radości – w prasie niemieckiej. Jego przekaz, że to nie Bóg zdradził człowieka, ale człowiek zdradził Boga, zaprzeczając godności każdej osoby ludzkiej, tracąc zdolność odróżniania dobra od zła oraz „odwagę dobra” – pokazał największy wymiar tragedii Auschwitz. Benedykt XVI pokazał najwyższą cenę, jaką zapłacili oprawcy za swoje zbrodnie: zerwanie relacji ze sobą jako podmiotem moralnym.

Co więcej, wyeksponował tu problem wolności. Testowanie ludzkiej „odwagi dobra” i zdolności do wzięcia odpowiedzialności za własne czyny wymaga wolności. Pełny determinizm oznaczałby niewinność oprawców. W Auschwitz siłą sprawczą był człowiek i system, a nie boskie wyroki.

za: Ozon.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze