Jan Szczepankiewicz: W obronie prawdziwej tolerancji i słusznej ksenofobii

Kategoria: Opinie

niedziela, 25. lutego 2007

Nie znam wstrętniejszego pojęcia, niż „tolerancja”. „Tolerancja” w obecnym znaczeniu, oznacza zgodę na istnienie zjawisk, które dość, że z samej natury są nam wstrętne, to jeszcze posiadać mają praktycznie nieograniczone prawo do bezkarnej ekspresji i wzrostu. Lansowana powszechnie poprawność polityczna, świecka tradycja i nowotwór obyczajowy, promują najbardziej nieodpowiedzialne działania.

Ochraniając ohydne zbrodnie i dewiacje, namiętnie zwalczają przejawy zdrowego rozsądku oraz negują sprawdzone systemy wartości. Niemiłosiernie tępią przy tym - naturalne zróżnicowanie, piękne preferencje i uzasadnione obawy. Negacją poprawnej „tolerancji” jest odsądzana od czci i od wiary – „nietolerancja”, czyli tendencyjnie ukazany zestaw normalnych, ludzkich zachowań wobec zjawisk lub osób, które uznamy za wrogie naszemu Bogu, naszym rodakom i naszym bliskim.
Jeżeli znoszenie cudzych praktyk uważamy za ewidentnie szkodliwe dla wyznawanych przez nas wartości, jeżeli czyjeś postępki, zamieniają się w występki - brak działania z naszej strony przeradza się w grzech zaniechania.
Cnota cierpliwości musi się szczycić umiarem i umiejętnością przewidywania następstw. Prawdziwa tolerancja kończy się zatem tam, gdzie zaczyna się zdeprawowana i destrukcyjna – „tolerancja”.

Przyrodnią siostrą „nietolerancji” jest „ksenofobia”. Dzisiejsze znaczenie tego słowa, nadaje jej wyjątkowo przekłamany i negatywny charakter. Osoba wykazująca tendencje „ksenofobiczne” charakteryzuje się rozchwianiem psychicznym, brakiem podstawowej wiedzy i wymaga, podobnie jak człowiek nietolerancyjny – resocjalizacji, reedukacji i inwiligacji.
Ludzie ci muszą być przy tym izolowani od wrażliwych grup społecznych. Nie należy ich zatem dopuszczać do pracy z młodzieżą, a także przed kamery i do mikrofonu. Najbardziej zagrożeni są przecież „niezorientowani wyborcy”. Przesłanką „sanitarnych” zaleceń, staje się więc konkluzja, że osoby „nietolerancyjne” lub „ksenofobiczne”, mogą wpływać na zachowania innych, stanowiąc zagrożenie dla wolności osobistej, ładu społecznego, światowego pokoju i „postępu” całej ludzkości.
Niektórzy przypisują im wręcz skłonności - kryminalne.

Normalnie rozumiana ksenofobia oznacza ostrożność w kontaktach z obcymi i jest niezbędnym elementem tworzenia każdej wspólnoty. Dopiero w warunkach zagrożenia interesów narodowych lub środowiskowych, może przerodzić się w nienawiść i zrodzić akty agresji.

„Tolerancja” – „nietolerancja” , czy „ksenofobia”, stanowią dziś oręż do walki z każdą „niewłaściwą” ideą, „niesłusznym” sądem i niewygodnym przeciwnikiem politycznym. W zasadzie mamy do czynienia z podstępem, gdzie pod wyrosłym z greki i łaciny - brzmieniem, kryją się nowe, zniekształcone w stosunku do pierwotnych - pojęcia.
Kto nie praktykuje nowej wiary, czyli nie jest „nowym człowiekiem”, „europejczykiem” lub wesołym, bezmyślnym idiotą – staje się automatycznie zagrożeniem publicznym.

Granice prawdziwej tolerancji wyznaczają: zrozumienie, życzliwość i miłosierdzie. Poza te granice ewidentnie wykracza zezwolenie na: przestępstwo, zamach, dewiacje, czy publiczny grzech.
Tolerancja i gościnność nie powinny być narzucane siłą i nie mogą nam szkodzić.

Konkludując. Czy obawy przed osobami, których „system wartości” oraz „wychowanie”, kształtowały np. państwa totalitarne, idee rewolucyjne, zamknięte sekty religijne, odrażający zboczeńcy lub kryminalne związki - są przejawem chorobliwej nieufności i mogą być źródłem nagannej narodowej, religijnej, seksualnej lub społecznej dyskryminacji?
Czy możemy akceptować odmienność w takim wydaniu? Czy nasze obawy, są tu nieuzasadnione? Czy instynkt samozachowawczy ma „reliktowy charakter”?
Nie unikniemy także pytania o to, kiedy brak tolerancji w normalnym znaczeniu, zaczyna być rzeczywiście zjawiskiem nagannym, a obawy przed obcym przesadne?

Naszą świadomość kształtują: geny, wychowanie, nauka, doświadczenie, narodowa historia i wiara Ojców. Jeżeli damy się uwieść, ograbić i rozbroić, to musimy być przygotowani na bardzo niemiłe niespodzianki.
Któregoś dnia, nasz niezwykle spokojny sąsiad, rozerwie szatę i krzyknie:
„Ja mam sine ryby na piersiach, jam jest Azja, kość z kości Tuhaj- bejowej!”
Czy zdobędziemy się wtedy na właściwą odpowiedź?

Jan Szczepankiewicz
- autor jest prezesem zarządu Krajowego Forum Przedsiębiorczości


1 komentarz

  1. BKM niedziela, 25. lutego 2007

    świetne, adres dostałam za pośrednictwem STP:))

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze