Jan Szczepankiewicz: Wunderwaffe Angeli Merkel?

Kategoria: Opinie

niedziela, 4. lutego 2007

 Przewodnictwo niemieckie w Unii Europejskiej przebiegać ma pod hasłem reanimacji idei traktatu konstytucyjnego. Angela Merkel w przemówieniu do biznesu zauważyła, że musimy sobie zadać pytanie: po co nam ta Unia jest potrzebna? Bardzo dobre pytanie.

Mówiąc o argumentach, jakich chce użyć, by przekonać niezdecydowane społeczeństwa, na pierwszym miejscu postawiła wprowadzenie zapisu o rzeczywistej solidarności w zakresie zaopatrzenia w energię.
Czyżby stosowna umowa Unii z Rosją i unijne gwarancje na ew. awaryjne dostawy?
Niemiecka Kanclerz przystaje dziś jedynie na modyfikację niektórych zapisów istniejącego projektu. Konstytucja ta zmienia bowiem zasady podejmowania decyzji, a siłę kraju łączy bezpośrednio z liczbą jego ludności. To daje Niemcom prymat w zjednoczonej Europie.

Rząd niemiecki uspokaja nas, że nie będzie wspierał roszczeń majątkowych, kierowanych wobec Polski przez powiernictwo pruskie. Zatem niech sobie radzą sami, w ramach obowiązującego, europejskiego porządku prawnego.
Hitem największej konferencji prasowej na świecie, było szczere stwierdzenie prezydenta Putina, że Rosja nie używa swoich surowców do realizacji celów politycznych.
Świat odetchnął z ulgą.

Niemcy rozpoczęły i przegrały dwie wojny światowe. Związek Radziecki, którego spadkobierczynią jest dzisiejsza Rosja, był natomiast agresorem, który ostatnią wojnę - wygrał
Nie wytrzymał jednak, prowadzonego z wolnym światem, wyścigu zbrojeń. Efektem był rozkład i utrata międzynarodowej pozycji. Dało to możliwość zakwestionowania jałtańskiego porządku w Europie środkowej i wschodniej.
Niemcy włączyły tereny d. NRD, przeniosły stolice do Berlina i jak zwykle zaczęły spoglądać - na wschód.. Przywrócenie stanu sprzed wojny, wymaga dziś jedynie powrotu na nasze, piastowskie Ziemie Odzyskane.
Ostatnio Niemcy podnieśli głowy, agresywnie dochodzą swych praw przed sądami, u siebie stosuje (niezgodne z prawem) praktyki asymilacyjne w stosunku do polskiej mniejszości, próbują (podobnie jak Rosjanie) weryfikować zbrodnie i przerzucać odpowiedzialność.
Stosunki sąsiedzkie, nie mogą więc być, w rzeczywistości dobre.
Kolonizację w takiej, czy innej formie, ułatwiłby - de facto, wspólny organizm państwowy. Stworzeniem tych ułatwień, nie możemy być zainteresowani.

Utrzymanie szeroko rozumianej suwerenności państwowej, najbardziej leży w interesie krajów o złych doświadczeniach historycznych i aktualnie mniejszym potencjale ogólnym.
Projekt traktatu konstytucyjnego, był propozycją słabą intelektualnie i wręcz niemoralną. Nieoczekiwanie, został odrzucony przez społeczeństwa, na które bardzo liczono. Konsekwencji jednak nie uznano, bo podważały rzeczywisty sens forsowania idei wspólnej Europy.
Unia nie jest dziś popularna. Podobnie jak większość jej społeczeństw, przeżywa potężny kryzys. Wiele wspólnych przedsięwzięć poniosło spektakularne fiasko, jak choćby ośmieszona Strategia Lizbońska, czy nie lubiane, a na siłę forsowane – euro.
Miast rosyjskich zapewnień i unijnych gwarancji, najlepiej posłuży nam silne, polskie państwo i dywersyfikacja w zakresie realizacji zakupów energetycznych. Oparta na wolnym, światowym rynku.
Rurociąg Bałtycki, który ma omijać „niestabilną” część Europy, nie świadczy dobrze o intencjach naszych sąsiadów. Niemcy i Rosja powinny pamiętać, że są, co najwyżej - państwami politycznych, a także moralnych ozdrowieńców.
Nie mają więc prawa oceniać, prognozować, a tym bardziej gwarantować niczyjej „stabilności”. I to w żadnym zakresie.

Ew. niemieckie propozycje dotyczące tworzenia konstytucji wspólnego państwa, należy stanowczo odrzucić. W naszym interesie jest Unia, rozumiana jako wspólnota suwerennych państw. Wspólne państwo i wspólna waluta nie są dziś Polsce potrzebne.

 

 Jan Szczepankiewicz
- autor jest prezesem zarządu
Krajowego Forum Przedsiębiorczości

 


Dodaj swój komentarz: