Janusz Korwin-Mikke: Coś się rusza
Kategoria: Opinie
wtorek, 24. października 2006
Na Zachodzie powstała ongiś szlachetna, acz całkowicie utopijna, idea Anarchii - która na Wschodzie została dość szybko przerobiona na socjal-anarchizn, anarcho-syndykalizm, a nawet anarcho-komunizm (brzmi to idiotycznie, jak “indywidualistyczny kolektywizm” - ale fakt!!).
Otóż pierwszym teoretykiem i praktykiem tej lewicowej odmiany anarchizmu był książę Piotr $$ Kropotkin. Był to człowiek niesamowicie czynny, więc doktrynę dopasował do swojej osobowości. Rzucił mianowicie hasło: “Cel - niczym! Ruch - wszystkim!”
Możemy obecnie zauważyć, że coś w Europie zaczyna się ruszać. Przedtem Europa zamrożona była przez Układ Jałtański, umocniony dodatkowo Żelazna Kurtyną. Jedyną zmianą czegokolwiek w Europie po wojnie było przekazanie za czasów tow. Aniceta (”Nikity”) Chruszczowa (który był Ukraińcem), zabranego Tatarom Krymu - Ukrainie. Poza tym granice były stabilne, jak nigdy.
Rządzący Europą Czerwoni postanowili to jeszcze umocnić, zawierając porozumienie “O niezmienianiu siłą granic w Europie”. Porozumienie to miało doniosłe znaczenie. Do tej pory bowiem wśród reżymów rządzących na świecie panowała “dzika drapieżna konkurencja”. Jak któryś był słaby i zły, to sąsiedzi go pożerali (jak Polskę przedrozbiorową) lub napadali i obdzierali z terytoriów, czasem tylko zmieniali reżym (jak we Francji po obaleniu krwawych rządów “małego kaprala”). Rządy musiały też uważać, by nie obalili ich właśni poddani często z pomocą pieniędzy sąsiadów) - musiały więc zachowywać się w miarę przyzwoicie, nie obdzierać ich poprzez podatki i nie gnębić zanadto.
Zawarcie tego porozumienia zmieniło wszystko. Rządy poczuły się bezpieczne w swoich granicach - z drugiej zaś strony straciły nadzieję, że będzie się można wzbogacić łupiąc sąsiada. Zajęły się więc bezkarnym obecnie łupieniem własnych obywateli…
Ale to osobna kwestia. Tu pragnę tylko zauważyć, że “helsiński” porządek jest już zrujnowany - i coś zaczyna się dziać.
Porządek został zniszczony przez Amerykanów, którzy znienacka najechali na suwerenny kraj, Jugosławię, bez wypowiedzenia wojny (!!) zbombardowali ją z powietrze, po czym dobrotliwie patronowali odchodzeniu Słowenii, Chorwacji, Bośni z Hercegowiną, Macedonii, Czarnogórze…
… i do tej pory od biedy jakoś to klajstrowano, bo Jugosławia składała się z federacyjnych republik. Ale teraz na porządku dziennym stoi sprawa Kosowa…
Kosowo jest ziemią historycznie serbską. Ponieważ jednak osiedlili się tam Albańczycy, a przyrost naturalny mieli ze trzy razy wyższy, obecnie 90% mieszkańców Kosowa to Albańczycy, żądający obecnie niepodległości. Mogli siedzieć cicho w międzynarodowej Jugosławii - ale nie w narodowym państwie serbskim!
za: www.temi.pl

