Karol Radziewicz: Potomkowie Sejmu Wielkiego
Kategoria: Opinie
poniedziałek, 30. kwietnia 2007
Z 17 tysięcy żyjących potomków tych, którzy przyczynili się do uchwalenia Konstytucji 3 maja, powstanie stowarzyszenie, które zmieni Polskę. Pierwszego e-maila doktor Marek Minakowski wysłał przed trzema laty. Przyznaje, że odzew był niewielki.
Wymyśliłem powołanie stowarzyszenia ojców założycieli Rzeczypospolitej, aby pokazać młodzieży, że pokolenie polskich elit nie zginęło – mówi pomysłodawca i jeden z założycieli Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego.
W założeniu miało ono być polskim odpowiednikiem istniejącego w USA Narodowego Stowarzyszenia Synów Amerykańskiej Rewolucji – małej, elitarnej organizacji skupiającej między innymi kilku prezydentów USA.
Minakowski uznał, że założycielami demokratycznej Rzeczypospolitej było 461 posłów i senatorów Sejmu Wielkiego. Po 200 latach zaczął szukać ich potomków. Do dziś odnalazł około 17 tysięcy, choć w bazie danych zgromadził biogramy ponad 40 tysięcy osób, wliczając małżonków i teściów. – Każde społeczeństwo musi mieć głowę, czyli fundament – mówi Marek Minakowski.
Potomków można znaleźć wszędzie. W instytucjach państwowych, w największych firmach polskich i zagranicznych, no i w Sejmie. Są politykami, dyplomatami, dziennikarzami, zajmują się biznesem i sztuką.
Pełnią też funkcje prezydenta i premiera. Lech i Jarosław Kaczyńscy są bowiem potomkami Fryderyka Jakuba Psarskiego, podkomorzego wieluńskiego, a jeden z liderów PO Bronisław Komorowski wywodzi się od łowczego litewskiego Józefa Zabiegłły i pisarza kowieńskiego Tomasza Mineyki.
Potomkami są też aktorka Beata Tyszkiewicz, prezes Znaku Henryk Woźniakowski, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ksiądz Adam Boniecki, malarz Franciszek Starowieyski i szef radiowej Trójki Krzysztof Skowroński.
Na pierwszy zjazd, który odbywał się w sali Lelewela Instytutu Historii w Warszawie w styczniu 2007 roku, przyjechało z całego świata 140 potomków. Potomków tych, którzy uchwalali Konstytucję 3 maja, i tych, którzy potem przyłączyli się do targowicy. Do sali mógł wejść każdy, pod warunkiem że udowodnił swe pochodzenie od członków sejmu. Kilka osób nie zostało wpuszczonych.
– Jesteśmy historycznym łącznikiem między epokami – mówił do kuzynów i kuzynek Andrzej Iwicki – historia bowiem nie stanowi dla nas szkolnego przedmiotu, lecz jest rodzinną opowieścią o godnej służbie dla polskiego państwa.
Choć stowarzyszenie nie zostało jeszcze oficjalnie zarejestrowane, to tymczasowy sekretarz Michał Kwilecki z Brukseli mówi, że już powołano deputacje (grupy) tematyczne, które mają zająć się najważniejszymi sprawami – historycznymi, genealogicznymi, prawnymi. Powstały też chorągwie zagraniczne, które będą filiami stowarzyszenia organizującymi konferencje, wystawy i odczyty. – Nie chcemy być stowarzyszeniem, które rozwiązuje problemy przeszłości, ale współczesności – mówi Michał Kwilecki.
Następny zjazd szykowany jest na koniec maja.
Udowodnił genealogicznie, że Zawisza Czarny, Skłodowska-Curie, Kopernik oraz Norwid z pewnością byli krewniakami
Największym odkryciem Marka Minakowskiego, 35-letniego filozofa, historyka i dyrektora w portalu Onet.pl, jest to, że ludzie z podręczników historii nie są anonimowi, bo każdy Polak może znaleźć związki rodzinne. I to odkrycie, którego dokonał jako nastolatek, spowodowało, że historia i genealogia stały się jego pasją: tak jak inni kolekcjonują znaczki, tak doktor Minakowski kolekcjonuje Polaków, którzy żyli między XIII a XX wiekiem. W jego zbiorach jest już 240 tysięcy osób żyjących na terenie Rzeczypospolitej, z którymi potrafił pokazać koligacje.
Zaczęło się jeszcze w liceum w Olsztynie, gdy Marek Minakowski znalazł w słowniku biograficznym nazwisko swojej babci Radzickiej, która była potomkiem Józefa Radzickiego, podkomorzego zakroczymskiego, który zasiadał w Sejmie Wielkim.
Babcia przypomniała sobie, że słyszała o nim w dzieciństwie, ale nie potrafiła podać dokładnych koligacji. Minakowski wiele czasu spędził w archiwach, zanim dokładnie odtworzył, że poseł był pradziadkiem dziadka babci Zosi.
Marek Minakowski zbiera ludzi ze strzępków genealogii. Skanuje wielkie herbarze szlacheckie i drzewa genealogiczne i wsysa wszystko do komputera. Potem wystarczy wszystkie kawałki połączyć w drzewa, by nikt się nie zgubił. Do tego służy specjalny program, który sam opracował. Nikt przed nim nawet nie próbował czegoś takiego dokonać. – Bez komputera nie dałoby się nad tym w ogóle zapanować – mówi doktor Minakowski.
Tak właśnie powstała największa w Polsce baza danych, w której każdy może odszukać swojego przodka.
Dzięki temu Marek Minakowski odnalazł swego najstarszego protoplastę, XV-wiecznego Dziersłąwa z rodu Nałęczów zwanego Róg, dziedzica wsi Radzicz.
Minakowski nie jest szlachcicem – jedynie praprawnukiem Karola Minakowskiego, od 1848 aktora Teatru Wielkiego w Warszawie, sądzonego w procesie Traugutta, który po powrocie z zesłania z Archangielska poślubił szlachciankę.
– W moich badaniach najbardziej interesowały mnie odpowiedzi na proste pytania: z kim mógł się spotykać Mickiewicz albo Kopernik i czy Kochanowski mógł siedzieć z Rejem przy jednym stole na rodzinnej imprezie – mówi Marek Minakowski, któremu jako pierwszemu udało się genealogicznie udowodnić, że Zawisza Czarny, Kopernik, Norwid i Skłodowska-Curie byli spokrewnieni. Wszystkich ich można znaleźć w jego książce „Ci wielcy Polacy to nasza rodzina” wydanej na CD-ROM. Produktem ubocznym tej wielkiej bazy danych była baza posłów i senatorów Sejmu Czteroletniego, ich rodzeństwa i potomków, czyli całej elity politycznej Polski XVIII wieku.
Doktora Minakowskiego, choć dużo wie o swoich przodkach, wciąż dręczą te same pytania: – Czy Józef Radzicki myślał o swoim potomku Marku Minakowskim, gdy podpisywał się pod Konstytucją 3 maja? – zastanawia się. – Gdyby nie myślał – odpowiada sobie doktor Minakowski – czułbym się w pewnym sensie zdradzony. Dlatego ja też muszę myśleć o moich praprapraprawnukach.
za: Przekroj.pl

