Krzysztof Bosak: Aseksualni?

Kategoria: Opinie

poniedziałek, 11. września 2006

Ktoś niegdyś trafnie zauważył, że ateiści to tacy ludzie, którzy tak bardzo nie wierzą w istnienie Boga, że uczynili go swoim głównym przeciwnikiem, w walkę z którym angażują całą swoją energię. Jak się okazuje ten fenomen ze sfery ducha, potrafi również zaistnieć w całkiem materialnym, a nawet zmysłowym wymiarze.

Ostatnio wpadła mi w ręce jedna z bezpłatnych gazet, a w niej rzucił się w oczy komunikat: Aseksualni wkraczają do Polski. O co chodzi? Okazuje się, że na krętej ścieżce postępu czeka nas jeszcze kilka niespodzianek. Pluton – wyrokiem astronomów - w ostatnich dniach przestał być planetą, zmniejszając tym samym liczbę planet w układzie słonecznym o jeden. W ramach rekompensaty przybyła nam za to nowa orientacja seksualna! Gdzieś pomiędzy kobietami – podobno z Marsa, i mężczyznami – dla odmiany z Wenus, gdzieś pomiędzy hetero-, homo-, bi- et cetera rozbłysła nowa gwiazda – aseksualności. Chodzi o ludzi, którzy nie odczuwają pociągu ani do płci przeciwnej, ani do własnej i w ogóle uważają, że w ich życiu seksualność nie istnieje. Sądził już człowiek, że nic go nie zaskoczy…

- Nieszkodliwe dziwactwo – powie i wzruszy ramionami zjadacz chleba pozbawiony kontrrewolucyjnej czujności. Nic z tego! Jest nowa orientacja – trzeba więc walczyć o nowe „prawa”. Tak więc jako ludzie całkowicie pozbawieni zainteresowania seksem aseksualni – jak się dowiadujemy – zorganizowali się w międzynarodowej organizacji działającej na całym świecie, wydają biuletyny, organizują sympozja. Czy dyskutują na nich o prawie do nieuprawiania seksu? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że ich organizacja „wkracza” do Polski. Jak na organizację ludzi wybitnie nie zainteresowanych seksem, zacząć mają od… kampanii billboardowej promującej aseksualność! „Przekaz reklamowy ma być totalnym zaskoczeniem, więc proszę zrozumieć, że chodzi nam o utrzymanie całej sprawy w tajemnicy” – deklaruje koordynatorka akcji.

Z tekstu dowiadujemy się jeszcze, że owi ludzi po pierwsze czują się dyskryminowani, po drugie zaś będą walczyć o swoje prawa. Jeśli chodzi o dyskryminację – przewrotny umysł jeszcze coś wykonstruuje. Ot choćby dyskryminacja aseksualnych w miejscu pracy w państwach, gdzie zalegalizowano prostytucję. Może i o jakieś odszkodowania mogli by przed sądami powalczyć. Kwestia „praw” – to już łamigłówka ponad siły…

Żarty jednak na bok. Czemu zatrzymuję uwagę nad tym kuriozum? Nagięcie zasad logiki w tak dużym stężeniu obnaża absurdy, do jakich prowadzi cały ten emancypacyjny dyskurs. Złamane zostały co najmniej dwie istotne zasady, na jakich budowana była nasza cywilizacja.
Pierwsza z nich to zasada podziału na sferę publiczną i sferę prywatną. Są sprawy, które dotyczą życia zbiorowego, i one regulowane są przez prawo i odpowiednie instytucje. Są również sprawy indywidualne, prywatne, intymne. Leżą one w tym obszarze życia, którego prawo nie reguluje i który wobec prawa i instytucji żadnych oczekiwań formułować nie może. Jest to bowiem sfera indywidualnej wolności, którą w cywilizowane ramy wtłaczać powinna kultura. Tak więc rodzina, ze względu na jej doniosłą rolę wychowywania przyszłych obywateli, w sposób oczywisty przez państwowy system prawno-instytucjonalny uwzględniona być musi. Ale nie ma żadnych podstaw by jakiekolwiek rozwiązania budować na podstawie takich czy innych preferencji erotycznych. Niezależnie czy chodzi o konkubinaty, jednopłciowe związku partnerskie, „prawa” aseksualnych czy poligamię.

Drugi błąd, który niechybnie prowadzi na manowce to tchórzliwa ucieczka od wartościowania. Opisując z tą samą powagą rzeczy poważne, jak i głupoty, zamiast zachować obiektywizm fałszujemy rzeczywistość. Liberalny projekt wyważonego pogodzenia wszystkich punktów widzenia to sprzeczny układ równań. Nieuniknione jest przyjęcie układu odniesienia, systemu wartości fundamentalnych. Lepiej więc zamiast wikłać się w faryzejskich rozważaniach i kluczyć w pozorowaniu bezstronności - wybrać. Różnie bowiem się formułuje ten, mniej lub bardziej trwały punkt zaczepienia. Dla jednych będzie to zdrowy rozsądek, dla innych mądrość pokoleń wyrażana w tradycji i utrwalonych obyczajach, dla kolejnych odwieczny ład opisany jako prawo naturalne, inni jeszcze powiedzą wprost o Dekalogu i Boskiej woli.

Tak czy inaczej wyznawcy absurdów, ludzie wpisujący na swe sztandary swe erotyczne dziwactwa i ich przyboczna hałastra lewicy emancypacyjnej w zdrowym społeczeństwie powinny się znajdować na bezpiecznie wąskim marginesie. Sprawdzone zasady nie czynienia z życia prywatnego sprawy publicznej i rozdzielenia tego co dobre i znane od tego co obce i nienormalne pomogą nam tym zdrowiem cieszyć się jak najdłużej. Nawet jeśli już wkrótce z billboardów witać nas będą zalotne spojrzenia… aseksualnych.

Krzysztof Bosak - tekst ukazal się w miesięczniku “Racja Polska”


Komentarzy: 2

  1. prawdziwy prawicowiec z UPR poniedziałek, 11. września 2006

    Już drugi raz ci powtarzam to samo, palancie, ale jak widać bez rezultatu. Weź się nie kompromituj przed milionami internautów, erudyto jak z koziej dupy trąba! Od kiedy to kobiety są z Marsa, a mężczyźni z Wenus? Buchachacha!!!

  2. szopen poniedziałek, 11. września 2006

    P* za przeproszeniem - p oprzeczytaniu pierwszego zdania (ateiści to tacy ludzie, którzy tak bardzo nie wierzą w istnienie Boga, że uczynili go swoim głównym przeciwnikiem, w walkę z którym angażują całą swoją energię) przestalem czytac. Dlaczego? Bo pokazuje ono tendencje autora do naginania rzeczywistosci do swoich pogladow. Ateisci to tacy ludzie, ktorzy nie wierza w Boga chrzescijan, Boga muzulmanow, nie wierza w greckich bogow, w chinskich ani w krasnoludki. I tyle.

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze