Krzysztof Bukiel: Walczymy o prywatyzację
Kategoria: Opinie
środa, 20. czerwca 2007
O bombie w szpitalu, lekarzach-przedsiębiorcach i społecznym niezrozumieniu
Z Krzysztofem Bukielem, przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Jacek Dziedzina
Jacek Dziedzina: Czuje się Pan terrorystą?
Krzysztof Bukiel: To biskup łomżyński tak powiedział o lekarzach, że stosują metody terrorystyczne. Wysłaliśmy do niego list w tej sprawie.
A jeśli rząd zechce zastosować metody antyterrorystyczne?
A co, będą strzelać do nas? My prawa nie łamiemy. Terroryzm to jest łamanie prawa.
Co robią teraz lekarze, którzy złożyli wypowiedzenia?
Na razie czekają, aż minie okres wypowiedzenia, bo nie można z dnia na dzień zrezygnować z pracy. Można porzucić pracę, ale wtedy są pewne konsekwencje prawne. Lekarze zatem nie porzucają pracy, tylko ją wypowiadają z trzymiesięcznym wyprzedzeniem.
A co potem?
Przyjdzie taki dzień, że do szpitala, w którym pracuje stu lekarzy, do pracy przyjdzie tylko osiemnastu. Wtedy zacznie się pewnie gorączkowa krzątanina dyrektora, który nie będzie wiedział, co z tym zrobić. Może zaprosi lekarzy do rozmowy, proponując im lepsze wynagrodzenie. I chyba tylko tyle może zrobić, próbując nakłonić ich do powrotu do pracy. Jeśli tego nie zrobi, będzie musiał zapewnić przesyłanie chorych do innego szpitala albo pacjenci będą musieli zatrudnić lekarzy prywatnie.
Czuje Pan odpowiedzialność za tych lekarzy, którzy odchodzą?
Za co mam ponosić odpowiedzialność?
Przypominam, że jest Pan szefem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który steruje strajkiem… Nie martwi się Pan o karierę lekarzy, którzy złożyli wypowiedzenia?
Kariera tych ludzi nie jest zagrożona. W Polsce jest za mało lekarzy. Nie ma innego kraju w Europie, gdzie by było tak mało lekarzy. Nie będzie takiej sytuacji, że lekarze nie będą mieli co robić. Nawet jeśli tak to wygląda, np. wyczerpują się limity w szpitalu, nie można więcej przyjmować, to dlatego, że umowa z Narodowym Funduszem Zdrowia tego nie przewiduje. Ale nie dlatego, że nie ma zapotrzebowania na usługi lekarskie, tylko że płatnik, czyli państwo, nie wywiązuje się z tego obowiązku, nie płaci i ludzie już nie mogą przychodzić, i leczą się prywatnie. Ja nie mogę odpowiadać za te rzeczy. Gdybym był premierem rządu albo ministrem zdrowia, to mógłbym brać odpowiedzialność. Jeśli piekarz, prawnik lub taksówkarz, który nie jest zadowolony ze swojej pracy, rezygnuje z niej, i przez to ktoś nie kupi sobie bułki lub nie dojedzie na ważne spotkanie, to czy można tego piekarza czy taksówkarza obarczać odpowiedzialnością za rzeczy, na które on nie ma wpływu? Ja też nie mam wpływu na to, jak będzie zorganizowana polska służba zdrowia.
Mówił Pan, także w rozmowie z “Gościem”, że celem tego strajku jest tak naprawdę poruszenie rządu i społeczeństwa, żeby zacząć prywatyzację służby zdrowia. Ale na plakatach w strajkujących szpitalach nie wiedziałem takich postulatów. Wszędzie tylko żądania podwyżek. Czy zatem ktoś w środowisku, poza Panem, chce tej prywatyzacji? Czy chodzi w rzeczywistości tylko o kasę?
Na pewno większość myśli tak jak ja, że potrzebna jest reforma. Ale nie chciałbym, żeby obarczał pan odpowiedzialnością ludzi, którzy nie mogą odpowiadać za to, że nie zapadną żadne decyzje. My mówiąc o reformie, nie blefujemy, tylko rzeczywiście chcemy zmian systemowych, które spowodują, że lekarz będzie lepiej zarabiał, pacjent będzie lepiej zaopatrzony, a pieniądze będą lepiej wydawane. Ale to nie od nas zależy. Jeśli rządzący powiedzą: nie reformujemy, tylko dajemy wam jakąś podwyżkę – to jest rzeczą oczywistą, że lekarze wezmą pieniądze, jeśli podwyżki będą odpowiednio duże.
Jeśli teraz rząd się ugnie i będzie podwyżka, to pewnie w przyszłym roku znowu zastrajkujecie, zachęceni zwycięstwem? Tak samo było w ubiegłym roku: wywalczyliście podwyżki i dzisiaj znowu są strajki.
Nie, nie. W tamtym roku od początku mówiliśmy, o jakie kwoty chodzi i że to jest pierwszy etap. Widzi pan, ludzie usłyszeli, że strajkują nauczyciele. Ale nikt nie wnikał tak naprawdę, jakie były postulaty, bo to ludzi nie interesuje. I tak samo nie mieli ochoty słuchać tego, co my mówiliśmy rok temu. Tym bardziej że rządzący nie chcieli mówić wszystkiego, o co nam chodzi, tylko wybrali sobie fragmencik, który im odpowiadał: chcieli podwyżki, dostali i koniec. Amen. A my od początku mówiliśmy, że to nie jest koniec, tylko to jest początek pewnego procesu. Tak więc to nie jest tak, że dzisiaj dostaniemy, a jutro będziemy na nowo protestować, chyba że będzie porozumienie, że teraz dostajemy część, a w przyszłym roku mamy dostać drugą część, a nie dostaniemy. Wcale nie myślimy w taki sposób, że teraz dostaliśmy trochę, to w przyszłym roku znowu trochę wyrwiemy.
Całość na Onet.pl
Komentarzy: 3
- nagodzic środa, 20. czerwca 2007
Te związkowe wyrodki udają wolnorynkowców. Przednie! Czy ktoś słyszał postulat likwidacji ZUS? Każdy taki "bukiel" chce kasy podatnika. Ale woli ją brać całkiem za darmo. Z diet.
- Sławomir Staszak środa, 20. czerwca 2007
Dokąd zmierza OZZL? http://kapitalizm.org/?action=show_article&art_id=2490
- Przemo Kudliński środa, 20. czerwca 2007
Pan Krzysztof Bukiel to super działacz, gdy pomagałem Szpitalowi Powiatowemu w Czarnkowie, czy dyr. Szpitala w Torzymiu, a przecież nie mam żadnych powiązań ze służbą zdrowie - Bukiel na nic nie miał czasu, bo to pewnie mało medialne było. Dałem sobie jednak radę bez jego pomocy, Bukiel to bardzo wiarygodny człowiek, tak bardzo wiarygodny że gdybym miał się u niego leczyć wolałbym do znachora.

