Krzysztof Zagozda: Stan wojenny w koalicji
Kategoria: Opinie
sobota, 14. lipca 2007
Retoryka kongresowego wystąpienia Romana Giertycha mocno zyskuje na wadze w kontekscie bieżących okoliczności politycznych. Dość przypomnieć, że choć przemawiał on przede wszystkim z pozycji szefa partii konkurencyjnej wobec Prawa i Sprawiedliwości, to jednak ani na moment nie zapomniał o swoim wicepremierostwie i każdym słowem budował wizerunek lojalnego koalicjanta. Wzmocnił go jeszcze swoją aktywnością w pierwszych godzinach po dymisji Andrzeja Leppera, kiedy to apelował do obu stron konfliktu o polityczny rozsądek i powstrzymanie się od pochopnych działań. Strategia Giertycha staje się zatem coraz czytelniejsza. Jest ona prostą realizacją rzuconego przez Ligę wiele miesięcy temu hasła: “zero radykalizmu”. Rzecz jasna nie chodzi tu o rezygnację z trwania przy tradycyjnych wartościach, ale o metodę uprawiania polityki, o sposoby prezentowania poglądów i komunikowania się z ideowymi przeciwnikami, głównie wywodzącymi się z koalicyjnych szeregów. Podjęcie przez Giertycha próby zmiany wizerunku we wszystkich wymienionych obszarach jest niewątpliwie ważnym elementem permanentnej kampanii wyborczej, rozgrywanej przez wszystkich liczących się graczy sceny politycznej.
Najbardziej agresywną i zupełnie odmienną od Giertychowej wydaje się być strategia Prawa i Sprawiedliwości. I to nie w stosunku do partii pozostających - przynajmniej nominalnie - w opozycji, ale wobec koalicjantów. Wszyscy pamiętamy przecież sposób rozegrania przez Kaczyńskich tzw. grupą Kowalskiego. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że LPR utraciła wówczas nie tylko kilka szabel w parlamencie, ale i wielu działaczy terenowych mających niejednokrotnie decydujący wpływ na prężność i mobilność struktur. Większość z nich, szybko porzucona przez PiS, pozostaje teraz poza polityką. Dziś rolę podobną do Kowalskiego zaczyna odgrywać eurodeputowany Ryszard Czarnecki, który tak naprawdę do partii Leppera pasował od zawsze jak pięść do nosa. Sens jego dotychczasowego pozostawania w tym ugrupowaniu ujawnia się być może dopiero teraz. Wydarzenia kolejnych dni mogą przynieść wielkie zmiany wewnątrz Samoobrony. Jest to bowiem klasyczna partia typu wodzowskiego, w której osoba lidera zastępuje ideologię. To on stanowi jedyne spoiwo łączące to środowisko, determinuje wręcz sens jego trwania. Warto zatem postawić pytanie: czy możliwe jest funkcjonowanie Samoobrony bez Leppera? Do ustawowego końca bieżącej kadencji z pewnością może trwać jej klub parlamentarny, będący bez reszty zakładnikiem PiS-u. Nie trzeba bowiem wielkiej przenikliwości, by przewidzieć gwałtowny spadek notowań partii pozbawionej swojej dotychczasowej ikony, skutkujący brakiem jakichkolwiek szans na zaistnienie w kolejnym wyborczym rozdaniu.
Nie ma co liczyć na przyznanie się Kaczyńskich do faktu toczenia totalnej wojny z koalicjantami. Za bardzo kłóciłoby się to z pożądanym przez nich wizerunkiem reformatorów państwa i budowniczych IV Rzeczypospolitej. Co prawda udaje im się jak dotąd skutecznie zwodzić patriotyczny w swej głównej masie elektorat, ale dzieje się tak przede wszystkim dzięki skłonnościom do działań zakulisowych i upodobaniom do politycznego lawirowania. Nie byłoby to możliwe bez kontrolowania większości organów państwa i otwartej wrogości mediów wobec Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. O jaką więc pulę grają Kaczyńscy? Ano o trwałe spolaryzowanie postaw wyborczych Polaków poprzez zainstalowanie w naszym kraju systemu dwupartyjnego. W październiku 2005 roku pisałem: “Mamy zatem dwie partie jedynie liczące się na arenie politycznej: Prawo i Sprawiedliwość oraz Platformę Obywatelską. Jedna rzekomo konserwatywna, stojąca na straży tradycyjnych wartości, przeznaczona dla elektoratu nacechowanego z wolna kruszejącym patriotyzmem. Druga - programowo liberalna - będąca przystanią wszelkiej maści liberałów i libertynów. W założeniach speców od politycznych manipulacji przez dziesięciolecia pasjonować się będziemy rywalizacją Porozumienia Centrum i Unii Demokratycznej. Spór to oczywiście wyłącznie wirtualny, bo po kolei następujące po sobie rządy nie byłyby żadną nową jakością, lecz gwarancją sankcjonowania interesów obcych poskiemu narodowi”. Z tego to powodu po ostatnich wyborach parlamentarnych nie doszło do tak powszechnie oczekiwanej koalicji PO-PiS. Ewentualna jednoczesna utrata zaufania wyborców przez obie partie umożliwiłaby dojście do władzy innego środowiska, wyrastającego spoza istniejącego układu. A tak partie te będą co cztery lata wymieniać się władzą i kolejnymi, na pozór zwalczającymi się, rządami mamić niczego nie podejrzewający elektorat. Do osiągnięcia tego celu niezbędna jest polityczna śmierć Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin.
Jak w tej sytuacji zachowa się Roman Giertych? Z pewnością doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nic nie stoi na przeszkodzie, by i wobec niego uruchomiono machinę, która pod pierwszym lepszym pretekstem może na długie lata wyeliminować go ze sceny politycznej. Zatem jego najwyższą powinnością, zresztą już realizowaną, jest głośne domaganie się jak najszybszej kontroli legalności działań podjętych wobec Andrzeja Leppera, nie przesądzając bynajmniej o winie czy niewinności szefa Samoobrony. Giertych odsuwa w ten sposób od siebie zagrożenie jakiejkolwiek prowokacji, dając sobie czas na próbę wzmocnienia własnej pozycji. Kto wie, czy jedną z ostatnich szans Ligi na szybkie i trwałe odbudowanie swojego elektoratu, nie okaże się kwestia ratyfikacji Traktatu Reformującego Unii Europejskiej. Nie przypadkiem bowiem ta problematyka stanowiła oś kongresowej wypowiedzi Giertycha. Bo choć wielu Polaków właśnie w idei Zjednoczonej Europy dopatruje się szansy na poprawę swojej stopy życiowej, to jednak wcale nie mniejsza część naszych rodaków z niepokojem przygląda się marginalizacji znaczenia Polski na arenie międzynarodowej i rosnącej arogancji ze strony niemieckiej. I to właśnie tej części bez wątpienia najbardziej podobają się poczynania Giertycha jako ministra edukacji i silne zaangażowanie LPR w niedawną batalię o bezwarunkową ochronę życia. Wielkim prezentem dla Giertycha jest nasilenie konfliktu na linii Kaczyńscy-ojciec Rydzyk. Choć on sam, jak się zdaje, nie chce być utożsamiany z toruńską rozgłośnią i w oficjalnych wypowiedziach stara się unikać odniesień do niej, to bez wątpienia ewentualna eskalacja wspomnianych nieporozumień jest mu bardzo na rękę. Liga wydaje się być naturalnym spadkobiercą poparcia, jakiego PiS doświadczał ze strony słuchaczy Radia Maryja.
Domniemana afera korupcyjna z Andrzejem Lepperem w roli głównej świetnie wpisuje się w ciąg wydarzeń politycznych ostatnich lat. Dla sił paneuropejskich to kolejny etap walki o zawłaszczenie państwem. Dla patriotów - dzwonek alarmowy. Może już jeden z ostatnich!
Całość na www.narodowy.eblog.pl/
1 komentarz
- Ziomek sobota, 14. lipca 2007
Jak wida z dotychczasowych poczynań PIS ,głównym celem ich rządów jest rozbicie partyjno-ubecko- przestępczej mafii ,która po przekręcie "okrągłostołowym" rabuje społeczeństwo polskie (co jasn o wynika ze statystyk zdłużenia z ok.100 mld. w 1989r. wzrosło do ok. 400 mld US dol. w 2005r.) Jeżeli spojrzymy na wszystkie wydarzenia z tej perspektywy, to pozornie niezrozumiałe zawirowania na scenie politycznej ej (i nietylko politycznej) są bardziej czytelne. Jaką Pan widzi realną alternatywę? Ziomek

