Krzysztof Ziejka: Etos agenta

Kategoria: Opinie

środa, 25. kwietnia 2007

Bronisław Geremek wyruszył na ostatnią bitwę polityczną w swojej karierze. Jak na kogoś o bardzo hamletycznej naturze, zdecydował się powiedzieć jednoznacznie – nie. Nie złożył oświadczenia lustracyjnego. Z tego faktu już wynika bardzo wiele, a należy się spodziewać jeszcze więcej.

Akcja Geremka przedstawiana jest jako protest przeciwko opresyjnym rządom jakie dzierżą w naszym kraju spadkobiercy faszystów. Trzeba od razu zaznaczyć, że polityczna akcja Geremka jest nadzwyczaj skromna. Jedynie on nie złożył oświadczenia lustracyjnego. Nie uczynili tego nawet jego druhowie polityczni. Bo przecież aż czterech posłów z Unii Wolności zasiada w parlamencie europejskim. Gdyby zaprotestowali w podobny sposób także Janusz Onyszkiewicz, Jan Kułakowski, Grażyna Staniszewska (jej nazwisko umieścił na swojej liście Macierewicz) byłaby to prawdziwa akcja polityczna.

Bunt, nawet. Bez wątpienia deputowanych z UW mogliby poprzeć także niechętni lustracji, SLD, SdRP czy Platformy Obywatelskiej. A tu nic. Żadnej solidarności. Jedynie Geremek, samotnie odmawia. Oczywiście inni politycy dużo mówią, stają murem za swoim liderem, ale wszystko ogranicza się do słów, znikających szybko z wiatrem. Mimo zapewnień o wielkości politycznej Geremka, nie udało mu się zmontować szerszej akcji politycznej. Sam zdecydował się na ten desperacki krok. Gdy niedawno na lustrację nie godzili dziennikarze, to uformował się cały front, mimo że zaczęła jedna Ewa Milewicz, to zaraz za nią ruszyli inni ze wsparciem, z różnych mediów, choć wiadomo, że ośrodkiem decyzyjnym była „Gazeta Wyborcza”.

Być może Bronisław Geremek liczy na swoje koneksje w różnych europejskich kręgach, jawnych lub znacznie mniej jawnych. Przecież wszyscy przekonują, że Geremek jest niesłychanie popularny na tzw. Zachodzie. Ale w końcu, gdzie mu tam do popularności takich bohaterów jak Ho Szi Min czy Che Guevara. Przed laty niechciano umierać za Gdańsk teraz nikt nie będzie umierał za szacownego profesora, choćby byłby nawet super nadzwyczajnym mistrzem wszystkich połączonych łóż i nosił fartuszki nie tylko z przodu, ale i z tyłu, a nawet na głowie. Posunięcie „drogiego Bronisława” jak go tytułuje felietonista Stanisław Michalkiewicz zrozumiałe jest jedynie wówczas, gdy założy się, że miał przyjazne kontakty z bezpieką.

Okazji w swoim życiu Geremek miał aż nadto. W pięćdziesiątych latach Geremek był gorliwym komunistą, biegającym po Uniwersytecie Warszawskim raczej z naganem niż z książkami. Później w latach sześćdziesiątych reprezentował PRL w Paryżu, a na tą placówkę nie wyjeżdżał nikt, kto nie cieszył się pełnym zaufaniem, także służb wywiadowczych. Bronisław Geremek niewiele mówi o tamtych czasach. A szkoda.

całość: Prawy.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze