Maciej Miasik: Przez lata mówiono nam, że łamanie praw autorskich to zbrodnia
Kategoria: Opinie
poniedziałek, 19. lutego 2007
O ideologiach, szansach dla infoanarchizmu i absurdach „własności” intelektualnej z MACIEJEM MIĄSIKIEM, ojcem przemysłu gier komputerowych w Polsce, rozmawia Aleksander Majewski.
AM: Anarchokapitalizm i infoanarchizm to terminy, które nad Wisłą są jeszcze dosyć egzotyczne. Czy mógłby Pan wytłumaczyć co oznaczają i jak maja się do klasycznego liberalizmu?
MM: Inforanarchizm to taki termin, który sobie trochę przywłaszczyłem na własny użytek, jako że wydaje się mi nieźle pasować to moich intencji. Pod tym terminem rozumiem chęć uwolnienia informacji oraz idei z okowów praw tzw. własności intelektualnej. Czyli z okowów praw autorskich, patentowych i znaków towarowych, bo prawnie takie coś, jak własność intelektualna nie istnieje - to, co potocznie określane jest tym terminem, regulowane jest zestawem osobnych aktów prawnych. To sztuczny twór, prawnie funkcjonujący od 18. wieku i czas, aby odszedł w niepamięć.
Chyba nie ma oficjalnej definicji infoanarchizmu, a anglojęzyczna Wikipedia pisze o tym tak: http://en.wikipedia.org/wiki/Infoanarchism, co z grubsza się zgadza z moim pojmowaniem tego terminu.
Anarchokapitalizm natomiast to nurt ruchu wolnościowego, który nie widzi dla państwa roli w żadnej dziedzinie życia. W zasadzie mógłby się zwać po prostu anarchizmem, gdyby nie fakt, że termin anarchizm zbrukali rozmaici lewicowi kolektywiści, i który w ich wydaniu z wolnością ma niewiele wspólnego. Anarchokapitaliści to po prostu anarchiści właściwi, a nie żadna tam czerwona hołota spod znaku zadym. I znów, jak kogoś ciekawi definicja, to Wikipedia służy: http://pl.wikipedia.org/wiki/Anarchokapitalizm
AM: Skoro już mowa o ideologiach… Warto wspomnieć, że wielu przedstawicieli doktryn wolnościowych na własnych serwisach i stronach umieszcza informację: „Wszelkie prawa zastrzeżone”. Czyżby myśl infoanarchistyczna jest jeszcze słabo zakorzeniona czy może nigdy nie znajdzie żyznego gruntu, skoro sami liberałowie strzegą pilnie swoich praw autorskich?
MM: Prawa autorskie to bardzo przyjemny przywilej i monopol, z którego trudno zrezygnować, szczególnie tym, którzy osiągają z tego tytułu duże zyski. Są libertarianie, którzy uważają, że “własność” intelektualna ma sens i należy ją chronić, a są tacy, którzy uważają “copyright” jedynie za 9-literowe słowo, bez żadnego dla nich znaczenia. Są kwestie, w których ruch wolnościowy jeszcze nie doszedł do 100% jedności - na pewno są to prawa autorskie i aborcja.
AM: Niepokój powinny budzić pomysły zakazującej odtwarzania muzyki np. w supermarketach czy taksówkach (!) bez zgody wydawcy. Jaką drogę obrać, aby temu skutecznie przeciwdziałać?
MM: Z jednej strony, skoro już godzimy się na koncepcję zawłaszczania idei i informacji, to niby czemu chcielibyśmy ograniczać właściciela w jego prawach? Skoro nie życzy sobie odtwarzania swojej “własności” w takich miejscach, pewnie powinien. Problem w tym, że wielu z nas nie czuje, że dzieła powinny mieć właściciela. Szczególnie problem ten uwypukla się, gdy dochodzi do starcia się tradycyjnej własności rzeczy materialnych z “własnością” intelektualną, w tym wypadku własności radia i taksówki z “własnością” do piosenki. Wtedy okazuje się, że choć istnieje własność normalna, to jest jeszcze taka uber - własność, czyli “własność” intelektualna, która w takim starciu zawsze wygrywa. Skoro we własnej taksówce, poprzez własny odtwarzacz nie mogę odtwarzać muzyki np. z radia, to kto jest właścicielem tej taksówki i radia? Kiedy właściwie następuje przekazanie władania naszymi materialnymi rzeczami w ręce autorów i kompozytorów?
Skoro “własność” intelektualna daje taką władzę, nic dziwnego, że wielu ona deprawuje.
Co do sposobów obrony - walczyć o świadomość ludzi, albo sięgać po alternatywne, czyli licencjonowane inaczej dzieła, choćby na licencji Creative Commons. Z drugiej strony, nie jestem ekspertem w dziedzinie obowiązującego w Polsce prawa autorskiego - nie zawsze to, co mi się wydaje legalne, takim faktycznie jest.
AM: Wydaje się, że najbardziej kompromisowym rozwiązaniem jest stosowanie wspomnianej przez Pana licencji CC, stanowiącej formę promocji autora, który choć wymaga cytowania pochodzenia źródła, przestaje mieć kontrolę nad kopią. Dlaczego zatem, zarówno zamordyści „własności intelektualnej”, jak i infoanarchiści nie szukają w tym aspekcie porozumienia? A przynajmniej nie widać wyraźnych rezultatów…
MM: Ja już proponowałem (http://www.miasik.net/archive/2006/05/moj-projekt-reformy-prawa-autorskiego/) sprowadzenia praw autorskich do ekwiwalentu licencji CC Attribution (BY) - można utwór do woli rozpowszechniać, modyfikować i używać pod warunkiem uznania autorstwa. To jest bardzo dobry pomysł i myślę, że wielu przeciwników obecnego systemu przyjęłoby go bez żadnego oporu. Ale nie sądzę, aby zwolennicy praw autorskich w obecnym kształcie tak łatwo się na niego zgodzili, bo dla wielu z nich to rozwiązanie zbyt radykalne.
Inna sprawa, że pojawia się coraz więcej tych, którzy już nie czują takiej mięty do rozwiązań własnościowych i może za jakiś będą większością i system sam się zreformuje? Albo po prostu pokona go technika - już obecnie zwolennicy rozwiązań własnościowych nie nadążają za rozwojem technologii informatycznej. Nie sądzę, aby udało im się zahamować postęp w tej dziedzinie dla swoich partykularnych korzyści, choć próbują robić to wszelkimi sposobami.
AM: Nie tak dawno słyszeliśmy o sprzeciwie kilu zespołów (w tym Pidżamy Porno) wobec „łamania praw autorskich”. Tymczasem rozmawiałem z muzykiem Pidżamy, który powiedział, że nie interesuje go, co się stanie z utworami zespołu w sieci, o ile osoba ściągająca pliki nie będzie tego robiła w celach komercyjnych. Komu zatem zależy na szerzeniu kłamstw odnośnie „walki artystów z wirtualnymi złodziejami”?
MM: Różnie to z tymi artystami bywa. Jedni mają dość liberalne podejście do tej kwestii, czasami nawet zachęcając swoich fanów do dzielenia się ich muzyką. Inni są zawziętymi wrogami swobodnej wymiany bitów i chętnie wsadziliby wszystkich odbiorców do więzień. Zazwyczaj podział ten pokrywa się z komercyjnym sukcesem danego artysty - jeśli czerpie on z obecnego układy olbrzymie profity, bardzo niechętnie widzi on w nim tych, którzy nie chcą mu tych profitów dostarczać. Oczywiście zawsze pada stereotyp przymierającego głodem artysty, ale jakoś tak przeciwnikami wymiany plików z sieciach P2P są najczęściej artyści, którym w oczy zagląda co najwyżej chwilowy głód narkotykowy. Ja nie odmawiam artystom prawa do zarobku na swoim talencie, ale dla artysty sztuka powinna być na pierwszym miejscu, a mamona to powinien być jedynie efekt uboczny, całkiem zresztą miły.
AM: W styczniu miałem okazję organizować konferencję Unii Polityki Realnej w Ciechanowie. Przyszli na nią głównie uczniowie i studenci. Gdy zapytano mnie o własność intelektualną, odpowiedziałem pytaniem: „Kto z osób na sali ściągał już pliki z sieci P2P itp.?” Wszyscy podnieśli ręce, ale już wobec idei infoanarchii zachowywali rezerwę. Skąd bierze się taka niechęć wobec uwolnienia własności intelektualnej?
MM: To chyba efekt indoktrynacji. Przez lata mówiono nam, że łamanie praw autorskich to zbrodnia, że nareszcie mamy ustawy jak należy, itp. A świat nie stał w miejscu - to, co kiedyś wydawało się słuszne, już nie jest takie pewne, ale stare przyzwyczajenia zostają. Wszyscy ci młodzi ludzi korzystają z sieci i strumieni bitów zgodnie z ich przeznaczeniem - przesyłając i przekształcając je, czyniąc to wręcz instynktownie, ale w momencie wywołania “do tablicy” odpowiadają zgodnie z wpojonymi im regułami.
Musimy też pamiętać, że twórcą w rozumieniu prawa autorskiego może być każdy z nas, wystarczy cokolwiek “stworzyć”, niezależnie od prawdziwej wartości takiego “dzieła”. A to z kolei oznacza, że nie trzeba wiele, aby zostać beneficjentem tego systemu. Nie jest łatwo oprzeć się pokusie, bo a nuż coś się trafi, coś nagramy, wydamy, itp. i już będziemy mogli posyłać do więzień współobywateli. Przynajmniej potencjalnie.
Faktem jest, że coraz więcej ludzi czynnie działa w sferze gospodarki, która można ogólnie objąć terminem “własności” intelektualnej. To mocne lobby i mocne przyzwyczajenie.
Dziś mogę być uczniem wymieniającym się muzyką w sieciach P2P, ale jutro mogę być programistą walczącym o prawo “własności” do swojego kodu i korzystający z 50% kosztów uzyskania dochodu, a więc płacącym niższe podatki. To całkiem rozsądna postawa, że nie neguje się przywilejów, z których się w przyszłości przewiduje skorzystać.
Ale to tylko taka moja, amatorska analiza. Może ich motywy są zupełnie inne, a jedynie codzienna praktyka pokazuje, że jest zawsze łatwo żyć według wyznawanych zasad.
AM: Wiele osób swój sprzeciw wobec infoanarchizmu argumentuje tym, że produkowanie gier, w sytuacji, gdy byłyby one powszechne dostępne w sieci, byłoby nieopłacalne dla producentów i twórców. Czy te dowody wydają się być słuszne?
MM: Tego typu argumentacja opiera się na błędnym założeniu, że istnieje tylko jedna metoda zarabiania na efektach ludzkiego umysłu, czyli przez przymuszenie innych do zapłaty za takie sztucznie stworzone prawo “własności”. Owszem, jest to obecnie metoda dominująca, ale nie było tak przez stulecia czy nawet tysiąclecia przez ugruntowaniem się obecnego monopolu, ani też nie będzie tak w przyszłości, o czym jestem przekonany.
Już obecnie mam bardzo wiele przykładów, że istnieją inne sposoby zarabiania na ideach, niż pakowanie ich w materialną formę i sprzedaż. Dotyczy to także przemysłu gier komputerowych. Najprostszy przykład to gry online typu massively-multiplayer. Dzięki temu, że symulacja świata odbywa się na komputerach (sewerach) producenta gry, ma on pełną kontrolę na tym, kto gra w grę i czy za nią zapłacił. A sama gra - kod, grafika, dźwięki, itd. - nierzadko dostępna jest za darmo. Umożliwia to technologia sieciowa, a ta wciąż się rozwija. Ja wierzę, że technologia i pomysłowość ludzka jest w stanie dostarczyć wiele sposobów na tworzenie i zarabiane na grach bez konieczności straszaka w postaci więzienia dla wszystkich tych, którzy dostaną w swe ręce bity, do których prawo własności rości sobie ktoś inny.
Ale oczywiście zgadzam się, że obecne metody produkcji gier będą nieopłacalne. Ale to przecież nie jedyna rzecz, które staje się nieopłacalna z powodu rozwoju technologicznego. Nie z takimi problemami damy sobie radę.
AM: Jednocześnie pojawiły się pocieszające wieści z Włoch, gdzie sąd kasacyjny uniewinnił studentów udostępniających pliki muzyczne na własnej sieci. Czy upatruje Pan w tym szansę dla popularyzacji i realizacji Pańskich idei?
MM: Nie, nie upatruję w tym czegoś specjalnie pocieszającego czy obiecującego. To są jednostkowe przypadki, które wcale nie zwiastują wiosny. Niestety, trwałe zmiany w podejściu do “własności” intelektualnej muszą przyjść z USA, bo to jest główne źródło tej zarazy. Do tego najbogatsze i najskuteczniejsze. Dopóki ta ryba nie zacznie psuć się od głowy, nie będzie radykalnych zmian. Ja raczej spodziewam się zaostrzenia reżimu i większych ofiar. W międzyczasie pewnie musi powstać jakiś skuteczny ruch oporu, jakiś taki elektroniczny Hezbollach, który po prostu rozwali ten system technologicznie.
AM: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w popularyzowaniu infoanarchizmu.
MM: Dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników.
Komentarzy: 25
- IB poniedziałek, 19. lutego 2007
Świetny wywiad przede wszystkim ze względu na szczere odpowiedzi p. Miąsika. Najlepszy "elektroniczny Hezbollach" :D Gratulacje dla Alka ;-)
- Andrzej Pilipiuk poniedziałek, 19. lutego 2007
Jestem pisarzem - jednym z nielicznych w kraju "zawodowym" - tzn. żyję tylko z pisania książek. (a realia sa takie że musze opublikować 2-3 rocznie żeby związać koniec z końcem). I mam w związku z tym głupie pytanie: z czego bym żył i utrzymywał rodzinę gdyby zgodnie z głoszonymi tu postulatami zniesiono prawo autorskie? I pytanie drugie: zakładając że znalazłbym inne źródła utrzymania co motywowało by mnie (oraz innych autorów) do dalszego pisania książek (o ile w ogóle znalazłbym na to czas)(tak pisnie ksiązek wymaga czasu. to nie tylko siedzienie przed kopem i wklepuwanie znaczkoów. Czasem trzeba odiwedzić bibliotekę archium, odbyć wizję lokalną etc.). ****** uważam że infoanarchizm to po prostu nowa odmiana "starego dobrego" marksizmu. Taki trochę upudrowany i poperfumowany trup. Bo do czego się tak naprawdę sprowadza? Do pozbawienia człowieka materialnych efektów jego pracy. Do brutalnego ograbienia jednostki przez niedefiniowalny "ogół". W dodatku p. Miąsik nie sili sie nawet na wymyslenie "gwarancji" ani "zabezpieczeń" - czyli ogól mnie grabi kompletnie za darmo, nie fundując mi nawet emerytury, że o stypendiach twórczych nie wspomnę. ******* Czegoś podobnego nie wymyśliła nawet pratrockistowska cywilizacja Inków - tam za swoją pracę dostawałeś przynajmniej łachy na grzbiet, miskę kukurydzy i szopę do spania. czegoś podobnego nie wymyślili nawet narodowi socjaliści w gettach i obozach koncentracyjnych - tam za pracę był pasiak, prycza w baraku i czasem i miska wodnistej zupy. ***** Może to pana Miasika zszokuje ale praca twórcza nie różni się specjalnie od pracy w fabryce. Żeby powstała książka trzeba posiedzieć kilkadzisiąt-kilkaset godzin i wyklepać na klawiaturze te 500-700 tyś znaków. (o wymyśleniu treści etc. nie wspominam). Skoro pan Miąsik uważa że nie jest to praca warta wynagrodzenia może niech zaproponuje np. górnikowi żeby wydobyty przez niego węgiel też przekazać bezpłatnie ogółowi? Albo niech zabiera swojemu kotu upolowane myszy i robi z nich dekoracje uliczne ku radości współobywateli. ***** do kogo trafiaja takie idee? naturalym ich odbiorcą jest lumperka (socjalizm zawsze opierał się na lumpach). młodzi ludzie o dwu lewych łapkach którzy nie są w stanie samodzielnie zarobić na płytę z grą lub filmem. Co niepokojące idee te podchwytują też zwolennicy partii prawicowych - a więc ludzie którzy etos pracy oraz świadomość związku między pracą a bogactwem (i posiadaniem dóbr), powinni mieć we krwi. Czyżby i UPR toczył rak socjalistycznej lumperki!? ***** Jest dla mnie głęboko szokujące (oraz niepokojące) że redakcje czasopism i witryn prokapitalistycznych nie dostrzegają iż stały się one tubą propagandową czystej wody bolszewizmu. Kiepsko tam u was Panowie z formacją intelektualną i moralną dziennikarzy...
- Andrzej Pilipiuk poniedziałek, 19. lutego 2007
ps. w przeciwieństwie do innych pisarzy uważam się za rzemieślnika - a nie artystę.
- Aleksander Majewski poniedziałek, 19. lutego 2007
Szanowny Panie Andrzeju! Przypominam, że to właśnie postawa, którą Pan prezentuje jest typowym przykładem chęci zahamowania rozwoju nowych technologii, mającą na celu utrzymanie własnych korzyści. A warto wspomnieć, że w podobnej atmosferze rodził się socjalizm. Czyżby ludzie określający się mianem "liberałów" chcieliby stać się pogrobowcami Marksa ad.2007? Cóż komuna nie tylko czerwoen szaty może przybierać.
- Aleksander Majewski poniedziałek, 19. lutego 2007
A poza tym wybierzmy najbardziej satysfakcjonujące dla obu stron rozwiązania, a mianowicie licencję CC, o czym p. Miąsik wspomina. PS Ja jestem młodym człowiekiem i jakoś umiem zarobić na oryginalne płyty i programy, co nie przeszkadza mi ciepło odnosić się do infoanarchii.
- Maciej Michna poniedziałek, 19. lutego 2007
Zgodzę się z Andzejem Pilipiukeim - twórcy/producenci własności intelektualnej muszą mieć możliwość na niej zarobić, aby tworzyć lepsze produkty. Co z tego, że mogę sobie ściągnąć darmowe opowiadania z internetu, skoro lepsza jest twórczość pana Andrzeja? Co z tego, że mogę sobie ściągnąć z internetu darmowy program pocztowy, skoro żaden nie posiada funkcjonalnośc nawet zbliżonej do komercyjnych produktów? Czemu Pan Miasik chce zmieniać porządek nie proponując żadnej rozsądnej alternatywy?
- leszek poniedziałek, 19. lutego 2007
pan Andrzej raczyl czytac nieuwaznie, co jest troszke dziwne jak dla pisarza... przeciez wyraznie widnieje, ze sposobow na zarabianie za owoce swojej pracy jest wiele... jezeli ksiazka pana Andrzeja bedzie dobra, to ludzie beda pchali sie drzwiami i oknami zeby ja nabyc.. beda zapraszac pana na bankiety i spotkania by pana poznac, pana posluchac, pobyc z panem kilka chwil... i jezeli pana pokochaja, to kupia od pana za fortune nawet pana majtki, ktore ma pan teraz na sobie... ale jezeli jest pan przecietnym, niedzielnym pisarzykiem, to nic dziwnego, ze musi sie pan uciekac do "zapomogi" z wydawnictwa i bedzie sie w panu krew gotowac, jezeli ktos posiadzie pana tworczosc w inny sposob niz przez to wlasnie wydawnictwo... po prostu... jest pan przecietny... nie wytrzymujesz pan konkurencji i dlatego musisz pan pisac 4 ksiazki na rok... to nie wina zadnego piractwa, a pana talentu... typowe tez u pana lewackie rozumowanie... "czy stoi, czy lezy, 100 zl sie nalezy"... a moze by tak zacisnac pasa, poswiecic z 3 lata zycia, napisac cos konkretnego i zgarnac nagrody, zaszczyty i chwale? ale chyba nic z tego... widze wolisz pan byc zwyklym rzemieslnikiem, ktory juz pokochal takie zycie od 1 do 1, a wine za wszystko co dzieje sie w okol najlepiej zrzucic na jakas czarownice mieszkajaca gdzies hen pod lasem...
- Hbo Boxing poniedziałek, 19. lutego 2007
The Nook | The Nook
- Purepov Sabrina Sweet poniedziałek, 19. lutego 2007
N543 | N543
- Free Hairy Leg Porn poniedziałek, 19. lutego 2007
Hairy Fucking Pussy Porn | Hairy Fucking Pussy Porn
- Dean Tistadt poniedziałek, 19. lutego 2007
Channel 2 News Chicago | Channel 2 News Chicago
- Cumforcover Rose poniedziałek, 19. lutego 2007
- Tascam Dp 01 poniedziałek, 19. lutego 2007
- Free Triple Penetration poniedziałek, 19. lutego 2007
- Tamedteens Marian poniedziałek, 19. lutego 2007
- Bracket Challenge poniedziałek, 19. lutego 2007
- Dough Dp poniedziałek, 19. lutego 2007
- Extreme Squirt poniedziałek, 19. lutego 2007
- Home Refinance Info poniedziałek, 19. lutego 2007
- Dildo Massive poniedziałek, 19. lutego 2007
- Milfthing Silvya poniedziałek, 19. lutego 2007
- Angel Of The Morning Lyrics poniedziałek, 19. lutego 2007
- Free Spy Doctor poniedziałek, 19. lutego 2007
- Ita Porn Torrent poniedziałek, 19. lutego 2007
- Classic Porn Archive poniedziałek, 19. lutego 2007

