Maciej Motas: Uwaga Springer!
Kategoria: Opinie
wtorek, 12. czerwca 2007
„Dzięki tej gazecie uczynimy naród niemiecki takim, jeszcze nigdy nie był”, słowa te miał wypowiedzieć w 1957 r. twórca medialnego koncernu – Axel Cesar Springer. Koncernu, który – jak pisze p. Adam Krzemiński z „Polityki” – wkrótce „stanie się w Polsce nie tylko medialną potęgą”.
Chodzi tu o planowane kupno akcji telewizji Polsat, w związku z którym miało niedawno miejsce spotkanie premiera z prezesem „Axela” Mathiasem Doepfnerem. Doepfner jest zarazem naczelnym dziennika „Die Welt”, określanego mianem okrętu flagowego koncernu.
Jak czytamy w artykule „Szóste przykazanie Springera” („Polityka” nr 6 z 10 lutego br.) sam Doepfner „nadal wbija do głowy redaktorom Bildu, że jeśli ich produkt nie będzie oburzał, to będzie z nim coś nie w porządku, a pozostałym pracownikom koncernu, że muszą być wrażliwymi na kulturę piraniami”. Cytowana zasada wydaje się być w polityce wydawniczej „Axel Springer Verlag” nieformalnym „szóstym przykazaniem”. Wśród pozostałych przykazań, obowiązujących oficjalnie pracowników (mieli je wpisywane do umów) od połowy lat 60., znajdują się także cele polityczne, wśród nich zjednoczenie Niemiec w ramach wspólnoty zachodniej, pojednanie niemiecko-żydowskie i prawo Izraela do istnienia oraz zjednoczenie Europy.
Jak świadczą o tym wydarzenia ostatnich tygodni publicyści koncernu wypełnianie „szóstego przykazania” doprowadzili niemal do perfekcji. Tym razem polska opinia publiczna poruszona została kpinami z Ojca Świętego Jana Pawła II, zamieszczonymi na internetowej stronie dziennika „Die Welt”.
Pozorne sprzeczności
Warto zwrócić uwagę na to, jaki oddźwięk wywołała cała sprawa w polskojęzycznych tytułach spod znaku „ASV”. Cynicznym wyrachowaniem można określić zachowanie redakcji „Dziennika” w tych dniach. Do wydania z 5.04. br. dołączona została płyta z filmem o Ojcu Świętym, opatrzona następującym komentarzem: „Jan Paweł II – wspaniała opowieść o naszym papieżu” (na pierwszej stronie dużą czerwoną czcionką), jednak o całym incydencie z „Die Welt”, „Dziennik” w tych dniach skwapliwie milczy. Praktyki tego rodzaju nie stanowią jednak wyjątku. Metody stosowane przez dziennikarzy ze „stajni ASV” z powodzeniem określić można mianem dziennikarskiego makiawelizmu.
Szczytem tego typu osiągnięć jest częste sięganie na łamach „Faktu” do fobii antyniemieckich, zaś na stronach niemieckiego „Bildu” żerowanie na stereotypowym, nieprzyjaznym stosunku wobec Polaków. Jak pisze jednak Henryk Wandowski w swoim opracowaniu “Axel Springer król prasy zachodnioniemieckiej”: „Pozorne niekonsekwencje jego prasy układają się w harmonijny porządek wyższego rzędu, któremu na imię zysk”. Tytuły prasowe z gatunku „Bildu” swój przekaz opierają najczęściej na zręcznej grze na emocjach swoich czytelników, wykorzystując opinie i sentymenty funkcjonujące w danej zbiorowości. Metoda taka poza generowaniem zysków pozwala także do pewnego stopnia kreować społeczne reakcje. Po przejęciu wpływu na Polsat koncern zyska nieograniczone wręcz możliwości czerpania profitów z tego typu procederu.
Już dziś „Axel Springer” jest właścicielem „Faktu”, „Dziennika” i „Newsweeka”, przez co posiada ogromny wpływ na polskim rynku mediów. Ostateczna decyzja pozwalająca na kupno 25,1 procent akcji stacji należy teraz do UOKiK. Doepfner nie od dziś podkreśla strategiczny dla jego firmy charakter inwestycji w Polsce, co jest z kolei zapowiedzią dalszej ekspansji na kraje Europy Wschodniej. Dość wspomnieć, że Polska jest jedynym krajem, w którym koncern zdecydował się na stworzenie mutacji „Bildu”. Ma być to pierwszy krok na drodze umiędzynarodowienia bulwarówki.
Polacy nie…
Historia koncernu sięga pierwszych lat po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to Axel Springer otrzymał koncesję od brytyjskich władz okupacyjnych na wydawanie gazety. Dzięki nieprzeciętnym zdolnościom założyciela już osiem lat po wojnie wydawnictwo zaliczane było do największych w Europie. Fenomen koncernu na gruncie niemieckim był wynikiem umiejętności dotarcia do przeciętnego obywatela, szarego Niemca. Początkowo Springer posiadał opinię wydawcy prasy bulwarowej i przez to długo był niedoceniany przez „poważnych” wydawców opiniotwórczych tytułów. Przez spadkobierców koncernu prasowego Hugenberga lub wydawców w rodzaju Ullsteina, Springer traktowany był pogardliwie jako parweniusz. Stopniowo zyskał jednak uznanie mieszczańskiej i konserwatywnej części niemieckiego społeczeństwa, stając się w latach 50. i 60. „prasową” ostoją rządów kanclerza Adenauera i CDU (była nawet próba stworzenia przez koncern „Telewizji Adenauer”).
Prasa springerowska stała wtedy w awangardzie rewanżyzmu i rewizjonizmu granicznego (postulowano przywrócenie granic z 1937 r.), głosząc przy tym tezę o potrzebie zorganizowania przez państwa zachodnie „antykomunistycznej” krucjaty. Od początku też działalności „cezarowi prasy” w sferze polityki przyświecał jeden naczelny cel – zjednoczenie Niemiec. To też warunkowało stosunek prasy Springera do Polski, jak pisze wspominany już H. Wandowski: „Najpierw były krokodyle łzy z powodu ‘opłakanego stanu gospodarczego i kulturalnego’ terenów znajdujących się ‘pod tymczasową administracją polską’ oraz totalna krytyka wszystkiego, co polskie”. W jednoznacznie negatywnym świetle ukazany został też układ normalizacyjny pomiędzy Polską i NRF podpisany 7 grudnia 1970 r. O fakcie tym sam Springer powiedział: „Bez żadnej konieczności została podjęta decyzja, która miała być zastrzeżona dla traktatu pokojowego (…) Wrocław, Opole, Gliwice, Jelenia Góra, Głogów, Zielona Góra (nazwy te podano oczywiście w języku niemieckim) – to nie tylko nazwy, lecz żywe wspomnienie zakorzenione w duszach pokoleń i nieustannie pukające do naszego sumienia. Rezygnacja jest zdradą”.
za: Myśl Polska

