Maciej Motas: Wystąpienie podczas I Kongresu Ruchu Ludowo-Narodowego

Kategoria: Opinie

poniedziałek, 7. stycznia 2008

Szanowni Koledzy! Chciałbym w swoim wystąpieniu krótko odnieść się do kilku kwestii, które, jak sądzę, będą miały dosyć istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji o dalszych działaniach naszego środowiska. Większość z tego, co tu powiem, będzie jedynie powtórzeniem tez, które niejednokrotnie pojawiały się w dyskusji o przyszłości ruchu narodowego, między innymi na łamach MP. Pozwólcie jednak na powtórzenie ich tu w formie pewnego podsumowania.

Pod jakimi hasłami programowymi idziemy? Jest oczywiście program narodowo-demokratyczny, ale jak wiadomo, nie jest to tradycja jednorodna, czego w tym gronie wyjaśniać nie muszę. Chodzi zatem o odpowiedź na pytanie z zakresu bieżących problemów. Chcę skupić się tu głównie na aspekcie pewnej wyrazistości programu, szczególnie w powiązaniu z taktyką i wynikającymi z niej sojuszami. Chodzi o stosunek do PiS. Czy RLN ma być nadal w koalicji z tą formacją?

Są argumenty za, głównie brak anonimowości, w sytuacji współpracy z większymi ugrupowaniami. Nie dokonuje się nasza marginalizacja, należy jednak wziąć pod uwagę cenę, jaką za to płacimy. Nie trzeba, myślę, też tu nazbyt podkreślać różnic, które się rysują pomiędzy formacją narodowo-demokratyczną, a PiS. To długa lista. Wymienię hasłowo zagadnienia najistotniejsze:

1. Polityka wschodnia, której bankructwa dowiodły ostatnie osiągnięcia obecnego rządu w dziedzinie poprawy stosunków z Rosją. Fakty są wymowne. W parę tygodni po odejściu J. Kaczyńskiego robione jest to, czego jemu nie udało się przez 2 lata, nie udało się, a raczej chyba nie chciał.

2. Niemcy – wiadomo, deklaratywna, czasami wręcz histeryczna antyniemieckość, która nie dość, że nie daje żadnych efektów, to jeszcze obiektywnie ważne sprawy i argumenty sprowadza do taniego populizmu. Przychodzą także na myśl podobieństwa z lat Polski Ludowej – generalnie linia słuszna, ale w wyniku ciągłego nadużywania tematyki niemieckiej, traktowanej jako straszak, duża część społeczeństwa, głównie młodego pokolenia, jest już na tę argumentację odporna.

3. Stosunek PiS do PRL, jej wojujący antykomunizm o rodowodzie korowskim. Skrajnie odmienny jest w ogóle sposób generalnej oceny całego powojennego półwiecza. Mam wrażenie, że większość kolegów na tej sali przy całej krytyce, zrozumiałej i potrzebnej, uważa jednak PRL za formę państwa polskiego o ograniczonej suwerenności, ale jednak państwa a nie strefy okupacyjnej. Te różnice implikują w sposób oczywisty szerokie konsekwencje, których odbiciem jest m.in. nagonka lustracyjno-teczkowa. Przecież PiS, a w końcowej fazie i niestety LPR, przejęły w całości program formułowany przez Antoniego Macierewicza. W ostatnim czasie obserwujemy ponadto, że pod płaszczykiem „walki z komuną” atakowani są, poza środowiskami kościelnymi, także ludzie wywodzący się z obozu narodowego. Postacie naszych wielkich seniorów i poprzedników: Jędrzeja Giertycha, Jana Matłachowskiego, Napoleona Siemaszki, Witolda Olszewskiego, Jana Dobraczyńskiego i wielu innych w tym i spośród młodszej generacji. Pod pozorem badań naukowych ukazywani są jako „kolaboranci” i wręcz „zdrajcy sprawy narodowej”. Wielce symptomatyczny jest przecież fakt upublicznienia w ostatnich dniach teczki kolegi B. Kowalskiego. Ci, którzy położyli na szali często jedyne to co mieli, swój autorytet, działając w imię interesów Polski i niejednokrotnie dostrzegając słuszną linię w działaniach władz państwowych, dziś już nie żyją. Sami się nie obronią. Musimy to robić my, znając głęboki patriotyzm leżący u podłoża ich działań. Powiem wprost, czy nie jest tak, że pluje nam się w twarz, a my mówimy, że to deszcz pada. Bo chyba co do obiektywizmu i niezależności IPN nikt nie ma tu złudzeń. Tyle, że wcześniej były w nim silne tendencje udeckie, a teraz piłsudczykowskie. To prawda, wydano Biuletyn IPN cały o ruchu narodowym, ale został on też naświetlony jednostronnie, bo o Wojciechu Wasiutyńskim pisze się dobrze, ale już o Dobraczyńskim napisano łagodnie ujmując negatywnie.

4. Stosunek do Kościoła, w tym szerokie zagadnienie związane z Radiem Maryja. Najpierw PiS a Kościół. Wielokrotnie było pisane i mówione, że PiS to ani narodowcy, ani katolicy. Ich stosunek do wiary to swoista recydywa saska – ceremonialność i obrzędowość na pokaz bez treści. Chodzi o efekt, który spowoduje, że tradycyjny katolicki elektorat złapie się jak ryby niewodem. Do tego służy PiSowi Radio Maryja. I tu pojawia się druga kwestia – w pewnym momencie nie uciekniemy od czytelnego określenia się na ile program społ.-polityczny prezentowany przez Radio jest zbieżny z naszym. Radio bazuje w dużej mierze na ideologii, którą można by określić endekoidalnej, ale promuje przy tym postawy hura patriotyczne, niejednokrotnie romantyczny mesjanizm polityczny i kult Piłsudskiego. Chcę być tu dobrze zrozumianym, nie mówię o kwestiach wiary i misji ewangelizacyjnej Radia, a o jego programie politycznym, który niewątpliwie istnieje. To temat oczywiście, z uwagi na jego delikatny charakter, do dyskusji wewnątrz środowiskowej.

5. Stosunek do tradycji państwowej. PiS to epigoni Polski jagiellońskiej, to tradycja niepodległościowa i romantyczna w sferze politycznej. To otwarty kult „Marszałka”, czynu majowego i ideologii państwowej, którą posługuje się jak frazesem, gdy nie starcza argumentów merytorycznych. Wreszcie to wyraźne odwołania do ustroju projektowanego w Konstytucji Kwietniowej.

całość: www.myslpolska.org


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze