Marcin Chmielowski: Atak “Strachu” w Krakowie
Kategoria: Opinie
niedziela, 10. lutego 2008
Medialny rumor (bo już nie szum) zrobił swoje. Na spotkanie poświęcone książce “Strach” do Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego przyszły tłumy. Przyszły, choć z góry było wiadomo, co powiedzą dyskutanci.
To, że szykuje się coś większego po liczbie zaparkowanych w okolicach uniwersyteckiej auli radiowozach mogli zauważyć nawet ci, których problem Grossa w ogóle nie interesuje. A pod samym Auditorium - prawdziwy tłum jako-tako ustawiony w kolejkę, głodną wejścia do środka. Oprócz tego pikieta Narodowego Odrodzenia Polski. Jej uczestnicy wznosili okrzyki: Narodowy radykalizm, Wielka Polska Katolicka, Gross na stos. Około piętnastu NOP-owców było ubezpieczanych przez mniej więcej dziesięciu policjantów.
Na debatę nie weszli wszyscy. Jak później przyznał prowadzący spotkanie Henryk Woźniakowski - dyrektor Instytutu Wydawniczego Znak - zainteresowanie spotkaniem przerosło wyobrażenia organizatorów. Najwyraźniej pilnujących porządku w budynku pracowników Uniwersytetu też przerosła, tyle że sytuacja. Skoro w momencie zamknięcia drzwi, dziesięć minut przed planowanym rozpoczęciem, postanowili oni nikogo już nie wpuszczać. Pomimo tego, że na sali, lekko licząc, było jeszcze pięćdziesiąt wolnych miejsc. Siedem krzeseł przygotowanych dla dyskutantów i prowadzącego stało jednak pustych aż do około 18.30. Spotkanie rozpoczęło się więc z półgodzinnym opóźnieniem.
Pierwszy na salę wszedł Marek Edelman. Burza oklasków. Po nim: profesor Andrzej Chwalba, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Joanna Tokarska-Bakier, antropolog kultury, Uniwersytet Jagielloński; Jakub Petelewicz, doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Warszawskiego, członek Zespołu Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN. I oczywiście, gwiazdy wieczoru, dla których naukowcy mogli być co najwyżej tłem: Adam Michnik i Jan Tomasz Gross.
Po zagajającym, krótkim przemówieniu profesora Karola Macha - dyrektora Instytutu Europeistyki UJ, w którym postawił tezę, że bez emocjonalnego przetrawienia holocaustu Polacy nie poradzą sobie ze swoja tożsamością, można już było przystąpić do właściwej dyskusji. Pierwszy głos zabrał oczywiście Michnik. Zgodził się z tym, co Gross zawarł w Strachu. Podniósł też, że książka ta jest nie tylko w cieniu sporu katolicko-judaistycznego, ale i polsko-polskiego. Książka zrywa z polsko-katolicką polityczną poprawnością - stwierdził. Upomniał Kościół Katolicki, a w szczególności ojca Rydzyka za ataki na Grossa.
Na sali zawrzało. Usłyszeć można było okrzyki precz od Kościoła!, pojedyncze osoby wyszły. Michnik nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał takiej sceny i nie pokazał swojej - delikatnie to ujmując - przewrotności. Musiał też, oczywiście, użyć jednego ze swoich ulubionych słówek. Zebrani mogli więc usłyszeć, że książka Grossa jest książką autora, który chce, aby Polska była krajem bez nienawiści.
Zapewne w celu ostudzenia emocji po Michniku głos zabrał panelista, który był w swoich sądach obiektywny i znał się na temacie, o którym mówił. Czyli profesor Chwalba. Zauważył on, że w czasie wojny Polacy i Żydzi mieli różne doświadczenia. Polacy starali sie jakoś wiązać koniec z końcem, przeżyć wojnę. Szczególnie widoczne miało to być na wsi. Na koniec dodał, że o heroicznych działaniach Polaków w ratowaniu Żydów też trzeba mówić. Temat polskiej wsi pociągnęła Joanna Tokarska-Bakier. Jej zdaniem, antysemityzm na polskich wsiach jest widoczny i jest to taki demon, który jak zobaczy sie w lustrze, to sie rozpęknie. Chyba miała to być pochwała dla książki Grossa.
Mikrofon przeszedł w ręce Edelmana. Zabłysnął on stwierdzeniem, że bierny świadek mordu też jest mordercą. Ja nie zrobiłem nic, żeby ciebie zabić, to jestem bohaterem. A tak nie jest - dodał, ilustrując tym stwierdzeniem, co sądzi o tych, którzy wojnę chcieli po prostu przeżyć. Na koniec zauważył, że książka Grossa nie będzie jakimś przełomem w polskiej debacie publicznej. Za pół roku nikt już o niej ma nie pamiętać. Jako ostatni głos zabrał Jakub Petelewicz. Rozszerzył on tytuł Strach także na sprawców mordów. Jego zdaniem, wyziera on w badaniach terenowych.
W turze podsumowań, która nastąpiła po wypowiedzi Petelewicza znalazła się scena, która doskonale oddała spory o Strach. Głos ponownie miał prof. Chwalba. Mówił, że pod koniec wojny i po jej zakończeniu istniał klimat do popełniania zbrodni na cywilach. Działo sie tak, ze względu na słabość jakiejkolwiek policji. Profesorowi w słowo cały czas wcinał się Edelman. Jego kontr-konkluzje opierały się na tym, że on tam był i wie lepiej.
Dziś nawet poważanemu historykowi w wywód może ingerować, co prawda świadek wydarzeń, ale dysponujący tylko wiedzą potoczną, opartą na swoich doświadczeniach, emocjach. Nie dysponujący warsztatem badawczym historyka. Niech żyje oral history.
Michnik ze swej strony raczył dodać, że aby być zauważonym, trzeba pisać tak jak Gross. Wrócił do wywodów na temat Kościoła Katolickiego, który - jego zdaniem - sprawę antysemityzmu w Polsce zamiata pod dywan.
Sam autor Strachu miał do powiedzenia tylko tyle, że zgadza się z przedmówcami. Próba zmuszenia go do jakiejkolwiek szerszej wypowiedzi - za pośrednictwem pytań zapisywanych na kartkach przez widownię i wręczanych obsługującym salę - również spełzła na niczym. Wszystkie one, oprócz jednego, były kierowane do Grossa. Dotyczyły różnych spraw, ale najczęściej powtarzały się zapytania o to, dlaczego unika debaty z innymi historykami zajmującymi się tym tematem, czy nie uważa, że szkodzi dialogowi polsko-żydowskiemu, czy aby na pewno jest historykiem, skoro opiera się wybiórczo na źródłach.Gross odpowiadał półsłówkami, większość jego odpowiedzi brzmiała nie i proszę przeczytać moją książkę. Od odpowiedzi na jedno pytanie (o żydokomunę) uchylił się i wskazał do niej Michnika (sic!).
Publiczność, zniesmaczona tym marnym show, powoli zaczęła się topić. Pytań padło około czterdzieści, a Gross nie zmusił się na odpowiedź na choćby jedno z nich pełnym zdaniem.
Całą debatę należy traktować jako medialne wydarzenie, a nie poważną rozmowę. Zabrakło wśród zaproszonych mówców fachowców zajmujących się stosunkami polsko-żydowskimi, a nie podzielających wizji świata Michnika i Grossa. Profesor Chwalba - chyba najbardziej wyważony w swoich opiniach i najobiektywniejszy z zaproszonych gości nie był w stanie zmienić propagandowego wiecu w poważną, naukową debatę.
Marcin Chmielowski
Komentarzy: 2
- Klaton niedziela, 10. lutego 2008
Szacunek dla autora.
- Kleo niedziela, 10. lutego 2008
tak wygląda żydostwo

