Marcin Chmielowski: Prowadź nas, de la Rey!
Kategoria: Opinie
piątek, 15. lutego 2008
W czasach współczesnych klasyczne metody zaznajamiania z historią mogą często okazać się nieadekwatne do okoliczności. Tym bardziej, jeżeli te ostatnie są wyjątkowo niesprzyjające. Stąd też jako ciekawe jawi się zjawisko obecne we współczesnej RPA, gdzie kaganek dziejów ojczystych Burów niesie piosenkarz Bok van Blerk z zespołem. Dość to osobliwe brzemię dla muzyków utożsamianych z utworami gatunku pop. Tym bardziej warte opisania.
Skrót S.A. oznacza oczywiście South Africa, ale wielu mieszkańców południowego krańca Czarnego Lądu czyta go jako “Sinks like Africa”. Tonie jak Afryka - w biedzie, korupcji, pladze przestępczości i zakażeń wirusem HIV. Taki obraz swojego kraju widzą przede wszystkim jego biali mieszkańcy.
Wśród tych sceptyków, największymi są Burowie. Trudno mówić jednak o określeniu skali niezadowolenia przy użyciu narzędzi socjometrycznych. Ze względu na wymogi politycznej poprawności i doraźnej polityki czarnych władz RPA wszelkie najistotniejsze badania opinii publicznej odbywają się na próbie wybranej z całego “bożego narodu tęczy”, a nie na przedstawicielach jego wycinka. Stąd też, aby zbadać co Burowie sądzą o państwie, w którym przyszło im żyć, należy zastosować bardziej okrężne drogi wysondowania ich opinii.
Obserwując ich reakcje na piosenkę “de la Rey” widać, że nie są zbyt zadowoleni. Powodów ku temu jest wiele i ich szczegółowe omówienie przekracza ramy niniejszego, skromnego skądinąd artykułu. Gdyby jednak nazwać je hasłowo, to tym, wobec czego Burowie są najbardziej przeciwni, byłby, proszę wybaczyć mi słowotwórstwo, anty-apartheid.
Doktryna ta, będąca wykładnią polityki wewnętrznej w RPA zamiast oddzielenia od siebie - jak to było w latach apartheidu grup rasowych forsuje sztuczne łączenie całego multi-etnicznego zbioru ras, grup i kultur w jedną całość. Nowym hasłem przewodnim w RPA jest słowo “reconceliation”, oznaczające pogodzenie. Zaznaczyć jednak trzeba, że jest to proces odgórny, dyktowany przez czarną rządzącą większość. Oczywistym jest więc to, że musi odbywać się on kosztem tych, którzy w poprzednim ustroju stanowili prawa, czyli białej mniejszości.
Odgórnemu pogodzeniu można jednak przede wszystkim zarzucić to, że ze względu na swoją sztuczność, częsty brak inicjatywy oddolnej do stosowania się do jego wymogów jest on procesem, który wywołuje skutki odwrotne. Zamiast zasypywać podziały - utrwala te istniejące i tworzy nowe. W RPA każda grupa etniczna czuje się wykorzystywana przez pozostałe. Czarni twierdzą, że rząd powinien rozparcelować grunty białych farmerów, biali uważają, że to oni utrzymują cały kraj i tak dalej.
Zmiany w RPA poszły bardzo daleko i nie zawsze okazały się dobre. Państwo utraciło swoją pozycję międzynarodową, osłabła gospodarka, bardzo zwiększył się współczynnik korupcji i przestępczości. Być może jest to efekt szybkości przemian, jakie zaszły w sposób praktycznie rewolucyjny. Dla białych nierzadko były one szokujące. Transformacja odbyła się także w sferze symboliki. Zmieniono godło, hymn i flagę. Obecne emblematy mają pokazywać ideę pogodzenia i zgodnej współpracy wszystkich mieszkańców RPA. Białym kojarzą się one jednak przede wszystkim z dyskryminacją, jaka ich obecnie spotyka.
Za najbardziej pokrzywdzonych uważają się Burowie. Ich język - afrikaans jest rugowany z uniwersytetów (zamykanie katedr temu językowi poświęconych pomimo dużego zainteresowania studentów podjęciem kształcenia w tym kierunku) oraz życia publicznego. Głośną sprawą było zamknięcie stacji telewizyjnej 50/50 nadającej tylko w afrikaans. Burowie, jako biała mniejszość w Afryce, dawniej dodatkowo skłócona z angielskimi kolonizatorami zawsze obawiali się wynarodowienia, utraty własnej tożsamości. Można postawić tezę, że był to pośredni, niejako podskórny powód ustanowienia polityki apartheidu. Jak powiedział Daniel Malan, jeden z architektów starego porządku, polityk okresu powojennego, z pochodzenia Bur: “Nie ma wątpliwości, że gdyby europejscy koloniści byli ulegli pokusie asymilacji, utonęliby w morzu czarnego pogaństwa Afryki.” Innymi słowy: straciliby swoją tożsamość.
Uzasadniona jest teza, że i dzisiaj wynarodowienie jest dla Burów - przynajmniej w ich mniemaniu - największym zagrożeniem. Teraz, kiedy nie chroni ich zbroja apartheidowskich praw czują się jeszcze bardziej zagrożeni. w RPA panuje demokracja. Jeden człowiek - jeden głos. Białych jest tam mniej niż 10% społeczeństwa, tendencja przyrostu naturalnego jest dla nich niekorzystna. Burowie stanowią 2/3 spośród tych 10%. Pozbawieni prawnych i instytucjonalnych form obrony zdani są tylko na oddolne inicjatywy.
Obecne wyobrażenie Burów o tym, w jakiej znaleźli się sytuacji dziejowej najlepiej pokazuje nastawiona na popularny gust, śpiewana w afrikaans piosenka “de la Ray”, wykonywana przez Boka van Blerka z zespołem towarzyszących mu muzyków. Dla zainteresowanych współczesnością Południowej Afryki może być ona traktowana jako dowód na niezadowolenie panujące wśród Burów i reakcji władz na nie. Dla najbardziej zainteresowanych twórczością van Blerka - samych Burów właśnie - jest on kimś wyjątkowym.
Moglibyśmy, z nadwiślańskiej perspektywy. porównać go do wieszcza narodowego sławiącego swój naród. Oczywiście, takie porównanie ma sens tylko wtedy, kiedy skupimy się na odbiorze jego osoby i dzieła, a abstrahować będziemy od samego jego poziomu, uzależnionego od mało wyrafinowanego gustu masowego odbiorcy oraz technicznej formy przekazu. Ale ostatecznie, gdyby sto lat temu istniały te środki, co dziś, to na pewno powstałby na ziemiach polskich klip do “Roty” i byłby on rozpowszechniany przez Internet.
Generał Jacobus Herculaas de la Rey, którego nazwisko posłużyło jako tytuł dla interesującego nas utworu przez Burów uważany jest za jednego z bohaterów narodowych. Był jednym z przywódców ich wojsk w czasie drugiej wojny burskiej, walczył przez cały konflikt, następnie po jego zakończeniu był jednym z negocjatorów i walnie przyczynił się do uzyskania przez swój naród wcale dobrych warunków pokojowych. Sympatie kolejnych pokoleń zdobywa on jednak jeszcze czymś innym: uosabia on archetyp starego mędrca, wstrzemięźliwego i wyważonego w opiniach. Początkowo odradzał on konflikt z Wielką Brytanią i argumentował za ugodą. Kiedy jednak pokojowe rozwiązanie zostało przez polityków burskich odrzucone - założył mundur i jako wojskowy był bardzo skuteczny.
Bezpośrednie odniesienie w tekście piosenki do generała, który stał się symbolem, ukazuje istotną dla współczesnych Burów kwestię (choć piosenka jest śpiewana w afrikaans, to ze względu na śladową znajomość tego języka w Polsce, będę posługiwał się angielskim tłumaczeniem):
“De la Ray, de la Ray,
will you come and lead the Boere?
De la Ray, de la Ray.
General, general.
As one man we will fall
around you,
general de la Ray”
Tak brzmi refren. Skoro Burowie śpiewają (na koncertach, kiedy wykonywany jest ten utwór śpiewa nie tylko wokalista - pomaga mu cała sala, wszyscy śpiewają na stojąco, nierzadko z ręką na sercu) pytając, czy ich symbol, bohater sprzed lat poprowadzi ich, to nietrudno postawić konkluzję, że we współczesnym RPA przeżywają oni kryzys braku przywództwa. I tak jest w istocie. Wobec walca kształtującego scenę polityczną, niezmiennie zwycięskiego w wyborach Afrykańskiego Kongresu Narodowego - ANC, partii czarnej większości (nie głosują na nią tylko Zulusi, którzy mają swoją reprezentację polityczną: Inkathę) Burowie są w stanie przeciwstawić kilka mniejszych i większych partii i stronnictw. Niezdolnych do przejęcia władzy.
W reportażu pt. “Delarey song - Why the outcry, Beloved Country” poświęconym popularności Boka van Blerka pada istotne stwierdzenie: “We have a vote, we don’t have a say”. Mamy głos (rozumiany jako prawo wyborcze), ale nie mamy głosu (nie mamy nic do powiedzenia, nie jesteśmy dopuszczeni do dyskusji). Nawet jeżeli burskie stronnictwa, może nawet wszyscy biali, stworzyliby jedną partię, to i tak na nic by się to nie zdało. Etniczna przewaga czarnych, a co za tym idzie siła wyborcza ich partii jest nie do przeskoczenia.
Jednak nazwisko de la Rey jest też hasłem wywoławczym otwierającym w świadomości Bura najczarniejszy epizod w dziejach jego narodu, wspomnianą już wojnę burską. Decyzję o kapitulacji podjęto wówczas w obawie przed fizyczną anihilacją całego narodu. Trzeba przyznać, że istotnie groziła ona wtedy Burom.
Brytyjczycy, aby ograniczyć wsparcie dla burskich partyzantów oraz podkopać ich morale stworzyli system obozów koncentracyjnych, w których więzione były kobiety i dzieci. Pod koniec wojny było ich internowanych sto dwadzieścia tysięcy. Zakończenia wojny nie doczekało zmarłych z głodu i chorób dwadzieścia sześć tysięcy. Gdyby konflikt przedłużał się liczba ta mogłaby być dużo wyższa. Jednocześnie armia Imperium Brytyjskiego stosowała taktykę “spalonej ziemi” paląc farmy, domostwa, pola uprawne i wybijając stada bydła wroga. W tekście “de la Rey” są do tych czarnych chwil bezpośrednie odwołania:
“My house and my farm
burnt to ashes
so they can catch us
[…]”
i:
“Becouse my whife and my child
are dying in a camp
[…]”
Piosenka daje też jednak nadzieję, gdyż tekst dalej brzmi:
“[…] and the blood of the Khakies (angielscy żołnierze)
flows over a nation that will rise again”
Można powyższe wersy postrzegać jako parabolę obecnej sytuacji. Jest bardzo źle (tak jak w czasie wojny) ale podniesiemy się z tego. Mniej istotne jest to, czy ta parabola jest faktycznie uzasadniona, czy teraz Burowie są w tak krytycznej sytuacji, jak w trakcie konfliktu sprzed stu przeszło laty. Ważniejsze jest to, że odbiorcy utworu, współcześni, tak chyba uważają. I choć nikt nie buduje dla Burów obozów koncentracyjnych, to utrata tożsamości, wynarodowienie, które teraz im zagraża, jest z zagładą dla nich tożsame.
W klipie towarzyszącym piosence liczne są także odniesienia do tego, co dla Burów jest w nich ważne - ich własnym zdaniem. Oglądamy więc nie tylko Boka van Bleka w okopie z towarzyszami, ale także za pługiem, orzącego ziemię czy na koniu przemierzającego bezkresne afrykańskie pustkowia.
Naród Burów postał jako wspólnota agrarna, do dziś większość z nich żyje na wsi i idee agraryzmu i przywiązania do ziemi są im bliskie. Należy też pamiętać, że Burowie, choć są potomkami białych osadników (głównie holenderskich, niemieckich i francuskich) sami nazywają się Afrykanami. Ich naród powstał dopiero w Afryce, to tam narodził się ich język i kultura. Jest to niezwykle istotne dla tożsamości Burów. Będąc związanymi tylko z Afryką, w przeciwieństwie do anglojęzycznych Afrykanerów, czujących się trochę obywatelami Wielkiej Brytanii, Burowie nie mają dokąd emigrować, bardzo często też po prostu nie chcą. Ten fakt dodatkowo potęguje u nich poczucie “oblężonej twierdzy”, nieodłącznie wpisany w ich wzorzec postrzegania świata.
Odbiór piosenki “de la Ray” jest różny, ale zasadniczo przebiega dwutorowo. Z jednej strony, jest ona niezwykle popularna wśród Burów. Ale jest ona dla nich czymś więcej, niż tylko hitem. Przypomina ona o historii, z której są bardzo dumni i “krzepi serca”. Pokazuje im, że koleje losu mogą się odwrócić i że w przyszłości będzie lepiej. Że ich naród się podniesie.
Ogromne znaczenie ma też fakt promowania języka afrikaans jako czegoś żywego, ma to znaczenie w południowoafrykańskim “tu i teraz”, kiedy jest on instytucjonalnie prześladowany. W końcu, pomaga budować wspólnotę.
Obecne władze RPA uznały jednak “de la Rey” za szkodliwy. 6-go lutego 2007-go roku Południowoafrykańskie Ministerstwo Sztuk i Kultury (South-African Department of Arts and Culture) wydało oświadczenie, w którym uznano, że utwór ten nawołuje do walki i burzy ideę pogodzenia. Wydaje się być taka opinia postawioną dużo na wyrost. Co prawda, klip zrealizowany jest w konwencji wojennej, ale w tekście nie ma żadnego nawoływania do chwycenia za broń. Bok van Blerk odpiera ten zarzut twierdząc, że piosenka nawołuje tylko do walki o tożsamość i kulturę. Choć jego słowa zdają się być bardziej wyważone i bliższe prawdzie, to i tak “Wikipedia” tytułuje go mianem “controversial”.
“De la Rey” to swoisty “drugi obieg” mówienia o historii, ukazuje ją z perspektywy Burów. Narodu, który jeszcze niedawno pisał ją dla swojego kraju. W ramach zmian, jakie zaszły w RPA po przejęciu władzy przez czarnych, stare podręczniki w szkołach zastąpiono nowymi, bardziej odpowiadającymi gustom nowych władców i ich wyobrażeniom o przeszłości.
Burowie, ich dzieje i kultura, zaczęli być spychani na margines. Bok van Blerk pełni w oczach swojego narodu misję, którą Polak rozumie, o ile jest tylko świadom historii własnego narodu. Artysta w ciężkich czasach dodaje otuchy i niesie nadzieję. Ku pokrzepieniu serc swoich rodaków.
Marcin Chmielowski
Komentarzy: 3
- Maciek piątek, 15. lutego 2008
Piosenka jest super. Często ją nucę. Moja recenzja tu: http://zapiski-czynione-po-drodze.blog.pl/archiwum/index.php?nid=12713394
- tytus piątek, 15. lutego 2008
dzięki Marcinie za super komentarz na temat tego co się dzieje
- tytus piątek, 15. lutego 2008
w PA . Tak mało informacji docierastamtąd. A przecież dla tych ludzi to tragedia

