Marcin Chmielowski: Zmiany w MEN - nie będzie dużo lepiej
Kategoria: Opinie
poniedziałek, 20. sierpnia 2007Dziennikarze co roku narzekają na sezon ogórkowy, martwy okres w życiu publicznym przypadający na wakacje. W tym roku narzekać nie muszą. W polskiej polityce dzieje się teraz bardzo dużo. Zmiana Ministra Edukacji Narodowej to, co prawda, tylko odprysk ważniejszych wydarzeń, ale jednak skłaniający do namysłu.
13 sierpnia urząd złożył wicepremier i minister edukacji Roman Giertych. Na podsumowującej swoją działalność w resorcie konferencji prasowej za zrealizowane uznał on przyznanie statusu funkcjonariusza publicznego dla nauczycieli oraz wprowadzenie, od nowego roku szkolnego, mundurków dla uczniów. Pochwalił się także znacznie większym wykorzystaniem środków z UE przez ministerstwo za jego kadencji.
Czy są to faktycznie sukcesy - oceńcie Państwo sami. Gdyby jednak ktoś był ciekaw mojego zdania, to za największy i być może jedyny prawdziwy sukces Giertycha jako Ministra Edukacji Narodowej uznałbym to, że o jego resorcie zaczęło się mówić i to bardzo dużo. Duża to zasługa ministra, który wyzwalał skrajne emocje. Czy jednak ten szum wokół MEN w jakiś sposób przyczyni się polskiej edukacji - tego nie wiem. Miejmy jednak nadzieję (czy może raczej: pobożne życzenie), że nie skończy się na gadaniu i ktoś przeprowadzi wreszcie jedyną reformę MEN jaka jest potrzebna, czyli jego likwidację.
Niestety, nie będzie to nowo mianowany minister, profesor Ryszard Legutko. Miałem okazję go poznać w trakcie nagrania programu Młodzież kontra, do którego został zaproszony jeszcze jako senator. W mojej pamięci zapisał się jako jeden z niestety nielicznych gości, który w czasie programu popisał się zdolnością myślenia. Odpowiadał rzeczowo, elokwentnie, nie dał się wciągnąć młodym działaczom SLD w pyskówki. To oczywiście nie jest rękojmią, że minister Legutko się sprawdzi. Nie predyscynują go do tego także jego osiągnięcia naukowe i działalność publicystyczna. Te wszystkie czynniki sugerują jednak, że można mu zaufać jako człowiekowi, który temu nieszczęsnemu ministerstwu będzie przewodził. Co niniejszym czynię.
Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu: MEN nie jest potrzebne, a już na pewno nie w tak przerośniętej formie, jak obecnie. Skoro już ktoś musi być ministrem edukacji, to dobrze się stało, że tym kimś jest profesor Legutko. Dostał mu się jednak resort, który co najmniej powinien zostać bardzo poważnie uszczuplony o kompetencje i kadry, jeżeli nie zupełnie zlikwidowany, co byłoby słuszniejsze, ale trudniejsze w realizacji. MEN tworzy problemy, które potem ogół społeczeństwa musi rozwiązywać. Zupełnie jak w socjalizmie, nieprawdaż? Państwo odgórnie ustala kanon lektur i pakuje szkolną dziatwę w mundurki. O tym, jakie książki czytają ich dzieci i jak się latorośle ubierają powinni chyba decydować rodzice, a nie urzędnicy? Najwyraźniej nie w Polsce.
Marnotrawienie środków, nieefektywność nauczania, przerost biurokracji, związki zawodowe, które oprócz spraw pracowniczych zajmują się polityką - to także wyznaczniki sukcesów organizacyjnych MEN.
Najbardziej oczywistym wyjściem z sytuacji byłoby rozwiązanie tego resortu i prywatyzacja sektora usług edukacyjnych. System prywatnej edukacji to system efektywny, zmuszający szkoły i pracujących w nich nauczycieli do wysiłku, bo wszak uczeń w takim systemie przestaje już być petentem - jest klientem i jeśli jego rodzice lub on sam, po osiągnięciu pełnoletności, nie będzie zadowolony z poziomu świadczonych usług - to usługodawcę po prostu zmieni. Są w Polsce miejsca, gdzie rodzice kupują dzieciom usługi edukacyjne za bony - póki co, jest tak w gminie Świdnik i w Kwidzynie (odsyłam do Najwyższego Czasu! nr 33-34). Jeżeli tam ten system działa, to dlaczego nie wprowadzić go w całym kraju? Choć MEN na pewno tego nie zrobi. Nie byłby już potrzebny, a każda istota, nawet Lewiatan - chce żyć.
Szkoda, że ostatnią rzeczą, jaką zrobi profesor Legutko będzie likwidacja swojego resortu. Na choćby śladową prywatyzację polskiej edukacji też nie możemy liczyć. Pozostaje nam wierzyć, że na tle chorego systemu nowy minister będzie się dobrze prezentował, sprawnie zawiadywał swoim resortem i okaże rozsądek. Niestety, na pewno nie w kwestiach tak palących, jak prywatyzacja szkolnictwa.
Marcin Chmielowski
Za upr.pl

