Marcin Wolski: Jak najmniej państwa w gospodarce
Kategoria: Opinie
wtorek, 29. sierpnia 2006
Dlaczego wzięty satyryk i popularny pisarz science fiction zostaje dyrektorem publicznego radia pod rządami PiS? MARCIN WOLSKI wyznaje, dlaczego był w PZPR, i broni swego pomysłu na radio popularne, choć nie populistyczne.
Kolego dyrektorze, czegoś wam w życiu brakowało?
– Nie byłem bogaty z urodzenia, nie pochodziłem z jakiejś dynastii, która umożliwiała bezszmerowe zrobienie kariery. Poza genami i wychowaniem zawdzięczam wszystko sobie.
A ostatnio, kolego dyrektorze? Bo chyba mu czegoś brakowało, skoro dyrektorem został?
– Zostałem nim między innymi z ciekawości. Należę do ludzi, którzy gdy osiągają pewną sprawność, mają sukcesy i zaczynają się nudzić. Z drugiej strony w życiu ludzkim decyduje przypadek. Nie przypuszczałem, że moje nazwisko znalazło się w jakiejś rezerwie kadrowej.
Przystąpiłem do tego dyrektorowania z pewną asekuracją, powiedziałem prezesowi Czabańskiemu, że ja to biorę na rok. I nie widzę siebie dłużej w roli urzędnika, chociaż może i roku nie wytrzymam.
Skoro ciekawość, to czego pan najbardziej był ciekaw w tej posadzie dyrektorskiej?
– Nigdy nie byłem na takiej pozycji. Na przykład obserwowanie gwałtownych zmian ludzi może być pouczające, w końcu ja w tej firmie na różnych stanowiskach przepracowałem 37 lat.
Czyli jest pan ciekaw, czy mu woda sodowa uderzy do głowy?
– Również, bo ja zawsze podziwiam ludzi, którzy mówią, że oni stuprocentowo wiedzą, jak by się zachowali w konkretnej sytuacji, nawet ekstremalnej. Ja nie wiem, czy przyparty do muru byłbym bohaterem czy świnią. Nikt siebie nie zna do końca, zbyt dużo czytałem, żeby nie wiedzieć, jak łamali się niezłomni, jak mięczaki pokrywały się chityną.
calość… Przekroj.pl
