Mariusz Affek: Dramat katolickiego porywacza z Turcji

Kategoria: Opinie

niedziela, 8. października 2006

3 października br. doszło do niecodziennych wydarzeń na włoskim lotnisku w Brindisi, którymi jednak nie zainteresowały się największe światowe media, bo porywacz samolotu nie był ani islamistą uzbrojonym w ładunki wybuchowe, ani Czeczenem, któremu należy się ponoć tradycyjna już litość za to, że jego kraj nie może doczekać się niezależności od Rosji.

Kogo też mógłby zainteresować szczęśliwy finał całej historii, gdy tymczasem czytelników, słuchaczy czy widzów karmi się najczęściej krwawymi, brutalnymi scenami mającymi na celu zwiększyć popularność danego środka masowego przekazu?

W każdym razie włoska agencja „Ansa” zdecydowała się opisać zaszłe zdarzenia po tym, jak późniejszy porywacz jeszcze w sierpniu br. wystosował wstrząsający list do papieża Benedykta XVI. W liście tym zawarł swoje tragiczne przeżycia z Turcji i z Albanii, a wynikające z faktu przyjęcia przez niego chrześcijaństwa i Chrztu św. w obrządku rzymskokatolickim.

Ten młody człowiek urodził się w 1978 r. jako obywatel turecki, choć jego rodzina przybyła do Azji Mniejszej z Macedonii w ramach przymusowych przesiedleń, jakie tam nastąpiły jeszcze po I wojnie światowej. Hakan Ekinci, bo tak się zwie ów mężczyzna, twierdzi, że jego rodzina została zmuszona do przyjęcia obywatelstwa tureckiego, a w jego akcie urodzenia wpisano „wyznanie muzułmańskie” bez pytania się kogokolwiek z rodziny o zgodę.

W tureckiej szkole musiał zaś uczęszczać na lekcje religii islamskiej — pomimo tego, że nie przejawiał nimi najmniejszego zainteresowania. Za to był też zresztą karany przez samych nauczycieli — wbrew temu, co się pisze w tureckiej konstytucji, która zakłada świecki charakter państwa. Nic więc dziwnego, że kiedy Hakan poszedł do wojska, to przełożeni od razu zauważyli jego negatywny stosunek do islamu i prześladowali go za to, że nie chce się modlić do Allaha.

Ucieczka z armii nic nie dała, albowiem chrześcijanin znalazł się w więzieniu, gdzie był poddawany torturom — rzekomo zakazanym ostatnio w Turcji pod pretekstem ubiegania się przez ten kraj o członkostwo w Unii Europejskiej. Dopiero ucieczka z więziennego szpitala w 2005 r. zaowocowała wolnością związaną z przedostaniem się do Albanii, gdzie Hakan poprosił o azyl.

Tymczasowo został jednak umieszczony w obozie dla uchodźców prowadzonym przez Komisariat ONZ, zaś rząd albański zaczął grozić uciekinierowi ekstradycją do Turcji. Przedstawicielstwo ONZ w ogóle nie reagowało na tego typu enuncjacje i było nawet skłonne wydać Hakana w ręce tureckie — tym bardziej, że Albania to kraj muzułmański i utrzymujący szczególnie dobre stosunki z Turcją.

Kiedy więc groźba przekazania chrześcijanina stała się realna, ten — długo się nie namyślając — porwał samolot tureckich linii lotniczych lecący z Tirany do Konstantynopola, załodze nakazał lecieć do Włoch, po czym na lotnisku w Brindisi uwolnił wszystkich pasażerów i oddał się w ręce włoskiej policji bez dłuższych targów. Pozostawił też list, kończący się błaganiem Benedykta XVI o okazanie pomocy.

całość… www.prawica.net


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze