Michał Wójcik: Solidarność pod przymusem

Kategoria: Opinie

czwartek, 16. sierpnia 2007

wojcik.jpgSłynny wizjoner naszych czasów, George Orwell zauważył, że polityka została wymyślona po to, aby kłamstwo brzmiało jak prawda. Przyglądając się rodzimej scenie politycznej, nie sposób odmówić wspomnianemu pisarzowi racji. Sposób w jaki nasi polityczni przedstawiciele opanowali zdolność do wybielania, za pomocą stosowanej retoryki, zwykłych nadużyć władzy czy cynicznych interesów, budzi podziw. Klasycznym tego przykładem jest zagospodarowanie słowa solidarność.

To popularne dziś określenie, niczym mantra, powtarzane jest przy każdej wzniosłej okoliczności, bezustannie okrasza przemówienia polityków, dodaje powagi medialnym przemyśleniom znanych publicystów, a nawet stało się hasłem sztandarowym rządzącej koalicji. O wadze i znaczeniu solidarności wspominał w pamiętnej homilii sam JŚw. Jan Paweł II, pouczając w dwuznacznie rozumianym zdaniu, że nie ma wolności bez solidarności. Rzeczywiście ważność tej naturalnej ludzkiej cechy, bez której w zasadzie nie istniałaby ani żadna społeczność, ani nawet rodzina, nie podlega absolutnie jakiejkolwiek dyskusji. Skoro tak, to wypadałoby przyklasnąć głośno dla zaistniałej sytuacji i bardzo się cieszyć, że pamiętając o dobrodziejstwie wymienionej cnoty, ciągle stanowczo się o nią upominamy. Jest jednakże jeden, ważny i niezbędny w tej kwestii warunek: z chóru domagających się solidarności wyłączeni zostaną, reprezentujący władzę państwową, politycy!

Nieodzownym bowiem przymiotem solidarności i zarazem jej bogactwem jest przecież dobrowolność, a jedynym narzędziem władzy, którym politycy mogą się posługiwać, aby urzeczywistniać swoje ideały, jest przymus poparty siłą aparatu państwowego. Budowanie trwałych wartości cywilizacyjnych czy materialnego dobrobytu społeczeństwa bez fundamentu spontanicznej i dobrowolnej solidarności jest wysiłkiem tyle jałowym, co nietrwałym, natomiast próby jej zastępowania odgórnymi protezami grożą, jak zwykle w podobnych przypadkach, rezultatami odwrotnymi od przepowiadanych.

Nie zaprzątalibyśmy sobie głowy problemem, gdyby państwo podobnie jak w wielu innych swoich deklaracjach, w sposób dla siebie charakterystyczny, kończyło jedynie na koloryzowanych zapewnieniach i pomysłowej retoryce. Niestety w tym akurat przypadku, wyjątkowo nie pozostaje gołosłowne, a podłoże ku swej konsekwencji wyznacza w samej Konstytucji RP. Już w pierwszym rozdziale dokumentu, w art. 20 zaznacza, że Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej. Dostaliśmy tutaj zapewnienie, że podstawą gospodarki III Rzeczypospolitej będzie nie tylko wolność i własność, ale także solidarność, zdefiniowana przez państwo i zagwarantowana jego kontrolą. W praktyce takie postawienie sprawy wypacza wcześniejsze, naturalne dla gospodarki, wymienione przymioty. Albo charakter gospodarki determinuje wolność i własność prywatna, albo solidarność, dialog i współpraca partnerów społecznych, ponieważ określenia te w samej już swej istocie wzajemnie się wykluczają. Interpretacyjna działalność parlamentarna w praktyce nie pozostawia już żadnych wątpliwości wobec zacytowanego konstytucyjnego zapisu.

Elementarnym tego przykładem jest narzucenie na społeczeństwo systemu progresywnego podatku dochodowego. Jeżeli o sumie płaconego podatku decyduje wyłącznie wysokość zarobków, to rzeczywiście zastosowanym kryterium nie mogła być ani wolność jednostki, ani elementarny szacunek do własności prywatnej. Decydującym kryterium, które zdominowało logikę zastosowanego systemu podatkowego, została solidarność wypaczona państwowym przymusem. Identycznie wygląda zresztą sytuacja przy składkach zdrowotnych, czy w systemie ubezpieczeń społecznych - że pozwolę sobie na wymienienie co bardziej dotkliwych przykładów.

Pomijając destrukcyjne wady i demobilizacyjny wpływ tego rozwiązania względem gospodarki, trzeba podkreślić skutki wprowadzonego systemu na zwykłe stosunki międzyludzkie, bo to one są tutaj najbardziej znamienne. O ile bowiem solidarność scala społeczności, buduje więzi oparte na istotnych wartościach i tworzy fundamenty do powstawania organizmów, poczynając od cywilizacji na najmniejszych komórkach społecznych kończąc, o tyle solidarność wprowadzona pod przymusem rodzi skutki dokładnie odwrotne - tworzy antagonizmy, dezintegruje, burzy często zrzeszenia wiekami budowane przez człowieka.

Jak widzimy solidarność pod przymusem nie jest już zwykła solidarnością, ale jej zdegenerowanym odpowiednikiem. Tak jak harnaś Janosik nie był solidaryzującym społeczeństwo, dzielnym mężem a zwykłym bandytą, złodziejem, co najwyżej prekursorem politycznym wobec naszych czasów, w których poniekąd, został wykreowany na idola, co wystarcza już za cały komentarz dla charakteru prowadzonej dzisiaj polityki.

Po ich owocach ich poznacie - poucza Pismo Święte, czyniąc drogowskaz dla oceny refleksji nie tylko dla nas, ale przede wszystkim naszych polityków. Czego im z całego serca życzę.

Michał Wójcik

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie upr.pl 


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze