Michalkiewicz: Godzina prawdy nadchodzi
Kategoria: Opinie
wtorek, 1. sierpnia 2006
Wprawdzie nikt chyba nie próbował ustanowić kolejności największych oszustw świata, a w każdym razie ja nic o tym nie wiem, ale gdyby spróbował, to na jednym z pierwszych miejsc niezawodnie powinny znaleźć się powszechne i przymusowe ubezpieczenia społeczne. Jest to oszustwo nie tylko największe, ale i najbardziej bezczelne; można powiedzieć, że bezczelność tego gigantycznego oszustwa zapiera dech.
Inna sprawa, że właśnie dlatego się udało i nadal udaje. Ach, co ja mówię: “udaje”, kiedy powszechne i przymusowe ubezpieczenia społeczne nadal uważane są za jedną z podstawowych zdobyczy tzw. szarych ludzi. Tak twierdzą nie tylko zawodowi przyjaciele szarych ludzi, co byłoby w końcu zrozumiałe, bo ci przyjaciele żyją z naciągania szarych ludzi. Sęk w tym, ze i oni sami też tak sądzą. Szarzy ludzie bowiem, wbrew buńczucznym deklaracjom, jakie mają zwyczaj składać zwłaszcza w stanie nietrzeźwości, , że to niby nikt ich nie wyprowadzi w pole, są w gruncie rzeczy poczciwcami, którym nie przyjdzie nawet do głowy, że można ludzi naciągać tak otwarcie i - jak to się mówi - “w biały dzień”.
Tymczasem sukces powszechnych i przymusowych ubezpieczeń społecznych jest ufundowany na takiej właśnie bezczelności, którą można wykazać bez doktoratów z ekonomii, tylko przy pomocy prostych, tzw. “głupich” pytań. W ogóle “głupie” pytania stwarzają różnym mądralom najwięcej kłopotów, bo najtrudniej na nie odpowiedzieć. Znana jest historia holenderskiego astronoma, który w XVIII wieku głupio zapytał, dlaczego właściwie w nocy jest ciemno? Udzielenie zadowalającej odpowiedzi na to pytanie zajęło innym astronomom najbliższe 100 lat, a przy okazji przyczyniło się do wykazania, ze Wszechświat nie jest nieskończenie wielki. Wracając tedy do przymusowych ubezpieczeń, warto zapytać, dlaczego właściwie są one przymusowe, skoro są dla ludzi korzystne? Bo jeśli nie byłyby dla ludzi korzystne, to chyba jasne, że nie powinny być przymusowe?
No dobrze, ale czy przymusowe i powszechne ubezpieczenia rzeczywiście są dla ludzi korzystne? Gdyby nie były przymusowe, to umowa ubezpieczenia społecznego wyglądałaby mniej więcej tak: państwowa ubezpieczalnia zażądałaby od ubezpieczonego przekazywania jej niemal połowy swoich dochodów tytułem tzw. “składki”, oferując ubezpieczonemu, że “kiedyś coś mu za to dadzą”. “Kiedyś” - bo - jak się za chwilę przekonamy - parlament może w każdej chwili zmienić wiek uprawniający do korzystania z emerytury. “Coś” - bo onże parlament może też zmienić zasady naliczania emerytur. Jestem pewien, że żaden trzeźwy człowiek nigdy nie przyjąłby takiej oferty. Ta właśnie okoliczność przesądza, że powszechne ubezpieczenia są zarazem przymusowe.
“Toć raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety, nie!” - szydził z różnych dobroczyńców ludzkości Bertold Brecht. Ubezpieczenia społeczne są rodzajem finansowej piramidy, która, jak wiadomo, funkcjonuje dopóty, dopóki napływają do niej coraz to nowi frajerzy z pieniędzmi. Kiedy dopływ frajerów się zmniejsza, zaczynają się problemy. Sęk w tym, że ubezpieczenia społeczne są podobne w skutkach do hojności, o której Mikołaj Machiavelli pisze, że “nie ma rzeczy która by tak sama siebie pożerała”, jak właśnie hojność. “Uprawiając hojność sam niweczysz jej źródła” i albo popadając w nędzę stajesz się przedmiotem pogardy, albo popadając w zdzierstwo, stajesz się przedmiotem nienawiści. Ubezpieczenia społeczne, rozrywając związek między pomyślnością starszych ludzi a posiadaniem przez nie dzieci sprawiają, że posiadanie dzieci staje się nieopłacalne, więc ludzie zaczynają dzieci unikać. W rezultacie jednak po pewnym czasie ustaje dopływ frajerów do piramidy. O ile w latach 60-tych na jednego emeryta przypadało w Polsce 7 płacących “składki”, to teraz - zaledwie około półtora frajera, a proporcje te pogarszają się z roku na rok. W rezultacie pojawia się straszliwe pytanie: skąd wziąć forsę - straszliwe, bo znikąd nie ma odpowiedzi.
W tej sytuacji specjaliści od robienia ludziom wody z mózgu wykombinowali sobie, że nic tak ludziom nie doskwiera, jak nierówności płciowe. Zaczęli wszystkim wmawiać, że kto to widział, żeby takie, dajmy na to, kobiety, przechodziły na emeryturę w wieku 60 lat, kiedy potem żyją znacznie dłużej, niż mężczyźni, którzy na emeryturę mogą przechodzić dopiero po ukończeniu lat 65. Ano, nie da się ukryć, że skoro żyją dłużej, to od razu widać, że coś tu jest nie w porządku. Ponieważ ludzkość niczego tak bardzo nie pragnie, jak właśnie zrównania płciowego, toteż nie tylko u nas, w kraju, ale właśnie u nas też pojawiły się projekty, żeby i kobiety mogły przechodzić na emeryturę dopiero po ukończeniu 65 lat. O tym, żeby skrócić wiek emerytalny mężczyzn, nie tylko żaden z dobroczyńców ludzkości się nie zająknął, co w końcu jest zrozumiałe, ale żaden z tzw. szarych ludzi też nie zapytał, dlaczego właściwie pominęli te możliwość milczeniem, a to jest już trochę dziwne. Tedy rząd zapowiedział, że będzie kobietom “stwarzał możliwości” , a nawet “zachęty” by wytrwały w zatrudnieniu aż do ukończenia 65 lat. Skoro takie “możliwości” a nawet “zachęty” rząd zamierza stwarzać kobietom w sytuacji, kiedy już ponoć 2 miliony młodych ludzi wyjechało na emigrację zarobkową, to znaczy, że sytuacja rzeczywiście jest poważna.
całość… Kapitalizm.republika.pl
Komentarzy: 3
- Andrzej wtorek, 1. sierpnia 2006
Lubię zjadliwy humor Michalkiewicza. A zaletą tego tekstu jest też to, że tym razem nie ma w nim nic o Żydach.
- zet wtorek, 1. sierpnia 2006
Nie ma o Zydach? A kto ma te pieniądze?
- Andrzej Sokół wtorek, 1. sierpnia 2006
To nie jest żaden humor, to jest horor. Żydzi świetnie się nadają do tego, żeby o nich pisać z humorem, patrz humor żydowski. W tym tekście raczej chodzi o złodzieji i oszustów. Zaletą tego tekstu jest to, że ktoś odważył się publicznie napisać jak to wygląda naprawdę. Ciekawe kto wyciągnie z tego wnioski? Czekam na następnych odważnych.

