Mirosław Stelągowski: Strajk antysocjalny
Kategoria: Opinie
sobota, 16. czerwca 2007
Stanowisko związku w sprawie reform było jasne - kierunek rynkowy. Oficjalne oblicze związku miało zdecydowanie konserwatywno-liberalny charakter. Wśród lekarzy działających we władzach związku można było znaleźć wielu zwolenników UPR.
Związek nawoływał w oficjalnych dokumentach, przyjmowanych w głosowaniu, do przeciwstawienia się aborcji, eutanazji i lewicowemu systemowi wartości w ogóle. Do tego stopnia, że wskazywał lekarzom, na które partie nie powinni głosować ze względu na ich lewicowy charakter.
Nie wszystkim członkom związku to jednoznaczne zabarwienie OZZL odpowiadało, ponieważ organizacja skupiała rzecz jasna ludzi o różnych poglądach politycznych. Szczytem osiągnięć związku było porozumienie i wspólne z “Solidarnością” działanie na rzecz reformy lecznictwa, co zaowocowało przyjęciem ustawy, która wprowadzała kasy chorych, ale i pozwalała na swobodny wybór prywatnego ubezpieczyciela. Pozostawał jednak obowiązek uczestniczenia w systemie ubezpieczeniowym. Ta “skrajnie” liberalna, według dzisiejszych kryteriów, ustawa otwierała drogę do nieskrępowanej konkurencji i prywatyzacji. W ówczesnym ministerstwie zdrowia rozpoczęto pracę nad ustawą prywatyzacyjną w lecznictwie. Jej celem było rzucenie koła ratunkowego poprzez szybką prywatyzację jednostkom publicznym, które pod zarządem politycznym (takim jak dzisiaj) nie wytrzymałyby konkurencji ze swobodnie działającym sektorem prywatnego lecznictwa. Do prac przy projektach ustaw zapraszani byli między innymi lekarze z OZZL, którzy pilnowali ich rynkowego kierunku. Używając dzisiejszej retoryki PIS-owskiej, można powiedzieć, że w pewnym momencie zadziałał układ III RP, który zorientował się, że wprowadzenie reformy kończy jego żywot w ochronie zdrowia. Nagonka ze strony głównie Unii Wolności, koalicjanta AWS-u, spowodowała rozbicie ówczesnego ministerstwa zdrowia. Sejm anulował w ustawie o ubezpieczeniu zdrowotnym możliwość dowolnego wyboru ubezpieczyciela. Od tej pory w oparach reformatorskiej retoryki trwał konsekwentny odwrót od mechanizmów rynkowych. Działalność programowo-oświatowa związku nie doprowadziła więc do reformy i poprawy sytuacji lekarzy i innych pracowników.
Nie oznacza to, że przewodniczący Krzysztof Bukiel zaprzestał propagowania rynkowych rozwiązań w lecznictwie i przekonywania różnych środowisk do ich realizacji. W tym czasie w sposób naturalny doszło jednak do wymiany składu osobowego we władzach związku. Odeszli wolnorynkowi ideolodzy. Znaczenia nabrali działacze świadomi nieuchronności konfrontacji, którzy potrafili lepiej zorganizować struktury związku i do niej przygotować. Ta wymiana osobowa była prostą konsekwencją lewicowej postawy kolejno rządzących partii politycznych niezdolnych do przyjęcia argumentacji OZZL o konieczności przeprowadzenie rynkowych reform. Tyle o OZZL.
Całość na nczas.com
Komentarzy: 3
- nagodzic sobota, 16. czerwca 2007
Niech diabli porwą wszystkie związki. Pracowników, pracodawców, korporacyjno- obronne, emeryckie, płciowe itp. Raz zakopać Marksa, Engelsa i Lenina. Napluć na związkowe szuje, co tak naprawdę szukają frajerów i prą do... diet. Z czasem zobaczycie to, co my już wiemy, że w tym bajzlu - jest.
- alekmajewski sobota, 16. czerwca 2007
ale akurat w OZZL tli się jednak iskierka nadziei, że jest to gwóźdź do trumny niewydolnego systemu...
- nagodzic sobota, 16. czerwca 2007
Ale żeby oni mogli zarabiać po ludzku, trzeba zebrać kasę. A co z innymi? Stosunek PKB Polski i krajów tzw. starej Unii nagle się nie poprawi. Tylko podstawowy koszyk świadczeń (tfu! co za slowo) - z podatków. Resztę sprywatyzować, urządników rozpędzić, złych lekarzy na bruk, złodziei do więzień. Istotą związku (zwłaszcza zawodowego) jest roszczenie i bezkarność przestępczych działań.

