Paweł Bała: Mundurków już nie ma!

Kategoria: Opinie

czwartek, 9. sierpnia 2007

bala.jpgMało, gdyż „mundurki” nie istnieją… A raczej istnieją tylko w
wyobraźni „Wielkiego Edukatora”. Powyższa konkluzja brzmieć może zabawnie - a nawet obrazoburczo - w sytuacji gdy rodzice głowią się jakie „mundurki” nosić będą ich pociechy. Tymczasem legislatorzy podlegający ministrowi coś zaniedbali…

Otóż zwrócić należy uwagę na następujące przepisy. Minister właściwy do spraw oświaty i wychowania, a w stosunku do szkół i placówek artystycznych - minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, określi, w drodze rozporządzenia, ramowe statuty szkół i placówek publicznych, uwzględniając w szczególności ogólne zasady organizacji szkoły lub placówki, a także zakresy spraw, które powinny być ustalone w statucie szkoły lub placówki – zgodnie z art. 60 ust. 2 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572, z późn. zm.).

Realizacja tej delegacji ustawowej została wykonana poprzez rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół z dnia 21 maja 2001 r. (Dz.U. 2001 Nr 61, poz. 624). Pan minister w ferworze walki o szkołę „prawdziwie polską i katolicką” raczył zmienić powyższe rozporządzenie rozporządzeniem zmieniającym z dnia 9 lutego 2007 r. (Dz.U. 2007 Nr 35, poz. 222).

Rozporządzenie to dokonuje zmian w załącznikach do pierwotnego rozporządzenia – określających tzw. ramowe statuty szkół - w taki sposób, iż dodano przepisy obligujące uczniów do „dbania o schludny wygląd oraz noszenia odpowiedniego stroju” i regulujące warunki „korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na terenie szkoły”. Skądinąd dziwić musi, iż sztandarowa reforma jaką Pan minister uraczył polską oświatę zostaje zapisana tylko w załącznikach do rozporządzenia. Tyle pokrzykiwania – a tylko parę zmian w załącznikach! Co więcej, próżno szukać w tym rozporządzeniu nakazu używania „mundurków”, czyli „jednolitego stroju uczniowskiego”. Podzielić zatem należy opinię Ireny
Dzierzgowskiej:
“Jak widać zapis jest bardzo łagodny. Nieco inaczej brzmiała wypowiedź Ministra na konferencji prasowej w tej sprawie:

“(…) Do końca czerwca tego roku we wszystkich szkołach, które już przeszły kontrolę, będą musiały być wprowadzone statuty określające zasady korzystania ze strojów uczniowskich. Chciałbym, aby od 1 września przyszłego roku szkolnego we wszystkich szkołach obowiązywały stroje jednolite (…)”

Mam szczerą nadzieję, że to ostatnie zdanie oznacza rzeczywiście tylko pragnienie Ministra a nie polecenie. Zgodnie bowiem z prawem szkoła może, ale nie musi wprowadzić mundurki. Może też w inny sposób określić obowiązujący strój szkolny, na przykład ustalają, że nie wolno chodzić z gołym pępkiem, albo z nadmiarem(?) biżuterii, albo w zbyt krótkiej spódniczce (to już kiedyś było!). Może również po prostu zapisać, powtarzając za tekstem rozporządzenia, że strój ma być schludny, odpowiedni i wygodny”.

Wykładnia literalna nakazuje rozumieć „schludny wygląd” jako synonim wyglądu bez zabrudzeń, czystego, zadbanego. „Odpowiedni strój”? Za synonimy uznać należy : „akuratny”, „godziwy”, „nadający się”, „należyty”, „odpowiedni”, „poprawny”, „słuszny”, „stosowny”, „trafny”, „w sam raz”,
„właściwy”. Nie oznacza to stroju jednolitego zgodnie z odgórną dyrektywą organu administracji publicznej! Zobowiązanie wobec szkół podległych MEN do wprowadzenia jednolitego stroju wydaje się nie mieć podstaw prawnych. Dlatego Panie ministrze: zero tolerancji! Także, a może przede wszystkim, dla tych „co na górze”.

Całość na prawica.net


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze