prof. Wolniewicz, prof. Musiał: Spór o Kielce ‘46
Kategoria: Opinie
sobota, 29. lipca 2006
Minęła właśnie sześćdziesiąta rocznica wydarzeń w Kielcach, a z nią odżyły spory i inwektywy, oskarżenia i przeciwoskarżenia, endemiczne w stosunkach polsko-żydowskich. Były to wydarzenia w trójnasób ponure: ponure knowania jednych nałożyły się tam na ponurą ciemnotę drugich i dały w rezultacie ponurą zbrodnię na trzecich. W zbrodni kieleckiej jest wiele niejasności. Nie będziemy ich tu roztrząsać, nie jesteśmy historykami. Do sprawy podchodzimy jako obywatele.
I w tym charakterze czuliśmy się w obowiązku zaznajomić z nią na tyle, by wyrobić sobie jakiś pogląd i własne stanowisko. Ten pogląd i to stanowisko chcemy krótko przedstawić, bo może zainteresują też innych. Nie twierdzimy, że są nowe; deklarujemy jedynie, że są nasze.
1. Teza
Niektórzy się spierają, czy zajścia kieleckie to był “pogrom” czy “prowokacja” - jakby jedno wykluczało drugie. Myśmy swoje zdanie zaznaczyli wyżej, teraz chcemy nadać mu kształt wyraźnej tezy.
Otóż powiadamy: zajścia kieleckie z 4 lipca 1946 roku był to żydobójczy manewr polityczny przeprowadzony przez NKWD z aktywną pomocą jego agentury we władzach PPR i kierownictwie UB oraz ze ślepym udziałem miejscowej tłuszczy. Inaczej jednak niż w Jedwabnem, mordowanie Żydów nie było w Kielcach głównym celem operacji, lecz jedynie środkiem do niego.
Cel polityczny żydobójczego manewru kieleckiego był złożony, potrójny. Po pierwsze, trzeba było przesłonić propagandowo druzgocącą klęskę, którą komuniści ponieśli kilka dni wcześniej w referendum (30 czerwca 1946 r.) i która obnażyła antydemokratyczny charakter ich rządów. W tej sytuacji wystąpienie w roli obrońców ocalałych Żydów przed polską tłuszczą legitymizowało ich władzę w oczach opinii światowej - i to równie dobrze albo nawet lepiej niż liczba zebranych przez nich głosów.
Po drugie, właśnie wtedy, od 1 do 3 lipca 1946 r., na wokandzie procesu norymberskiego stawał wniosek prokuratora sowieckiego oskarżający Niemców o zbrodnię katyńską - i wniosek upadł. Zeznawał tam, jako świadek obrony, podpułkownik niemiecki Ahrens, którego jednostka według oskarżyciela sowieckiego winna była zbrodni katyńskiej. Zeznania tego pułkownika okazały się tak przekonujące i adwokat strony niemieckiej bronił tak skutecznie, że dla licznie zebranych na sali rozpraw dziennikarzy już 3 lipca musiało być jasne, że oskarżanie Niemców w tym punkcie się nie ostoi. Porażka w kwestii politycznie tak czułej jak mord katyński - bardziej jeszcze niż przegrana protegowanych Stalina w referendum - wymagała osłony propagandowej, np. przez skierowanie uwagi w inną stronę. Taka osłona została w Kielcach stworzona. Olbrzymia wrzawa, jaką podniosły ówczesne media, piętnując Polaków jako naród żydobójczy - z cichą sugestią, że ci pogrzebani w tamtym lesie pewnie nie byli lepsi - odwróciła skutecznie uwagę opinii światowej od sensacji w Norymberdze.
Z sowieckiego punktu widzenia przesłonięcie propagandowym parawanem rzezi katyńskiej było nieporównanie ważniejsze niż sprawa referendum. Referendum miało znaczenie lokalne i doraźne, tamta rzeź - uniwersalne na stulecia. Któż dziś pamięta referendum i o co w nim chodziło? A Katyń będzie pamiętany, i to długo. Jak nic innego pokazał bowiem, czym są Sowiety - systemem mordu i kłamstwa.
Po trzecie, ważyła się wtedy przyszłość Palestyny. Jest nawet taki dość niedorzeczny pogląd, że zajścia kieleckie sprowokowali “syjoniści”, by skłonić polskich Żydów do emigracji nad Jordan. Dorzeczne natomiast wydaje się przypuszczenie inne. Stalin liczył wtedy na to, że powstające państwo żydowskie stanie się jego przyczółkiem na Bliskim Wschodzie. (Hagana była zaopatrywana w broń z Czechosłowacji). Anglicy emigrację żydowską do Palestyny silnie ograniczali, nie chcąc narażać się Arabom. Nowe pogromy Żydów musiałyby tę pozycję Anglików i ich sprzeciw osłabić, bo stawiałyby ich w roli współwinnych.
Organizatorami żydobójczego manewru byli funkcjonariusze NKWD we władzach polskich, ci “zawerbowani”, jak Bolesław Bierut, Jakub Berman czy Władysław Sobczyński, oraz ich sowieccy “doradcy”. Oni stanowili trzon agentury. Ponadto istniała sieć ich donosicieli i prowokatorów, niejako agentura tej agentury głównej, i to w dodatku podwójna. Jedna była sieć podległa polskim władzom bezpieczeństwa i ich sowieckim “doradcom”; obok niej zaś - druga sieć własna NKWD, od tamtej niezależna. W mechanizm żydobójczego manewru kieleckiego wtajemniczono, co oczywiste, tylko nielicznych, w szczególności trzech wyżej wymienionych. Wśród nich Berman był Żydem, a wtajemniczeni zostali zapewne jeszcze jacyś inni Żydzi z kierownictwa bezpieczeństwa, jak Romkowski czy Fejgin. Wykonanie manewru polegającego na mordowaniu cudzymi rękami swoich własnych pobratymców musiało rodzić w nich jakieś konflikty sumienia. Trzeci cel manewru - otwarcie Palestyny dla szerokiej imigracji żydowskiej - konflikt ten nieco łagodził jako ofiarę na rzecz odrodzenia państwowości żydowskiej.
Gruntem społecznym dla żydobójczego manewru był antagonizm polsko-żydowski. (Antagonizm ten bywa określany mianem “polskiego antysemityzmu”, gdy chce się stworzyć sugestię, że jego źródła leżą po stronie polskiej i że - co więcej - występuje on tylko w Polsce). Antagonizm wzmógł się silnie w czasie wojny i zaraz po wojnie na tle zasadniczo odmiennego stosunku ludności polskiej i ludności żydowskiej do sowieckiego najeźdźcy. Nakładał się on na ciemnotę, czyli na gotowość, by każdą pogłoskę, byle zgodną z własnymi uprzedzeniami, brać za rzecz pewną i powtarzać dalej. (W Kielcach krążyła wieść, że tamtejsi Żydzi porywają polskie dzieci, by toczyć z nich krew - według jednej wersji “na mace”, według drugiej, unowocześnionej, do transfuzji).
2. Umorzenie
Tak więc pogrom kielecki był operacją zaplanowaną, przygotowaną, od początku do końca sterowaną, a po części i wykonaną przez organy NKWD oraz ich przybudówkę w postaci MBP i KBW. Może ktoś zapytać: skąd to wiadomo? Odpowiadamy: z dedukcji opartej na faktach.
Teza nasza jest pewną hipotezą, ale w świetle istniejącego materiału faktograficznego i licznych w nim dziwności jest wysoce prawdopodobna. Dopóki nie przedstawi ktoś hipotezy innej, równie zgodnej z wszystkimi znanymi faktami, a tłumaczącej je lepiej niż nasza, bądź nie wskaże faktów całkiem nowych, które by naszej hipotezie zaprzeczały, dopóty jest ona tezą metodologicznie najbardziej racjonalną.
Tezę tę niektórzy odrzucają. Jednym z nich okazał się prokurator Krzysztof Falkiewicz, który - wykonując chyba zalecenia swoich mocodawców w ówczesnym rządzie SLD, kontynuujących manewr polityczny swych pepeerowsko-ubowskich protoplastów - postanowieniem z 21 października 2004 r. umorzył śledztwo w sprawie pogromu kieleckiego. “Umorzenie” to można znaleźć w wydanym właśnie tomie “Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2006, IPN), i to jako jego konkluzję. Oto, co tam czytamy o ewentualności udziału organów NKWD: “Wszelkie dowody zgromadzone nie zawierają informacji [które uzasadniałyby] twierdzenie, że wydarzenia kieleckie zaistniały z inspiracji tajnych służb” (s. 472). Co więcej, “z analizy ówczesnej sytuacji politycznej wyłania się również brak oczywistego interesu ZSRR w organizowaniu tego rodzaju wydarzeń” (jw.).
A co z udziałem organów MBP? Bo prokurator Falkiewicz te dwa udziały odróżnia. W tej materii “najistotniejsza wydaje się ocena wiarygodności zeznań Henryka Błaszczyka” (s. 474), czyli owego ośmioletniego chłopca, z którego miały być robione te mace. Szeroko się nad tymi zeznaniami rozwodzi, na 3 strony druku (s. 474-476 oraz s. 481), szerzej niż nad jakimkolwiek innym punktem. Nam te rozważania zdają się całkiem nieistotne, a służyć mogą jedynie omijaniu pytania o rzeczywistych sprawców pogromu.
Tak czy inaczej, Falkiewicz stwierdza jednak (s. 477): “Fakty dowodzą, że wszystkie władze centralne zostały niezwłocznie poinformowane o wydarzeniach”. To stwierdziwszy, zapytuje: “czy więc istnieją dowody, że władze je akceptowały?”. Okazuje się, że “wręcz przeciwnie, ustalono liczne okoliczności wskazujące, że władze centralne takich działań nie akceptowały”. Z tych “licznych okoliczności” przytacza jednak tylko dwie. Pierwszą ma być “rozkaz nr 46 o tępieniu wystąpień antysemickich” skierowany 13 sierpnia 1945 r. przez ministra BP Radkiewicza do kierowników powiatowych i wojewódzkich urzędów BP oraz do komendantów MO. Drugą mają stanowić “reakcje władz centralnych”, jak aresztowanie paru miejscowych funkcjonariuszy i “kompleksowe zmiany na kierowniczych stanowiskach w Kielcach”; a także “doprowadzenie w trybie pilnym do pokazowego procesu i surowego ukarania z pogwałceniem podstawowych gwarancji procesowych”. W świetle takiej postawy władz - sądzi Falkiewicz - “nieuzasadnione byłoby wnioskowanie, że działania te stanowiły jedynie zasłonę dymną mającą odwrócić uwagę opinii publicznej od tych, którzy wydarzenia wywołali w sposób celowy” (s. 478).
Dlaczego “nieuzasadnione”? I jak to rozgrzeszanie władz ma się do wcześniejszego stwierdzenia tego prokuratora, że “faktem ustalonym bezspornie jest, że w zajściach czynny udział brali funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i żołnierze Wojska Polskiego oraz formacji Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a więc przedstawiciele organów bezpieczeństwa państwa” (s. 466).
Według Falkiewicza, “najbardziej prawdopodobną hipotezą przyczyn pogromu” jest to, że “wydarzenia kieleckie miały charakter spontaniczny i zaistniały wskutek nieszczęśliwego zbiegu kilku okoliczności” (s. 478). Jedną był “wzrost nastrojów antysemickich”. Drugą - ten mały Błaszczyk i jego ojciec półanalfabeta Walenty. Trzecią - “źle zorganizowane działania służby bezpieczeństwa” oraz “zła ocena” sytuacji (s. 479), a także osobiste animozje między kierownikami UB i MO. (Zastępca komendanta MO nie chciał jakoby słuchać kierownika WUBP, bo ten był tylko majorem, a on podpułkownikiem).
całość… Radiomaryja.pl
Komentarzy: 3
- grzegorz2 sobota, 29. lipca 2006
Autor porusza tutaj rzecz, o której mało kto wspomina. Mianowicie skłonienie Żydów do masowej emigracji. Warto dodać, że wg. materiałów IPN po pogromie kieleckim wyemigrowało z Polski 150 tys. Żydów, z których połowa trafiła do Izraela. Co więcej, w roku 1946 miastem, w którym było najwięcej Żydów (40%) był... Szczecin. Dlaczego akurat Szczecin? Bo stamtąd odchodziły statki. Tym ludziom ułatwiono podjęcie decyzji o wyjeździe. Czytałem kiedyś książkę pt. "Druga strona medalu", niejakiego Lilienthala - amerykańskiego Żyda, który opisuje trwającą po wojnie akcję ściągania Żydów do Izraela (czy też Palestyny). Odbywało się to na różne sposoby. Były obietnice raju na ziemi, wpływanie na uczucia religijne i narodowe. Pogromy wykonane cudzymi rękami mogły być doskonałym elementem takiego "ściągania". Opisywany jest tam nawet przypadek zatopienia statku z imigrantami żydowskimi, którzy się rozmyślili i chcieli wracać do swojej dotychczasowej ojczyzny, zamiast jechać do Palestyny.
- Wis sobota, 29. lipca 2006
Józef Orlicki książka "Szkice z dziejów stosunkówpolsko-żydowskich
- Wis sobota, 29. lipca 2006
J.Orlicki w książce "Szkice z dziejów stosunków polsko-żyd
