Rafał A. Ziemkiewicz: Strach przed poznaniem

Kategoria: Opinie

środa, 4. października 2006

Sąd uznał za kłamcę lustracyjnego Leszka Moczulskiego. Brzmi to absurdalnie, ale według materiałów uznanych przez sąd za wiarygodne, miał Moczulski dostarczać bezpiece informacji o różnych interesujących ją ludziach, głównie ze środowiska kombatantów AK.

Czy Moczulski, jak twierdzi sąd, wiedział, że rozmawia z bezpieką i czynił to świadomie, czy też, jak twierdzi on sam, wiadomości te wydobyto z niego podstępem, to sprawa naprawdę nieistotna wobec faktu niekwestionowanego, iż w roku 1976 Moczulski wszelkie kontakty z bezpieką zerwał i wkrótce potem zaczął działalność opozycyjną.

Ukoronowaniem tej działalności było założenie Konfederacji Polski Niepodległej. Z całym szacunkiem dla działaczy wszystkich innych organizacji opozycyjnych – uważam, że założyciele KPN wykazali się odwagą największą. W roku 1979 założyć działającą jawnie partię, która deklarowała otwarcie, że zamierza walczyć o wolność Polski, było niezwykłym rzuceniem rękawicy sowieckiej potędze. Oczywiście, w oczach komunistów jakiekolwiek nieposłuszeństwo wobec partii było tak samo niewybaczalne. Ale jedynowładza monopartii oraz uzależnienie peerelu od Sowietów wpisane były do gierkowskiej konstytucji. Toteż wcześniejsze organizacje albo próbowały działać tajnie (jak „Ruch”), albo sięgały po taktyczny pretekst obrony praw człowieka (jak kontynuujący jego działania ROPCiO i KOR). Dopiero KPN postawił sprawę jasno: Polska jest okupowana, komunizm jest formą tej okupacji, a my zbieramy się po to, aby politycznymi sposobami przywrócić ojczyźnie wolność. Za tę odwagę zapłacili działacze KPN słoną cenę, ale też coś zyskali, choć nie wiem, czy było to wiele warte. Wśród moich rówieśników, w kręgach, w których się obracałem, nie budziły specjalnych wzruszeń KSS KOR czy „Solidarność”, które uważaliśmy za zajmujące się jakimiś drugorzędnymi „sprawami pracowniczymi” i futrowaniem roboli, natomiast KPN – to byli prawdziwi bohaterowie.

Czy jeśli nawet tak było, jak uznał sąd, zmienia to cokolwiek w mojej ocenie Moczulskiego? Jeśli, to na lepsze. Pogłębia obraz tego człowieka, a kontrast pomiędzy tym, co było przed 1976 i co było po, wyostrza zasługi. Moczulski nie był po 1989 nikim ważnym, z III RP, jak wielu innych opozycjonistów, wyślizgali go ludzie Wałęsy. Nie miał możności dotarcia do esbeckich akt i zniszczenia ich. I dobrze. Gdyby Wałęsa nie bał się tak panicznie ujawnienia swoich starych spraw, też by więcej na tym zyskał, niż stracił.

całość… www.gazetapolska.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze