Robert Surma: Rzeczy ukryte od założenia świata

Kategoria: Opinie

środa, 18. czerwca 2008

Zaryzykuję stwierdzenie, iż większość czytelników jest przeciwnikami demokracji pośredniej czy też przeciwnikami demokracji, która obecnie sprawuje rządy nad naszymi umysłami i duszami. Krytyka dotycząca obecnego systemu rządów w Europie, w USA i w innych częściach świata padała na łamach czasopism ekologicznych już wielokrotnie i nie wzbudza raczej kontrowersji.

Postulaty, które często towarzyszą tego typu krytyce, dotyczą najczęściej zmiany demokracji pośredniej (parodia demokracji) na demokrację bezpośrednią, która umożliwia prawo głosu każdej osobie będącej członkiem danej społeczności. Zazwyczaj sądzi się, iż przywrócenie systemu demokracji bezpośredniej będzie antidotum na bolączki współczesnego świata. Dlaczego się tak sądzi?

Czy to lewica czy prawica; czy to komuniści czy burżuje; czy to mafia akademicka czy mafia kościelna - wszyscy oni przez tysiące lat nieustannie i z wielkim oddaniem wpajali nam następującą tezę: “Wszystkie nieszczęścia tego świata są spowodowane przez klasę posiadającą (przez króla, despotę, burżujów, międzynarodowe korporacje), która ciemięży biedny (?) lud albo też przez klasę wykształconą (?), czyli przez metafizyków i innych sekciarzy, którzy manipulują ludźmi. Niestety, w powyższą tezę uwierzyli wszyscy, nawet ekolodzy! Stąd pojawiające się często tezy, iż demokracji tak naprawdę jeszcze (już) nie ma, że jest to parodia demokracji i że gdyby “prawdziwą demokrację” wprowadzono w życie, to drugie Niebo na Ziemi by zapanowało.

Powiem krótko: ja do tych naiwniaków nie należę. I dziękuję Bogu każdego dnia, iż nie żyję na planecie, gdzie panuje demokracja bezpośrednia. Gdyby rzeczywiście zapanowała demokracja bezpośrednia, to już dawno nie byłoby ZB, a co gorsza - nie byłoby już jego Czytelników. Mówiąc bez ogródek: nie byłoby już w ogóle życia na planecie Ziemi!

Wyobraźmy sobie tylko taką sytuację: w Polsce wprowadza się demokrację bezpośrednią. Jak myślicie, jaka byłaby decyzja społeczeństwa w sprawie olimpiady w Zakopanem? Społeczeństwo (demos) byłoby za budową autostrad czy przeciw? Za wzrostem ilości samochodów czy też za rowerami? Za zakończeniem wiwisekcji czy też za testowaniem na zwierzętach wciąż nowych środków chemicznych służących uszczęśliwianiu ludzkości? Za utworzeniem parku narodowego, do którego demos nie mógłby wejść czy też za otwarciem wszystkich lasów dla ludzi (żeby sobie mogli wśród drzew przy ognisku wypić kilka piw i pogrillować)?

Dzięki Ci Boże, iż mamy parodię demokracji, a nie demokrację prawdziwą! Warto sobie przypomnieć niektóre sprawy. Jednym z pierwszych działaczy ekologicznych w Europie był Pitagoras, nasz człowiek. Był on stricte ekologiem, gdyż do swojego codziennego życia (oikos) wprowadzał kosmiczną zasadę, którą w Europie nazywamy Logos. O dziwo, ten porządny gość był zwolennikiem arystokracji, a przeciwnikiem demokracji. Za głównego winowajcę zła na świecie uznawał nie korporacje, technikę czy burżujów, lecz lud i jego bezpośrednie rządy. Aby uchronić się przed niszczącą siłą demosu, założył pierwszą na gruncie europejskim “lożę masońską”, której członkowie mieli sobie nawzajem pomagać przetrwać w tym głupim i tandetnym społeczeństwie. Demos jednak szybko wyczuł, o co chodzi. Ludzie rzekli: “Co nam tu będzie się ktoś wywyższał, wszyscy mają być równi!” (czytaj: wszyscy mają wyznawać te same kiczowate wartości). W obronie demokracji lud chwycił za kamienie i ruszył na członków stowarzyszenia ekologicznego Pitagorasa.

Oczywiście mięsożerna i tłusta masa nigdy nie dogoniłaby Pitagorasa-wegetarianina (nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego), gdyby nie to, iż filozof na swej drodze spotkał pole z uprawianym bobem. Jako że miał on takie zasady, iż nie krzywdził zwierząt i bobu (sprawa jest do tej pory nie wyjaśniona, więc proszę się nie śmiać), postanowił raczej umrzeć niż podeptać bób (ale ekstremista, co?). Lud więc dogonił go, a następnie demokratyczną i bezpośrednią decyzją uśmiercił (za sekciarstwo!). Demokracja bezpośrednia.

W starożytnych Atenach, gdzie demokracja była bardziej bezpośrednia niż obecnie, żył sobie Sokrates, równy gość, aktywista, jeden z nas. Edukował on młodzież i była to edukacja (pajdeja) w jej właściwym sensie (wydobywanie, a nie wtłaczanie). Dziwne, że taki miły facet (podobnie jak Platon) był zwolennikiem tyranii, a pogardzał demokracją. A może jednak miał rację? To nie żaden tyran skazał go na śmierć; nie prześladowała go żadna korporacja. To ludzie, obywatele Aten, w bezpośrednim głosowaniu skazali tego człowieka na śmierć (za sekciarstwo!). Ludzie, którzy byli mniej warci niż jedna sznurówka u jego sandałów… Bezpośrednio i demokratycznie… i do tej pory system, który to umożliwił, nie poniósł żadnej kary i nie został osądzony.

Kilkaset lat później żył jeszcze inny miły gość, aktywista, nasz człowiek, który nie szedł na żadne kompromisy i który niczego nie spłycał. Z jego ust płynął czysty Logos (Prawda). Był antyklerykałem i dał się Czarnej Komunie we znaki nazywając ją grobami pobielanymi, pełnymi robactwa. Księża skazali go więc na śmierć; sklepikarze, którym rozwalał kramy, też byli przeciw niemu. Ale to nie oni ostatecznie zadecydowali. Zrobiła to demokracja bezpośrednia. Gdy Piłat zapytał, kogo uwolnić, tłum w bezpośrednim i demokratycznym głosowaniu wypowiedział się przeciwko Jezusowi. Zginął za sekciarstwo! Później jego oprawcy mianowali go swoim bogiem i uczynili z niego “dobrego pana demokratę”, który litował się nad biednym (?), uciskanym (?) ludem, a występował przeciw złym bogaczom i władzy króla.3)

Chciałoby się zawołać ustami innego przeciwnika demokracji, Heraklita z Efezu: Dla mnie jeden Człowiek jest więcej wart niż tysiące! Każda społeczność składa się z demosu i z elity. Demos jest taki sam na całym świecie, tzn. system wartości naszych górali, Ślązaków czy innej grupy społecznej jest taki sam, jak system wartości Indian Makah czy pierwszych lepszych Eskimosów, Afrykańczyków, Hindusów lub aborygenów. Każda tego typu społeczność jest zjednoczona z każdą inną społecznością na poziomie swojej mentalności: tradycja może być inna, język, religia, kultura, obrzędy - ale mentalność ta sama!4)

Inne są jedynie elity; nawet w obrębie tej samej elity każda jednostka jest zupełnie inna. Indywidualności są do siebie niesprowadzalne i tylko one są twórcze (całą kulturę, naukę i sztukę stworzyła elita, a nie masa). Nie będzie drugiego Picassa ani drugiego Einsteina. Indywidualności różnią się pięknie! To jest wartość niesłychana, tymczasem tyle jest głosów na łamach ZB nawołujących do zjednoczenia (w podtekście: ujednolicenia). Rozdziały są czymś wysoce pożądanym, świadczą o elitarności i kreatywności. Zjednoczenie, wyważone poglądy, wazeliniarstwo w stosunku do demosu, spłycanie rzeczy wielkich, żądanie równości i skromności - to nawoływania demokratów, tajnych agentów demosu, których zadaniem jest oswoić ekologów (czyli rozbroić), uczynić ich bezpłodnymi, ujarzmionymi, bezpiecznymi dla tego systemu! Ich idealny obraz działaczy to: masa eunuchów niezdolnych do akcji z użyciem siły, szerzących “miłość”, tolerancję, równość, umiłowanie ojczyzny i religijnych autorytetów; szanujących tradycję i hołdujących przesądom o wyższości gatunku homo sapiens. Taka ekologiczna masa byłaby w pełni bezpieczna dla demosu, toteż nic dziwnego, iż demos chętnie finansuje tylko “nieszkodliwe” projekty (np. edukacja, konkursy w przedszkolach i pogadanki z ministrem).

Taka ekologia jest w pełni bezpieczna dla panujących paradygmatów, gdyż nie zdoła ich naruszyć przez następne tysiąc lat, gwarantując, iż na świecie nic się nie zmieni: będą odbywać się jak zawsze kongresy, będą wydawane książki i robione odczyty. Wszyscy będą mieć dobre samopoczucie… oprócz drzew, zwierząt i ukamienowanej przez demos elity.

całość: www.zb.eco.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze