Robert Gwiazdowski: Słowa, słowa, słowa, a podatki pana Premiera i jego mamy…

Kategoria: Opinie

sobota, 19. maja 2007

gwiazdowski.jpgPan premier wyznał w jednym z wywiadów, że ze względów bezpieczeństwa „trzyma” swoje pieniądze na koncie bankowym mamy. Oczywiście premier ma rację, że mama to absolutnie najlepszy bank na świecie. Ja też tak bym mógł. Ale nie chcę narażać mamy na nieprzyjemności w urzędzie skarbowym.

Polskie prawo podatkowe jest tak, skonstruowane, że jak się chce komuś “przywalić “, to paragraf się zawsze znajdzie. Oczywiście dziś nikt nie będzie śmiał “czepiać się ” pana premiera, ani jego mamy. Ale jak do władzy dojdą oponenci? Pamiętacie państwo, jakie problemy miał Lech Wałęsa z podatkiem od darowizny, którą kiedyś otrzymał, gdy ministerstwem finansów i sprawiedliwości zaczęło kierować  SLD?

Nota bene, w trakcie rozprawy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, pełnomocnik prezydenta Wałęsy, zarzucił ministerstwu finansów  „fałszowanie dokumentów w sprawie”. Napisałem wówczas w „Rzepie”, że albo pełnomocnik prezydenta powinien zostać skazany za oszczerstwo, albo minister finansów za fałszerstwo… Ale sprawa się jakoś „rozmyła” i do dziś nie wiemy jak to było i czy czasami w ministerstwie finansów w dalszym ciągu nie pracuje ktoś, kto na polityczne zamówienie posunął się do fałszowania dokumentów.

Zgodnie przepisami prawa bankowego, kilka osób może współposiadać jeden rachunek w banku. Ale zdaje się, że ta okoliczność w przypadku pana premiera i jego mamy nie zachodzi. Zarówno na podstawie ogólnych przepisów kodeksu cywilnego, jak i szczególnych przepisów prawa bankowego, każdy posiadacz rachunku bankowego może ustanowić pełnomocnika do dysponowania saldem na rachunku. Ale w dalszym ciągu jest to saldo posiadacza rachunku, a nie pełnomocnika.

Mam przeczucie, że pan premier, nie zdając sobie sprawy z niuansów prawa cywilnego i bankowego, dla celów czysto propagandowych posłużył się pewną „przenośnią”. Bo przecież, jak pracodawca przesyłałby wynagrodzenie pana premiera na rachunek jego mamy, to bank odesłałby przelew, bo by się mu dane beneficjenta z numerem rachunku nie zgadzały. No chyba, że pan premier pobiera wynagrodzenie w kasie i następnie jedzie z kierowcą do okienka w banku, żeby je tam wpłacić na rachunek mamy. Ciekawe byłoby, czy mama premiera ma w banku status VIP-a (no bo pan premier miałby taki status z całą pewnością, ale rachunek jest przecież mamy, a nie premiera) czy też pan premier, zamiast zajmować się „Pakietem Kluski”, stoi w kolejce do okienka?

Jeżeli jednak rzeczywiście jest tak, jak mówi pan premier, to chciałbym ostrzec, że jakiś urzędnik, na przykład jeden z tych, którzy kiedyś, być może, brali udział w fałszowaniu dokumentów w sprawie prezydenta Wałęsy, może dojść do wniosku, że mama pana premiera otrzymała przychód. Jej przychodem mogą być odsetki od kwot, które pan premier wpłaci na jej rachunek, a które zostaną naliczone przez bank i dopisane do tego rachunku. Może się też okazać, że sam pan premier też uzyska przychód w postaci nieodpłatnego świadczenia, za jakie można uznać prawo korzystania z rachunku bankowego, którego nie jest on posiadaczem. No bo przecież mama pana premiera za jego prowadzenie bankowi płaci!

Na szczęście pan premier z mamą nie będą mięli problemu z rozliczeniem podatku dochodowego od odsetek. Tak zwany „podatek Belki” pobierany jest „u źródła”, czyli w tym wypadku de facto od odsetek na „rachunku” a nie u konkretnego podatnika. Może więc pan premier doceni, wartość takiego rozwiązania. Centrum Adama Smitha od lat twierdzi, że podatki pobierane „u źródła” są lepsze od progresywnych podatków dochodowych.

Całość na blog.gwiazdowski.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze