S.S. Stefański: Upadek LPR stał się faktem

Kategoria: Opinie

piątek, 11. stycznia 2008

Upadek LPR stał się faktem. O przyczynach malejącego poparcia i trudnościach w działalności politycznej mogliśmy przeczytać w syntetycznej analizie przedstawionej przez prof. Macieja Giertycha w ostatnim numerze „Opoki”. Bardzo szybko dużo mniej wyszukaną opinię na temat takiego, a nie innego wyniku wyborczego zamieszczona została przez Wojciecha Wierzejskiego na jego autorskim blogu.

Obie oceny sytuacji cechuje jedna rzecz – wskazanie tylko na czynniki zewnętrzne, jako źródła klęski politycznej. Ani jednej głębszej myśli na temat erozji ideowej i organizacyjnej wewnątrz Ligi. Niewiele ponad 1% wynik LPR na pewno w jakiejś mierze był skutkiem konsekwentnego planu PiS, aby wyeliminować niepotrzebnych konkurentów ze sceny politycznej. Zagrożenia zewnętrzne nie zwalniają jednak z posiadania przemyślanego planu, taktyki walki oraz zwartego programu działania i rozwoju partii. Liga tego nie miała. Opierała się głównie na doraźnych akcjach będących najczęściej owocem decyzji jednej osoby – Romana Giertycha.

Reszta robiła za konferencyjne tło, od czasu do czasu wystawiane do boju w charakterze harcowników.
Mitem jest, jakoby początkowe wyniki wyborcze LPR, zwłaszcza te najbardziej spektakularne (sejmiki, Parlament Europejski), były pochodną konkretnego programu. Od początku funkcjonowania Ligi sprzyjały jej okoliczności i uwarunkowania krajowej i międzynarodowej polityki. W 2001 r. zadziałał „efekt windy”, który za sprawą silnej jeszcze wówczas pozycji Radia Maryja i wyraźnych antyunijnych nastrojów części społeczeństwa pozwolił zdobyć Lidze ponad 30 mandatów w Sejmie. Nośne hasła trafiły na podatny grunt emocjonalny, nie potrafiły jednak stworzyć jednolitego, ale i szerokiego ruchu narodowego. Kto bacznie się przypatrzy losom LPR od momentu jej powstania zauważy, że dzieje jej pisane był przez ciągłe konflikty personalne – zjawisko typowe dla polskiej prawicy. Jednocześnie, w ramach eliminacji konkurentów, Roman Giertych tworzył system wodzowskiego monolitu, zdobywając pełnię władzy.

Opartą nie tylko na formalnej strukturze hierarchicznej, ale i posłuszeństwie oddanych sobie ludzi wywodzących się na ogół z Młodzieży Wszechpolskiej. Skupiając w swych rękach pełnię władzy Giertych zaniedbał kwestię wypromowania rozpoznawalnych liderów, co było cechą typową dla narodowej demokracji. A jeśli już ktoś pojawiał się na szklanym ekranie, to postaci pokroju Wojciecha Wierzejskiego, opanowanych obsesyjną wizją świata i nie stanowiących w sobie żadnej klasy i elegancji politycznej. Autorytet Ligi oparty został na jednostce. Zaniedbane zostały zaś sprawy programowe: nie wytworzono wyrazistego, zrozumiałego nurtu ideowego, nie wytyczono jasnego kierunku rozwoju. Można o LPR powiedzieć, że na pewno była ugrupowaniem radykalnym, ale czy już konserwatywnym, narodowym, chrześcijańskim – śmiem wątpić. Przeczyły temu głoszone poglądy jak i postawy jej członków.

Najlepszym tego przykładem z ostatnich miesięcy był sojusz z betonowo-lewicową Samoobroną i nagły zwrot w stronę libertariańskiej UPR. Rzecz jasna były to wyrachowane akcje obliczone na uzyskanie określonego efektu politycznego, lecz zwykli wyborcy nie potrafili nadążyć za zawiłymi ścieżkami ideowymi Romana Giertycha i dostali intelektualnej zadyszki.

System funkcjonowania LPR przez 7 lat istnienia oparty był na jednorazowych akcjach – od wydarzenia, do wydarzenia. Dalekosiężne myślenie było przywódcom Ligi obce. Gdy nie było już, co wymyślić, dla rozgrzewki organizowało się tematyczny marsz lub kongres, bo w takiej atmosferze krzyczący z ambony lub do mikrofonu Roman Giertych najlepiej się czuł. Liga nie miała planu restrukturyzacji zbiurokratyzowanego aparatu państwa, nie posiadała pomysłu na politykę zagraniczną (poza wiecznym „anty), kompletnie nie znała się na gospodarce, za to angażowała się ze wszystkich sił w tak wiekopomne inicjatywy, jak walka z gejami, obrona o. Tadeusza Rydzyka, referendum unijne, komisja orlenowska, becikowe i mundurki. Gdy partia zajmowała się jednym z tych tematów, wszystkie inne schodziły na dalszy plan. I tym odleglejszy, im większa w danej akcji była rola Romana Giertycha.

Jesienią 2008 roku „efekt windy” już nie zadziałał. Mimo zawieruchy politycznej i wciąż długiej listy problemów Polacy zaczęli więcej zarabiać, bezrobocie spadło, umożliwiono pracę za granicą, gospodarka ruszyła z kopyta, otrzymaliśmy organizację Euro, staramy się o Expo. Wystąpienia Ligi podszyte roszczeniowym i agresywnym tonie oraz mierna kampania wyborcza nie pasowały już do odmienionej rzeczywistości. Wodzowski system funkcjonowania partii, zawężenie grona decyzyjnego do grona „wiernych i biernych”, brak otwartości na nowe prądy ideowe, nieumiejętność ewoluowania w zmieniającej się rzeczywistości, miałkość programowa już od wyborów do Parlamentu Europejskiego – wszystkie te rzeczy zaczęły coraz mocniej o sobie dawać znać. Efekt ich pogłębiania się dziś już znamy.

całość: www.myslpolska.org


Komentarzy: 2

  1. Sympatyk UPR piątek, 11. stycznia 2008

    @ "Jesienią 2008 roku „efekt windy” już nie zadziałał." Jakoś nie mogę sobie przypomnieć tej jesieni 2008 ;).

  2. adam piątek, 11. stycznia 2008

    LPR nadal istnieje, spokojnie. Trzeba naprawić poprzednio popełniony błąd, a mianowicie utworzyć silne struktury w terenie. Pozdrawiam

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze