Stanisław Michalkiewicz: Intencje i skutki

Kategoria: Opinie

czwartek, 19. kwietnia 2007

Szanowni Państwo! Starożytni Rzymianie, którzy każdą myśl potrafili sformułować w postaci pełnej mądrości sentencji mawiali: „quidquid agis prudentem agas et respice finem” – co się wykłada, że cokolwiek czynisz, czyń rozsądnie i patrz końca. Łatwo powiedzieć: „czyń rozsądnie”. Rozsądnie – to znaczy konkretnie jak?

Pewnej wskazówki dostarcza samo słowo: „rozsądnie”. Wynika z niego, że oznacza ono, a w każdym razie powinno oznaczać umiejętność rozsądzania, to znaczy – wyważania intencji, ale i skutków własnych działań.

Między intencjami i skutkami muszą być zachowane właściwe proporcje. No dobrze, ale kiedy są właściwe? Tego z góry nigdy nie możemy wiedzieć, bo rzecz w tym, by skutki były albo identyczne z intencjami, albo przynajmniej – żeby zbytnio od nich nie odbiegały. W przeciwnym razie mamy do czynienia z katastrofą.

Ileż to razy słyszeliśmy, że ktoś „dobrze chciał”, ale wyszło – jak zawsze? Nieomylny to znak, że w przypadku takich działań mieliśmy do czynienia z przesadnym zwracaniem uwagi na intencje, a mniejszym – na skutki. Przykładanie nadmiernej wagi do intencji bez zwracania uwagi na skutki dowodzi lekceważenia związku przyczynowego.

Tymczasem Pan Bóg właśnie po to stworzył związek przyczynowy, żebyśmy mogli posługiwać się rozsądkiem, a nawet więcej – w ogóle rozumem. Wyobraźmy sobie, że nie byłoby związku przyczynowego. Życie w takich warunkach, o ile w ogóle byłoby możliwe, stałoby się koszmarem, a my nie moglibyśmy niczego wiedzieć o świecie poza tym, że jest nieprzewidywalny.

Dotyczy to zwłaszcza działań politycznych. W polityce – owszem – liczą się intencje, ale przede wszystkim liczy się skutek. Widać to choćby po większości naszych powstań. Wprawdzie za każdym razem towarzyszyły im szlachetne intencje, ale co z tego, kiedy za każdym razem ich klęska przynosiła ze sobą wszystkie skutki przegranej wojny, w postaci dziesiątkowania przywódczej warstwy narodu, osłabiania jego ekonomicznej siły poprzez rabunki i kontrybucje, no i pomniejszania jego znaczenia pośród innych narodów. Właśnie dlatego na polityku spoczywa znacznie większa odpowiedzialność za skutki, niż za intencje, bo te skutki obciążają miliony ludzi i określają sytuację narodu i państwa niekiedy na całe stulecia.

Tak się składa, że akurat mamy okazję obserwowania takiego eksperymentu w czasie rzeczywistym. 13 kwietnia część posłów podjęła w Sejmie próbę zmiany konstytucji – a konkretnie art. 38 – poprzez dodanie doń słów: „od momentu poczęcia”.

Gdyby ta poprawka została przyjęta, wówczas w konstytucji Polski, a więc jednego z państw wchodzących w skład Wspólnot Europejskich, znalazłaby się norma expressis verbis stwierdzająca, iż od momentu poczęcia mamy do czynienia z człowiekiem. Tymczasem cała ideologia politycznej poprawności, jaka obowiązuje dzisiaj w Europie, ufundowana jest na semantycznej sztuczce, ze przed urodzeniem mamy do czynienia z „płodem”, któremu nie przysługują prawa ludzkie.

Próbie zmiany konstytucji towarzyszyły różnorakie intencje – i szlachetne i cyniczne, podobnie zresztą, jak próbie zablokowania tej zmiany, która w końcu się udała. W tej sytuacji Marszałek Sejmu Marek Jurek nie tylko złożył dymisję ze swego urzędu, ale również wystąpił z Prawa i Sprawiedliwości.

I w tym momencie stało się coś nieoczekiwanego. Wszyscy ci, którzy jeszcze wczoraj utopiliby Marszałka Sejmu w łyżce wody, natychmiast zaczęli pod niebiosa wychwalać jego siłę charakteru i nieposzlakowana uczciwość. Ja też jestem przekonany i o jednym, i o drugim, niemniej jednak taka fala pochwał ze strony moich wrogów natychmiast by mnie zaniepokoiła.

Bo kiedy wróg na mój widok pieni się w wściekłości, kiedy wyzywa mnie od najgorszych – wtedy jestem zadowolony, bo widzę, że wrogowi szkodzę, skoro mnie zwalcza. Kiedy zaś wróg zaczyna mnie chwalić, muszę się zastanowić, co złego robię, w jaki sposób mimowolnie działam na korzyść wroga.

W naszym przypadku nietrudno się domyślić, o co chodzi. Dymisja Marszałka Sejmu obudziła nadzieję, zarówno w konfidentach, drżących z obawy przed zdemaskowaniem, jak i w aferzystach, obawiających się wykrycia i rozliczenia ich złodziejstw, a także – w przeciwnikach politycznych, a właściwie – co tu ukrywać – nie tylko politycznych przeciwnikach, co wrogach naszego narodu, którzy pasożytowali na nim przez całe dziesięciolecia – że oto wkrótce przestaną się bać zdemaskowania, przestaną się bać rozliczenia i powrócą do pasożytowania na narodzie – jak za dawnych czasów dobrego fartu. Bo dymisja Marszałka Sejmu obudziła nadzieję na rozpad koalicji i nowe wybory, do których szykują się już „obrońcy dorobku III Rzeczypospolitej” – z Aleksandrem Kwaśniewskim, „drogim Bronisławem” i Tadeuszem Mazowieckim.

całość: michalkiewicz.pl


1 komentarz

  1. nagodzic czwartek, 19. kwietnia 2007

    Co z tego, że obudziła, jak wcześniejszych wyborów nie będzie. Chrześcijaninem się jest, albo nie. Trzeciej drogi brak.

Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze