Stanisław Michalkiewicz: Trybunał zapomniał o najważniejszym

Kategoria: Opinie

wtorek, 26. czerwca 2007

michalkiewicz.jpgCo jest celem państwa? Odpowiedzi na to pytanie udziela art. 5 konstytucji, który stanowi, że „Rzeczpospolita Polska strzeżenie niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju”.

Mniejsza już o „zasadę zrównoważonego rozwoju”, która praktycznie oznacza to, że o rozwoju gospodarczym decydują urzędnicy kierując się interesem biurokratycznej kasty i możliwościami korupcyjnymi. W tym celu wykorzystują manie różnych obłąkanych docentów; jednym wydaje się, że następuje ocieplenie, innym – że grozi nam epoka lodowcowa, jeszcze innym – że trzeba się zabezpieczyć przed upadkiem asteroidu – i tak dalej.

Docenci bowiem żyją z grantów, no a na co można dostać granty, jeśli nie na projekty, z których biurokraci będą mogli wycisnąć forsę i władzę? Teraz akurat najmodniejsze jest ocieplenie i jak się okazuje – szmal można wycisnąć również z ocieplenia.

Dla przykładu – w skali międzynarodowej rozwinął się handel limitami na emisję „gazów cieplarnianych”. W rezultacie cementownie w Polsce nie mogą produkować tyle cementu ile by mogły, bo musiałyby wykupić dodatkowe limity na emisję gazów. I tak właśnie państwa mądrzejsze limitują możliwości rozwoju w państwach głupszych.

Oczywiście państwa mądrzejsze mają jeszcze inne, równie, a może nawet jeszcze bardziej skuteczne sposoby kształtowania polityki państwa głupszych. Jednym z takich sposobów jest agentura wpływu. Tym właśnie tłumaczę sobie niechęć, jaką nie tylko państwa europejskie, ale nawet tamtejsze gryzipióry, a nawet „filozofowie”, żywią wobec lustracji w Polsce.

Rzecz w tym, że kiedy w połowie lat 80-tych stało się jasne, iż imperium sowieckie szykuje się do ewakuacji z Europy Środkowej, każdy z bezpieczniaków w tzw. „bratnich krajach” musiał postawić sobie pytanie egzystencjalne: Sowieci się wycofają – a co ze mną?

W rezultacie rozpoczęli się przewerbowywać; jedni do CIA, inni do BND, inni – do Mosadu, a jeszcze inni – zostali w GRU. W ten oto sposób państwa ościenne mogą nie tylko penetrować Polskę na wylot, ale również – ręcznie sterować polityczną sceną, wykorzystując związanych z bezpieczniakami dawnych konfidentów, jako agenturę wpływu. Bo obawiam się, że więzi łączące dawnych konfidentów z ich oficerami prowadzącymi, wcale nie zostały przerwane.

Wskazuje na to choćby identyczny sposób postępowania wszystkich zdemaskowanych konfidentów; najpierw wszystkiemu zaprzeczają, potem sukcesywnie się „przyznają”, ale tylko do tego, co im już udowodniono, zaś oficerowie prowadzący w razie czego nadal kryją ich przed sądami, twierdząc, że rejestracje były „fikcyjne”. Wygląda to na realizowanie instrukcji na wypadek dekonspiracji, no a jeśli realizowana jest ta instrukcja, to skąd wiemy, że inne – już nie?

Właśnie prezes IPN dr Janusz Kurtyka poinformował, że Instytut dysponuje listą 500 konfidentów, zajmujących stanowiska publiczne i cieszących się reputacją autorytetów moralnych. Od razu podniósł się raban, żeby broń Boże ich nie ujawniać, bo Trybunał Konstytucyjny uchylił ustawę na podstawie której lista miała być ujawniona. Najdalej poszedł nominalny przywódca Sojuszu Lewicy Demokratycznej, pan Olejniczak, który domaga się rozwiązania IPN.

Warto w związku z tym przypomnieć, że w 1992 r. Krzysztof Wyszkowski ujawnił, iż podczas negocjowania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy min. Skubiszewski był przez stronę niemiecką szantażowany ujawnieniem jego współpracy z SB w charakterze agenta o pseudonimie „Kosk” i w rezultacie traktat jest niesymetryczny na niekorzyść Polski.

Tegośmy się dowiedzieli, ale nie wiemy, kto jeszcze był szantażowany, jakie obietnice poczynił, albo jakie przysługi wyświadczył swoim szantażystom i ile za to Polska będzie musiała zapłacić w przyszłości.

I dopóki konfidenci nie zostaną ujawnieni, dopóty będą podatni na taki szantaż, a państwa trzecie będą miały możliwość nie tylko żerowania na polskim interesie państwowym, ale również – ręcznego sterowania polską sceną polityczną.

Uważam np. że tzw. ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa, jaki objął znaczną część kadry wyższych uczelni w Polsce, a także „Ruch na Rzecz Demokracji”, zainicjowany przez trzech polityków mających w życiorysach agenturalne epizody, jest tego sterowania przejawem i dowodem. Inaczej musielibyśmy uwierzyć, że dwaj animatorzy uczelnianych protestów tylko przypadkowo byli konfidentami. „A czy w ogóle są przypadki?” – pytał retorycznie Janusz Szpotański.

Całość na michalkiewicz.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze