Tomasz Gabiś: Ernst Jünger-lata burzy i naporu. Publicystyka polityczna pruskiego anarchisty

Kategoria: Opinie

wtorek, 14. sierpnia 2007

junger.jpgErnst Jünger był i jest przede wszystkim powieściopisarzem i eseistą, autorem znakomitych dzienników, jednym z największych stylistów w literaturze niemieckiej XX wieku. Ale był w jego życiu okres, kiedy z wielką pasją rzucił się w wir polityki, chociaż, zaznaczmy od razu, nigdy nie był formalnie członkiem żadnej partii politycznej, organizacji czy ruchu .

Tomasz Gabiś: Ernst Jünger-lata burzy i naporu. Publicystyka polityczna pruskiego anarchisty

Trzeba na własnym ciele poczuć noże bólu, jeśli
chce się nimi operować pewnie i z zimną krwią,

Ernst Jünger

Ernst Jünger był i jest przede wszystkim powieścio pisarzem i eseistą, autorem znakomitych dzienników, jednym z największych stylistów w literaturze niemieckiej XX wieku. Ale był w jego życiu okres, kiedy z wielką pasją rzucił się w wir polityki, chociaż, zaznaczmy od razu, nigdy nie był formalnie członkiem żadnej partii politycznej, organizacji czy ruchu (1). Bardziej niż politycznym aktywistą był Jünger w latach 1925-1932, bo o tym okresie mowa, publicystą, “rozsiewaczem idei” działającym w sferze “metapolitycznej” i nie troszczącym się o polityczną karierę (2), Początkowo współredaguje “Standarte. Tygodnik nowego nacjonalizmu” (organ związku bojowego “Stahlhelm”). Później wchodzi do redakcji “Arminiusa” określającego się jako “walczące pismo niemieckich nacjonalistów”, następnie współpracuje z “pismem nacjonalistycznej młodzieży” “Vormarsch” (3), potem z czasopismem “Die Kommenden” adresowanym do członków prawicowych organizacji młodzieżowych (4), a w końcu trafia do narodow-rewolucyjnego czasopisma “Widerstand” kierowanego przez Ernsta Niekischa (5). Swoje teksty publikuje także na łamach innych czasopism takich jak hamburski miesięcznik “Deutsches Volkstum” (6), “Ja und Nein”, “Die Literarische Welt”, “Das Reich”, “Der Student”, “Der Tag” (7). Pisze wstępy, redaguje i wydaje książki zbiorowe: Walka o Rzeszę, Wojna i wojownicy, Oblicze wojny światowej. Przeżycia frontowe niemieckich żołnierzy, Niezapomniani, Niebezpieczna chwila, Potrzeba lotnictwa, Tu mówi wróg. Przeżycia wojenne naszych przeciwników, serię Koncentracja i album Zmieniony świat (8). Wreszcie w 1932 roku publikuje słynny traktat Robotnik. Władztwo i forma bytu (9). Lata 1925-32 to dla Jüngera czas, “w którego kalendarzach zaznaczone na czerwono dni losu przypadały bardzo blisko siebie”. Cały ten okres da się streścić za pomocą obrazu, który pojawi się później w Drugim dzienniku paryskim: jest to czas, kiedy wszystkie drobiny życia jak ziarnka piasku w klepsydrze dążą do punktu największej gęstości i najsilniejszego tarcia. Ta pierwsza faza podlega prawu koncentracji, wąskiego gardła, „Totalnej Mobilizacji”. Dopiero w drugiej fazie, kiedy ziarenka piasku miną szyjkę klepsydry, te same atomy życia będą się odkładać na jej dnie i nawarstwiać, już uspokojone, rozłożone bardziej równomiernie i uporządkowane.

Droga polityczna Jüngera wiedzie przez coraz mniejsze grupy i grupki, przez coraz bardziej izolowane, o coraz mniejszym czytelniczym zasięgu czasopisma aż po kółka politycznych ideologów wiodących w berlińskich mansardach i hamburskich piwnicach niekończące się, gorączkowe dyskusje o wszystkim (10). Późniejszy autor Subtelnych łowów należy wówczas do najbardziej radykalnego skrzydła prawicowej opozycji, do “trockistów” prawicy, frondystów z tradycyjnego, mieszczańskiego nacjonalizmu, ale nawet w ramach tych prawicowych sekt zawsze należy do mniejszości pozostając samotnikiem, outsiderem, indywidualistą głoszącym “anarchię z prawa”, chodzącym zawsze własnymi ścieżkami i krążącym w “czystej stratosferze idei”. Jest “radykalnym radykałem”, bezkompromisowym politycznym purytaninem, lancknechtem ducha, ascetycznym wojownikiem idei odrzucającym jakąkolwiek więź z istniejącym systemem parlamentarnej demokracji. Jest tym człowiekiem (by posłużyć się jego własnym określeniem), który widząc jak inni wchodzą w kompromis z systemem, “zrywa flagę z masztu i chowa ją na gołym ciele”, aby uratować ją przed oportunistami i zdrajcami idei. Uważał, że toczące się wokół walki o “flagi i znaki, ustawy i dogmaty, porządki i systemy” to jedynie walki pozorne. To, czego potrzeba, to “nie odpowiedzi, ale ostrzejsze stawianie pytań, nie sztandary ale bojownicy, nie porządki ale rewolty, nie systemy ale ludzie”. Był zwolennikiem absolutnej czystości środków znającym jedynie wybór “albo - albo” czy też “wszystko albo nic”. Odrzucał reguły gry narzucone przez parlamentarną demokrację, sam udział w wyborach był już dlań podtrzymywaniem mechaniki znienawidzonego systemu. Toteż nie może dziwić opinia wyrażona w jednej z ówczesnych gazet, że dla Jüngera i jemu podobnych Hitler i komuniści to reakcyjni filistrze (11). Zdaniem Jüngera polityka jest kontynuacją wojny za pomocą innych środków, szczególnie, że dla Niemców wojna nie skończyła się w 1918 roku, ona trwa nadal, także w dziedzinie duchowej i musi być kontynuowana aż do zwycięstwa. Pisał dla pokolenia (do którego sam się zaliczał) “żonglerów śmierci, mistrzów dynamitu i ognia, wspaniałych drapieżców”, do ludzi “spłodzonych w rozżarzonym łonie okopów”, którym “aż do zwymiotowania obrzydły przeżute frazesy Oświecenia” i którzy muszą walczyć dalej jako polityczni żołnierze tak długo, aż z Republiki Weimarskiej nie pozostanie kamień na kamieniu. Jünger jako polityczny publicysta lat 1925-32 to (jak go określił jeden z jego lewicowych krytyków) intelektualny drapieżnik czy też intelektualny desperado, który “przechodząc mimo wrzuca ręczny granat do nor zimowych śpiochów ” i “wszędzie podkłada ogień”, dynamitard zakładający wybuchowe ładunki idei pod zmurszałą, przegniłą, wartą jedynie wysadzenia w powietrze budowlę demoliberalizmu, i wyznający otwarcie, że “uczestnictwo w tych robotach strzelniczych” należy do “wielkich i strasznych rozkoszy naszych czasów “.

Krajobraz wojny domowej

Działalność polityczną i publicystyczną Jüngera widzieć należy na tle historycznej sytuacji Niemiec pokonanych w wojnie i przechodzących gwałtowną transformację systemu politycznego. Klęska wojenna, upadek monarchii i arystokracji, wejście na arenę polityczną wielkich mas ludzkich i nowych elit były przyczyną, że, jak opisał to wspaniale w swojej powieści Potępieni dobry znajomy Jüngera Ernst von Salomon (12), Rzesza Niemiecka obleczona w kształt Republiki Weimarskiej popadła w stan wewnętrznego rozdygotania, całe ciało społeczne poddane zostało wstrząsom, drganiom i wibracjom (13). Brat Ernsta Friedrich Georg (14) napisał we wstępie do albumu Oblicze demokracji (1931), że Niemcy pogrążone są w stanie ciągłego niepokoju i permanentnej rewolucji z puczami, strajkami, walkami ulicznymi, buntami, mordami politycznymi i zamachami. Była to, jak pisał F. G. Jünger, walka wszystkich ze wszystkimi, czas, w którym instytucje państwowe nie funkcjonowały a naród podlegał procesowi stałej rewolucjonizacji. Rzesza Niemiecka była w okresie Republiki Weimarskiej jednym wielkim wirem politycznym, pulsującym kłębowiskiem ideologii i światopoglądów, terytorium, na którym rozbiły namioty swoich wojskowych obozowisk wrogie polityczne armie. Jak ujął to Ernst Jünger: “Klasa, rasa, partia, naród — każda wspólnota jest krainą sama dla siebie, otoczoną wałami i gęstym drutem kolczastym. Po¬między nimi pustynia. Dezerterzy są rozstrzeliwani. Od czasu do czasu organizuje się wypady i rozbija nawzajem czaszki”.

Śmierć Weimarowi!

W takiej atmosferze ukrytej wojny domowej Ernst Jünger i inni przedstawiciele tzw. konserwatywnej rewolucji formułowali swój zasadniczy i radykalny sprzeciw wobec Republiki Weimarskiej i jej polityki, zarówno zagranicznej jak i wewnętrznej. Dla Jüngera traktat wersalski, zwany przezeń oczywiście dyktatem, był przejawem politycznego kanibalizmu, któremu należało przeciwstawić się wszelkimi możliwymi środkami. Zaciekły wróg “niechwalebnej rewolucji 1918 roku” nazywanej przez niego “brukwianą rewolucją będącą czymś z gruntu nieczystym”, w pełni zgadzał się ze Oswaldem Spenglerem i Moellerem van den Bruckiem, że była to “rewolucja parweniuszy”, “rewolucja podłości, głupoty i zdrady”, której jedynym celem było wymuszenie podwyżek płac i zapewnienie posad dla partyjnych funkcjonariuszy. Całkowicie podzielał opinie swoich przyjaciół na temat rzeczywistości powojennych Niemiec. Np. Ernst Niekisch pisał, że Republika Weimarska to “zwierzę ofiarne pochylające pokornie kark pod krwiożerczym spojrzeniem prześladowcy”. Inni konserwatywni rewolucjoniści określali Republikę Weimarską jako “symbol obcego panowania”, “stan trwałej półsuwerenności”, “francuski protektorat”, “polityczną formę bezsiły i upokorzenia”, “politycznego eunucha”, “kolonię reparacyjną”. Carl Schmitt pisał o “narzuconej z zewnątrz strukturze posiadającej jedynie tyle politycznej substancji, ile potrzeba do wypełnienia zobowiązań finansowych wobec zagranicy”. Wszystkie partie rządzące w Republice Weimarskiej to, zdaniem konserwatywnych rewolucjonistów, wyłącznie ekspozytury obcych interesów, rodzimi okupanci, którzy wypełniając zlecenie zagranicznych mocarstw dążą do likwidacji niemieckiej racji stanu. Niemcy są, według Jüngera, jedynie obiektem międzynarodowego wyzysku, na dodatek kolonizowanym duchowo przez zwycięzców. Dlatego najważniejszym celem politycznym było zniszczenie Republiki Weimarskiej - tego “bękarta dyktatu wersalskiego” mającego za zadanie doprowadzenie do “helotyzacji Niemców”, tego “przyczółka wroga”, tej “zagranicy w kraju” służącej jedynie kontynuacji wojny przeciw narodowi niemieckiemu. Państwo Weimarskie to tylko “fasada, za którą kryje się dyktatura związków zawodowych” (Oswald Spengler), “fasada i przedpokój niewidzialnych i nieodpowiedzialnych władców i sponsorów” (Carl Schmitt), pseudopaństwowość rządzona przez “politycznych bankrutów i impotentów”, “zarządca masy upadłościowej Rzeszy Niemieckiej”, niby-państwo, “społeczeństwo zorganizowane jako państwo, w którym parlament jest organem partyjnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością” (F. G. Jünger). Jünger uważał Republikę Weimarską za jakieś pokraczne anty-państwo, w którym przeżuwa się “trzy razy wyplute frazesy rewolucji francuskiej”. Państwa niemieckiego i polityki niemieckiej właściwie nie ma, trzeba je dopiero stworzyć, trzeba aby na gruzach Republiki Weimarskiej odrodziła się Rzesza Niemiecka i zajęła właściwą jej mocarstwową pozycję.

Demokratyczny system Republiki Weimarskiej był dla Jüngera podobnie jak dla Spenglera “samobójstwem narodu”, władzą miernot pełną “krzyków politycznych szarlatanów i cukierników”. Uważał, że “zgniły mechanizm parlamentarnej demokracji” “oczyszcza jak odkurzacz wszelkie resztki postawy moralnej i charakteru”. Zgadzał się ze swoim bratem, że demokracja opiera się na kobiecych instynktach, “zabiera państwu miecz, obrabowuje je z liktorskich rózeg, podporządkowuje większościom, wbudowując w nie instytucje o socjalnym charakterze”. W demokracji parlamentarnej Republiki Weimarskiej rozszerza się zgnilizna, wszędzie panuje zaduch korupcji, rządzą łajdacy i odbiorcy diet poselskich, krecią robotę prowadzą partie, uprawiana jest obrzydliwa “demokratyczna propaganda kulturalna”, demon fałszu wypełnia wszystkie formy, parlament jest źródłem anarchii. Innymi słowy “plutokratyczny demoliberalizm spada na państwo jak sęp na padlinę ” (F. G. Jünger). Dlatego autor W stalowych burzach postulował, aby zadać śmiertelny cios demoliberalizmowi z jego “adwokatami, gazetowymi pismakami, mówcami, szarlatanami i oczywiście z jego gromadami ćwierćinteligentów”. Według Jüngera nie ma innej drogi jak tylko radykalna rewolta przeciw systemowi promującemu “rozwiązły indywidualizm” będący istotą demokracji, przeciw partiom będącym “głównymi nosicielami do cna zdeprawowanego i nikczemnego światopoglądu”, przeciw “politycznemu zgiełkowi targowisk, na których z wiel¬kim krzykiem oferuje się władzę”, przeciw systemowi będącemu jedynie “spiskiem przeciwko państwu i narodowi”, przeciw czasom, “w których wszystko, w co wierzyliśmy i za co niezliczeni oddali swe życie, zdaje się pogrążać w otchłani nikczemności”. Demokracja Weimarska to “bezsens i zdrada”, chaos, brak formy, dezintegracja i rozkład, niezdolne do życia prowizorium, gdzie “grabarze sami sobie kopią groby”, kraina na wpół wypalonych ruin i niechlujnie wzniesionych nowych budowli, kraj, gdzie toczą się “groteskowe kampanie reklamowe o głosy wyborcze”, gdzie “kanalie piszą w gazetach, których styl dopasowany jest do smaku zarządców burdeli”, gdzie “podłość maskuje się nakładając sobie szminkę wzniosłego człowieczeństwa”. Stąd całkiem logiczny postulat: “należy życzyć sobie, aby nadszedł dzień, w którym cały ten motłoch do kości wyżarty zostanie przez chlor, tak aby proces jego samozniszczenia stracił przynajmniej smród zgnilizny”. Zaś w innym miejscu pisał: “Afery Dreyfusa i skandale Panamy w tej listopadowej republice zaczynają się piętrzyć i trzeba nauczyć się wreszcie ostrzyć noże na osełkach gniewu dostarczanego gratis przez wrogów”. I wreszcie: “Dzień, w którym parlamentarne państwo runie w naszym uścisku, i w którym proklamujemy narodową dyktaturę będzie naszym największym świętem “.

Nowy nacjonalizm w ataku

Ten, kto w przyszłości jeszcze raz użyje w odniesieniu do nas śmiesznego i godnego kosmopolitycznego filistra określenia “naród poetów i myślicieli “, ten winien zostać skazany za zdradę ojczyzny.
Ernst Jünger

Jünger z dumą określał się jako nacjonalista i stwierdzał, że słowo to jest dlań “uświęcone przez nienawiść wykształconego i niewykształconego motłochu, przez armię oportunistów ducha i materii”. Swój nacjonalizm definiował jako “wiarę w siłę życiową narodu, wielkiej wspólnoty losu, w której człowiek uczestniczy poprzez narodziny. Nacjonalizm jest wolą, aby żyć dla tego narodu jako dla nadrzędnej istoty, której egzystencja ważniejsza jest niż egzystencja jednostki. Żar tej wiary i zdecydowanie tej woli określają wielkość narodu. Czy ta wiara i ta wola odnoszą się do wartości dających się ująć logicznie jest sprawą nieistotną; w każdym przypadku mogą one osiągnąć nadzwyczajną siłę “. Idei narodu muszą podporządkować się inne wartości. Nie istnieje ludzkość “jako kolektywna istota z centralnym sumieniem i jednolitym prawem”, lecz tylko konkretne, odrębne narody, nie ma obywateli świata i Europejczyków ale Niemcy, Francuzi czy Włosi (operowanie pojęciem “ludzkości” oznaczałoby zdaniem Jüngera uznanie za rzecz najważniejszą “przynależność do określonego gatunku ssaków” ). Dlatego nacjonaliści muszą przeciwstawić się siłom antynarodowym dążącym do wytworzenia mieszaniny pozbawionej narodowej specyfiki, do kosmopolitycznej “esperantyzacji” narodów. Co warte podkreślenia Jüngerowski nacjonalizm nie opiera się na nienawiści i pogardzie dla innych narodów, jest to bowiem “nacjonalizm agonalny” mający swe źródło w ogólnej koncepcji życia opierającej się na przekonaniu, że walka (podobnie jak miłość) należy do praform życia. Wróg jest naturalnym składnikiem walki, tak samo jak i my mającym swoje prawa i realizującym swoje cele (należy do porządku życia, że kąsa nas żmija; rozumiemy, że jest to jej dobre prawo i nie mamy do niej pretensji czy żalu, ale nie przeszkadza nam to w rozdeptaniu jej łba). Jeśli toczy się walka to dlatego, że te prawa i te cele wchodzą ze sobą w konflikt, ponieważ każde prawo rozszerza swój zakres tak dalece, jak tylko to jest możliwe. Walczące narody poprzez walkę stają się magiczną jednością a w wyższym wymiarze zanika sprzeczność celów, linie losu wrogów splatają się i przecinają. Wrogowie są równocześnie równoprawnymi partnerami, zwyciężony nawet po śmierci żyje w zwycięzcy, który z kolei zawdzięcza istotną część swej postaci. Dlatego w ramach agonalnego nacjonalizmu jest czymś oczywistym, że angielski lotnik zrzuca wieniec na morze w miejscu, gdzie zatonął samolot niemieckiego asa lub to, że niemiecki weteran skłania głowę przed grobem Nieznanego Żołnierza w Paryżu (15). Ponieważ nacjonaliści odrzucają to, co ogólne, powszechne i abstrakcyjne na rzecz tego, co odrębne, konkretne, specyficzne, dlatego wyłącznie oni są tymi, którzy potrafią być naprawdę otwarci wobec obcych. Tylko nacjonaliści potrafią “stanąć naprzeciw zewnętrznego świata z radosną otwartością wojowników, o których każdy wie, czego można od nich oczekiwać”. Potrafią powiedzieć także do wroga: “Bądź w pełni taki, jakim jesteś. Działaj tak, jak chce od ciebie los. W ten sposób wyświadczasz także mnie i światu najlepszą przysługę”. Nowy nacjonalizm reprezentowany przez Jüngera chce, aby inni pozostali wierni sobie zachowując swoją narodową tożsamość: “Francja Barresa (16) jest nam milsza niż Francja Barbusse ‘a, gdyż między starymi żołnierzami frontowymi więcej jest godności i poczucia bezpieczeństwa niż między adwokatami i literatami, którym liberalistyczny frazes służy jako żagiel korsarski. Leży w naturze rzeczy, że tylko między dwoma zdrowymi sąsiadami można pozostać zdrowym i tylko wobec obcej odrębności można utrzymać czystą swoją własną odrębność”. Innymi słowy jest rzeczą pożądaną, żeby nacjonalizm zwyciężył także w innych krajach, nawet jeśli wiadomo, że każdy nacjonalizm z większą siłą dążyć będzie do realizacji własnych praw i celów, którym inni przeciwstawić muszą własne prawa i cele. Lepiej jest, zdaniem Jüngera, żyć pośród sensownych tworów niż być otoczonym przez “płynną breję, bez charakteru, bez formy, bez własnej odrębności”.

Nowy nacjonalizm głoszony przez Jüngera to nacjonalizm dokonujący radykalnego zerwania z tradycyjnym, konserwatywnym czy liberalnym nacjonalizmem ery wilhelmińskiej i odcinający się „zarówno od reakcjonistów jak i romantyków, utopistów i naprawiaczy świata” , gdyż wszyscy “oni nie żyją w naszym czasie”. Nowy nacjonalizm ma być „dynamiczny, płomienny, pokrewny witalnej energii wielkich miast”. Jünger odrzuca mity plemiennej wspólnoty i ” staroświecki” nacjonalizm zeszłego wieku, które pogrzebane zostały na po¬lach bitewnych I Wojny Światowej i zmielone na proch w młynach industrialno-technicznej epoki. Zwracając się do nacjonalistów pisał: “Stare więzi zostały zerwane. Odpowiedzialni jesteście tylko wobec przyszłości i jest to najwyższy rodzaj odpowiedzialności”. Tradycja to według Jüngera nie “ustalona forma, ale żywy i wieczny duch, za którego manifestacje odpowiedzialne jest każde pokolenie”. Jünger nie chce mieć nic wspólnego z patriotycznymi rytuałami mieszczuchów i tzw. porządnych obywateli troszczących się o “prawo i porządek”, lecz wzywa na barykady w imię realizacji niemieckiej idei: “W czasie wojny być nacjonalistą to chcieć umrzeć za ojczyznę, dzisiaj oznacza to wzniesienie sztandaru rewolucji dla piękniejszych i potężniejszych Niemiec”. W innym miejscu pisał: “Jesteśmy tego samego zdania co Karol Marks, że nie chodzi o to, aby interpretować świat ale o to, aby go zmieniać”. Nowi nacjonaliści kierują swój atak przeciw wszystkim, którzy chcieli¬by pasożytować na ideach i koncepcjach ery wilhelmińskiej: “Ścierwo lwa od dawna jest pożarte, i już wkrótce robaki skoczą sobie do gardła”. Jüngerowski nacjonalizm ma w pogardzie “kramarzy i fabrykantów marcepanów “, jego awan¬gardę stanowią “pelnokrwiści mężczyźni, którzy z rozkoszą i miłością angażują się w sprawę”, “ludzie, którzy są niebezpieczni, ponieważ lubią być niebezpieczni” i potrafią “spojrzeć brutalnie w twarz brutalnej rzeczywistości”.

Naczelną zasadą nowego nacjonalizmu powinna być według Jüngera totalna negacja istniejącego systemu politycznego. Zarówno opozycja jak i współpraca ze znienawidzonym systemem oznaczają jego afirmację. Celem powinna być negacja polegająca na izolowaniu się od państwa, wzięciu go głodem, na tworzeniu państwa w państwie, samodzielnego jeśli idzie o idee i środki władzy, których należy użyć. Jünger postuluje, aby nacjonaliści nie brali udziału w żadnych wyborach czy plebiscytach, lecz czujni, gotowi, uzbrojeni stali z boku, żeby “przyśpieszyć nieunikniony proces rozkładu, któremu podlegają siedziby pustej gadaniny”. W ten sposób zdławiony zostanie dopływ najlepszych do systemu: “szkoda krwi dla pompowania jej w parlamentarne labirynty”. Nie wolno “uczestniczyć w konkurencyjnej walce o głosy wyborcze i miedziaki zwolenników”, gdyż w przeciwnym razie nacjonaliści dadzą się zainfekować (tak jak stało się to z NSDAP) duchem partyjniactwa i pogrążą się w “parlamentarnym rejwachu”. Stąd zdecydowane żądanie Jüngera: “Ani jednego głosu na jakąkolwiek partię!”. Trzeba uniknąć fatalnego rozdarcia pojawiającego się wówczas, gdy teoretycznie uznaje się jakąś instytucję za niemoralną, ale praktycznie się w niej uczestniczy tak jak czynią to narodowi socjaliści. Postawa nacjonalistów musi pozostać czysta, nietknięta przez głosowania i kompromisy: “Jesteśmy dynamitem pod skorupą istniejącego państwa mającym zrobić wyrwę dla nowego państwa”. Kiedy ta skorupa pęknie “na powierzchnię wyjdą siły, które nie pobrudziły sobie rąk przygotowując się do budowy nowego państwa opartego nie na głosowaniach, lecz na surowym autorytecie”. Tych nacjonalistów, co być może od wierności idei woleliby “skorumpowane powietrze listopadowego państwa”, Jünger napomina: “Czy boicie się represji, prześladowań i zakazów? Młody ruch, który nie rośnie dzięki nim, nie zasługuje na nic lepszego niż miejsca w parlamencie “.

Mimo iż Jünger za pomocą swojej publicystyki próbował niekiedy wpływać na organizacyjny kształt nowego nacjonalizmu (np. w ogłoszonym na łamach “Standarte” słynnym artykule „Połączcie się!” nawołującym nacjonalistyczne grupy i grupki do zjednoczenia) to nacjonalizm był dla niego nie tyle ruchem, co “poruszającą ideą”, “wspólnotą nowego światopoglądu”, zbudowaną z więzi innych i mocniejszych niż te będące efektem noszenia w klapie takiego samego znaczka partyjnego. Idzie nie o partyjne odznaki, ale o odznaki serca, które nie kłamią. Nowy nacjonalizm nie chce panowania mas ale osobowości i charakteru, jest elitarnym, duchowym ruchem ludzi ponad wszystko przedkładających dobro narodu. O ile np. dla narodowych socjalistów liczą się masy, to dla nacjonalistów “liczba nie ma znaczenia, i takie zjawisko jak Spengler z żelazną konsekwencją przemilczane przez demokrację więcej waży niż sto miejsc parlamencie”. Doborowe oddziały nacjonalistów, pisze Jünger, skupiać powinny nie widoki na zwycięstwo, ale sama wola walki. Siła idei przejawia się dla nich w tym, że żąda się ofiar a nie w tym, że obiecuje się zapłatę. Nacjonalistów ożywianych męskim, żołnierskim duchem i kierujących się hasłem “żadnych kompromisów, żadnych głosowań, żadnych koncesji” pcha do walki nie “płaski interes, lecz popęd serca pragnącego się bezinteresownie roztrwonić”. Jüngerowski nacjonalizm uwalnia się stopniowo z organizacyjnych więzi, gdyż tylko w ten sposób ocalona być może “krystaliczna czystość idei”. W jednym ze swych artykułów przypomina Jünger bajkę o księżniczce-czarodziejce walczącej z czarownikiem. Walka ta przebiega w stu postaciach. W końcu księżniczka zamienia się w jabłko granatu, które rozpryskuje się na ziemi w tysiąc ziaren. Wówczas czarownik przemienia się w koguta i zaczyna pracowicie wydziobywać ziarna. Ale jednego ziarna nie zauważa, i to ono zamienia się w płomień, który go atakuje i spala na popiół. I dalej pisze Jünger: “Pytany jestem czasami o to, co jest znamieniem prawdziwego nacjonalisty. Więc odpowiadam: ten, kto to, co niemieckie jak takie ostatnie, niewidzialne i odporne na każdą magię ziarno, którego nie dotyka żadna zmiana postaci i które w każdej chwili skrywa w sobie śmiercionośny płomień woli - kto więc to, co niemieckie tak przechowuje w sobie, milczące, nie do zaatakowania i w każdej chwili gotowe do ataku ten jest w moich oczach nacjonalistą”. Tu widać wyraźnie, że jüngerowski nowy nacjonalizm nie jest ujętą w organizacyjne karby ideologią ani tym bardziej partyjnym programem, lecz z jednej strony metapolityczną ideą a z drugiej wewnętrzną postawą duchową nieskalaną kompromisami bieżącej polityki: “nasza flaga nie jest ani czerwona, ani czarno-czerwono-złota, ani czarno-biało-czarna, jest to flaga nowej, potężniejszej Rzeszy, osadzonej w naszym sercu i z niego kształtowanej. Nadejdzie dzień, kiedy tę flagę będzie można rozwinąć w całej jej czystości”. W innym miejscu napisze Jünger swoje słynne, wielokroć cytowane słowa: “W dzisiejszych czasach nie można pracować dla Niemiec w towarzystwie. Należy to robić samotnie jak człowiek wyrąbujący sobie maczetą ścieżkę w dżungli, którego podtrzymuje na duchu jedynie nadzieja, że gdzieś w gęstwinie inni ludzie robią to samo “.

Całość na konserwatyzm.pl


Dodaj swój komentarz:


Ankieta

    • Najlepszy parlamentarzysta:

      Zobacz wyniki

      Loading ... Loading ...

  • Odsyłacze