Waldemar Łysiak: Władza zjada
Kategoria: Opinie
środa, 11. października 2006
Największym niebezpieczeństwem dla Bliźniaków nie był żaden dziamdziolący Tusk, mentoryzujący Rokita, czy wierzgający we wspólnej stajni Lepper, tylko coś zupełnie innego. Władza, którą zdobyli, a konkretnie jej natura. Władza bowiem zjada tych, którzy ją sprawują — jej tryby to jej zęby.
Siekacze (kompromisy nie do uniknięcia), trzonowce (mury, których nie przebijesz głową), itp. Plus własne słabości różnego rodzaju. Póki się nie było na samym wierzchołku, w świetle wszystkich reflektorów — można było niejedną taką skazę maskować. Rezydując na tronie, jest się dużo bardziej gołym. Nawet kiepskie garnitury, niechlujna polszczyzna (wszystkie te om zamiast ą) czy brak angielszczyzny, kolą oczy i uszy elit, zaś wyrzucanie na śmietnik „kiełbasy wyborczej”, komiczne fałszowanie melodii hymnu i niezbyt jasne tasowanie oraz rozdawanie kart — kolą nerwy prostego ludu.
Bilans prawie rocznych rządów braci Kaczyńskich daje się określić dzięki zapożyczeniu tytułu hollywoodzkiego gniota: „Suma wszystkich strachów”. Do walki o władzę szli ze sztandarami krytyki wszystkich patologii nękających III Rzeczpospolitą: brak dekomunizacji, brak solidnej lustracji, brak mieszkań, korupcja, przestępczość, niesprawiedliwość, nieefektywność, bizantynizm administracyjny, czyli zbyt drogie biurokratyczne państwo, zbyt bandycko–bezczelne polskie GRU (WSI), etc. Trochę tego co mieli zrobić rozpoczęli ze skutkiem (exemplum masakra WSI), trochę z widokami na sukces (exemplum biuro antykorupcyjne), trochę z bezsensownym niechlujstwem (exemplum ustawa lustracyjna, której projekt spartaczono wbrew mądrym żądaniom korekcyjnym starszych członków Senatu) i trochę z kompletnym fiaskiem (exemplum całkowicie zarzucone „potanienie państwa”). Nie jest to bilans imponujący.
Wśród grzechów i błędów najjaskrawiej świecą te, które są efektami wpadania we własne sidła. Sidła koalicyjne (niemożność rządzenia bez półlojalnych sojuszników) i sidła wewnątrzpartyjne PiS–u. Przykładem owo sztandarowe „tanie państwo”. Miało potanieć dzięki likwidacji rozlicznych agencji okołorządowych plus innych pasożytniczych struktur biurokratycznych, lecz kiedy tylko dorwali się do stołków w tych instytucjach „nasi chłopcy” — wszystkie te megapijawki instytucjonalne stały się absolutnie niezbędne i przestano ględzić o ich kasowaniu. Podobnie z projektem ustawy lustracyjnej: przestała się podobać jej dyrygentom gdy tylko zagroziła „naszej kochanej Zycie”. Co śmierdzi faryzeizmem w stylu Salonu, budząc frustrację pisowskiego elektoratu, bo ten głosował na etykę bezkompromisową. Relatywizm miał być atrybutem wrogów, a tymczasem życie pokazuje, że „nic co ludzkie nie jest nam obce”…
Lepiej byłoby, gdyby PiS–owi nie były obce najlepsze cudzoziemskie wzory. Choćby kanadyjski model „taniego państwa”. Prawicowe władze Kanady dotrzymały słowa danego wyborcom: w latach 90. Ottawa żelazną miotłą wygruziła wszystkie rządowe agencje i przedsiębiorstwa, likwidując także 9 spośród 32 ministerstw, co dało schudnięcie „aparatu” o 60 tys. posad (17 proc.) i radykalnie poprawiło budżet. Z kolei wzorem lustracyjnym może być ustawa niemiecka, która nie miesza w jednym worku ludzi brudnych, półczystych i czystych (vide kretyński pisowski system OZI), nie umożliwia publice dostępu pod każdą kołdrę, et cetera. Reguła Kalego (jak przeciwnik polityczny lub typ bezużyteczny robił źle, to mu pryncypialnie dokopujemy, a jak Zyta robiła źle, to mącimy wodę bądź kamuflujemy) — stanowi obrazę przyzwoitości, panowie!
Alibi dla Bliźniaków, owszem, jest: biorąc władzę, pełni idealistycznego entuzjazmu, zderzyli się z morderczą rzeczywistością typu „life is brutal” czyli „życie to nie je bajka”. Lecz winni mieć tego świadomość, nikt im nie obiecywał rajskiego władania typu „muzyka lekka, łatwa i przyjemna”. Człowiek inteligentny, gdy chwyta ster rządów, słyszy złośliwy szept fortuny: „Wszystko co od tej chwili powiesz i zrobisz będzie wykorzystane przeciwko tobie!”. Opozycja i krwiożercze media nie biorą urlopu. Słowem: rządzący polityk nigdy nie bywa prorokiem we własnym kraju. Nie powinien też oczekiwać róż od cudzoziemców…
całość… www.gazetapolska.pl
Komentarzy: 3
- Adam środa, 11. października 2006
Niestety to prawda co pan pisze , mnie denerwuje najbardziej tworzenie ponownie koalicji z Samoobrona. Wydaje mi sie w swietle ostatnich wydarzen , ze do wczesniejszych wyborow i tak dojdzie i niestety PiS w nich polegnie dramatycznie wchodzac ponownie w koalicje z Lepperem , ktory tylko poto wchodzi do rzadu zeby tam mieszac ( czyjs kon trojanski- chow Sldowsko Millerowy) Poniewaz nie mieszkam w polsce nie mam codziennie siwezych obiektywnych komentarzy wydarzen politycznych , niestety czesto tez musze odpowiadac na pytania np. jak to mozliwe ze w rzadzie ktorego premierem jest prawnik , wicepremierem jest czlowiek skazany przez sad - to sie nikomu w glowie nie miesci .A wyborcy nie lubia takiego faryzejstwa. Pozdrawiam
- Piotr środa, 11. października 2006
Mimo totalnej kompromitacji PISu, Kaczory nie oddadza wladzy, za duzo w nia zainwestowali i sie w niej rozsmakowali. Nie wiem co bedzie ale nie widze tego dobrze.
- Maria Magdalena środa, 11. października 2006
Uważam, że "" Łysiaki" powinny zostać wprowadzone jako lektura obowiązkowa do szkół średnich. Pan Łysiak powinien zostać Ministrem Kultury i Oświaty. Nakazowo. Bo dobrowolnie pewnie nie zostanie. To jest ostatnia szansa!!!

